Pierwszy wieczór bez dyrektora

10. Nocne Teatralia Strachy Festiwal Sztuk Alternatywnych 7 – 9 września Krosno

Każdy szanujący się festiwal nie może zacząć się punktualnie. Program to jedna rzeczywistość, a sprawy organizacyjne i czasowe lubią rządzić się swoimi sprawami. W ciągu kilku godzin w Centrum Kultur Pogranicza było wiele, momentami skrajnych emocji. Zaczęło się miło, bo od wernisażu, kwiatów i wstępnych wzajemnych podziękowań, by później... Zapraszam do lektury relacji z pierwszego dnia Festiwalu Sztuk Alternatywnych w Krośnie.

Głos od początku mieli przede wszystkim wolontariusze, którym przypisano rolę prowadzących. W foyer galerii BWA bez mikrofonów lub donośnego głosu trudno otworzyć festiwal, zapowiedzieć wystawę i oddać głos przybyłej artystce. Warto zaznaczyć, że sama wystawa została zaaranżowana przez wolontariuszy, którzy dopinali ostatnie ilustracje przed 18.00. Praca wykonana bardzo profesjonalnie. Kasia Suro, autorka ilustracji, zaznaczyła, że w swoich pracach chciała zawrzeć alegorię rzeczy i cech zabieranych ze sobą w czasie emigracji. Są to przeważnie te elementy, które ciążą, są brzemieniem i emigrujący w pewnym momencie próbuje się ich pozbyć. Oczywiście z różnym skutkiem. Ilustracje pozwalają na konfrontację ze swoimi doświadczeniami. Każdy ma coś innego w plecaku, inne polish burden.

Jeszcze przed spektaklem było trochę przedłużających się przemówień, podziękowań m.in. od radnej Anny Dubiel, która kibicuje wydarzeniu od pierwszej edycji. Postawa godna pochwały, ponieważ kultura jako ta wciąż nieopłacalna działka, nie cieszy się dużym i szczerym zainteresowaniem polityków wszelakiego szczebla. Na scenie zabrakło Pawła Wrony, mózgu operacyjnego, który swoimi umiejętnościami m.in. w pisaniu projektów i pozyskiwaniu funduszy podniósł ideę festiwalu z okresowego załamania, co zaznaczyła Dagmara Bogacz, dyrektor administracyjna Festiwalu. Panowała atmosfera prawdziwej przyjaźni i bezpretensjonalności, czego przy otwarciach takich wydarzeń często brakuje.

Czas na spektakl „Teczki". Główna scena RCK została podzielona na część dla widowni i aktorów. Scenografia zamykała się w skrzyni z płaszczami, wieszakiem i rozwieszonymi płótnami, na których były wyświetlane fragmenty spektakli Teatru z Poznania, czy archiwalne zdjęcia z poprzedniej epoki. Każdy z czwórki aktorów Teatru Ósmego Dnia miał swoje podpisane krzesło, stolik z teczką. Na scenę wyszli: Ewa Wójciak, Adam Borowski, Tadeusz Janiszewski i Marcin Kęszycki. Cała koncepcja oparta jest o wyciągi z teczek IPN, w których opisywane były działania Urzędu Bezpieczeństwa wobec aktorów w latach 70. ubiegłego wieku. Aktorzy czytali donosy, opisy stworzone przez Tajnych Współpracowników, plany działań wobec nich aktorów, a także sprawozdania z ich spotkań (przeważnie określanych mianem libacji lub orgii) i spektakli wystawianych m.in. w Krakowie. Odczytywaniu towarzyszyły ironiczne uśmiechy aktorów, zdziwienie przy czytaniu kolejnych absurdów. Istotnie, wiele „recenzji" pułkowników były dość zabawne, momentami naiwne, tendencyjne i okraszone hasłami propagandy. To wszystko było przeplecione wyświetlonymi scenami z kilku spektakli Teatru Ósmego Dnia, recytowanymi fragmentami Biesów Dostojewskiego, Sołżenicyna, a także Stanisława Brzozowskiego. Na samym początku aktorzy mówili, czym był i zapewne wciąż jest teatr, ich teatr: pewnego rodzaju zakonem łączącym ludzi ideą wiary w teatr, jego moc, a także cel nadrzędny – służenia ludziom, nie zabawą czy szokowaniem, a przez pytania płynące ze sceny. Wartości: wolność i przyjaźń są tymi najważniejszymi. Natomiast, co pozostawia jednak pewien niesmak, nie mogło zabraknąć jednoznacznie kojarzących się haseł ze sceny typu „prezes" lub „500+", za co naturalnie otrzymuje się dość niskim kosztem brawa.

Kwadrans po spektaklu rozpoczęło się spotkanie z aktorami. Miał je prowadzić Hubert Michalak z Uniwersytetu Opolskiego, jednak jego rola sprowadziła się do zadania tylko dwóch pytań i jednej trafnej uwagi. Widownia tegoż spotkania przejęła prowadzenie spotkania. Rozpoczął rozgadujący się niemiłosiernie pan, momentami tracący główny wątek, ale zadający w końcu jedno ważne pytanie: czy nie jest przesadą zestawianie ze sobą teczek SB z rządowym programem pomocy rodzinie. Został on tradycyjnie zakrzyczany przez myślących inaczej, którzy nie byli zainteresowani jakąkolwiek refleksją. Dla tej części, jak i chyba wszystkich aktorów, zestawienie czasów PRL z obecnymi jest zupełnie adekwatne. Musiał także pojawić się nieśmiertelny motyw „tłumaczenia młodzieży historii", by ta (chyba wciąż nie myśląca i nie ucząca się), nie popełniła błędów z przeszłości. Z widowni padło kolejne pytanie, czy aktorzy mają pomysł jak niebanalnie zabiegami artystycznymi mogliby skomentować obecnie panująca sytuację, ale bez używania tanich środków na kształt prostych skojarzeń z poprzednim ustrojem. Prowadzący wtedy (moim zdaniem) słusznie zauważył, że może na takie coś potrzeba dystansu czasowego. Wedle aktorów i większości sali był w błędzie.

W całym tym spotkaniu zabrakło chwili i chęci na pogłębioną refleksję. Czasy PRL były trudne i skomplikowane, a obecnie sytuacja jest czarno-biała i jest oczywistością, po której stronie należy stać – taki wniosek można było wyciągnąć. Polityka miesza się ze sztuką, nic nowego i trudno jest to oddzielić. Jednak mam wrażenie, że kategoryczny podział ludzi na tych „za" i „przeciw" jest sztucznie tworzony przez nas samych. Wymuszany, bo należy się opowiedzieć po któreś ze stron. Nie ma czasu na namysł. A poziom histerii i teatralnego, przerysowanego i tym samym śmiesznego popadania w skrajności, jest taki sam po obydwu stronach.

Agnieszka Markowska
Dziennik Teatralny
8 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski