Pieśni pod powierzchnią ziemi

„Moja pieśń wieczorna" - Opera Krakowska, Kopalnia Soli w Wieliczce

Kopalnia soli w Wieliczce to gotowa scenografia dla klimatycznych przedstawień i koncertów. Komora Jana Haluszki stwarza także wspaniałe możliwości akustyczne. Nic dziwnego, że Opera Krakowska postanowiła zorganizować w niej jeden z ciekawszych swoich projektów - koncert „Moja pieśń wieczorna".

Sala wyrzeźbiona w soli, zawieszone żyrandole a scena, w której kącie ustawiono fortepian, przyozdobiona w róże. Taka scenografia towarzyszyła koncertowi specjalnemu z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. 135 metrów pod ziemią.

Przedstawienie podzielono na dwie części muzyczne, do których wprowadzenie przygotowała Agnieszka Draus. Koncert rozpoczęła kompozycja Ignacego Jana Paderewskiego w wykonaniu skrzypka Pawła Wójtowicza, a także pieśni Stanisława Moniuszki i Fryderyka Chopina w interpretacji sopranistek Iwony Sochy i Magdaleny Barylak oraz barytona Adama Szerszenia. Pierwszą część zakończył słynny Polonez A-dur Chopina wykonany przez akompaniatorkę Mariolę Cieniawę.

Po przerwie usłyszeliśmy Fantazję polską Romualda Twardowskiego na dwoje skrzypiec – tym razem w duecie z Pawłem Wójtowiczem wystąpiła jego życiowa partnerka Anna Wójtowicz. Następnie widowni zaprezentowano pieśni I. J. Paderewskiego, Karola Szymanowskiego i Mieczysława Karłowicza w wykonaniu solistów z pierwszej części koncertu, a także tenora Dominika Sutowicza. Pomiędzy kolejnymi kompozytorami wybrzmiały utwory fenomenalnej Grażyny Bacewicz zagrane przez duet skrzypcowy.

Dobór repertuaru początkowo wydał mi się zbyt konserwatywny. Po koncercie gdzieś w głowie brzmiała mi pieśń Ciel Zbigniewa Preisnera, będąca w jakiś sposób dalszym ciągiem muzycznej podróży po polskich kompozytora. I właśnie to, jak łatwo można wyczuć rodzimy klimat w utworach polskich artystów, jest tą naszą charakterystyczną, piękną nutą.

Cztery głosy i trzy instrumenty – siedem osobowości pokazało swoją miłość do polskiej muzyki. W pierwszej części dominował duet Barylak–Szerszeń - dwóch doświadczonych głosów prezentujących maestrię warsztatu wokalnego. W drugiej części atmosfera trochę się ożywiła: duet skrzypcowy Wójtowiczów zaraził widzów dynamiką kompozycji Grażyny Bacewicz; bezbłędne wykonanie było z pewnością efektem udanej pracy zespołowej, którą obserwowaliśmy na scenie. Swoistą „chemię" można było wyczuć także w grze Iwony Sochy i Dominika Sutowicza, których solowe partie łączyła interakcja, elementy dramy sprawiającej, że ten obraz żył, przebiegał liniowo, od pierwszej do ostatniej pieśni.

Poznanie najgłębszych zakamarków muzyki jest jednak zarezerwowane do wąskiego grona pasjonatów – to smutne, że gdzieś zatraca się wychowanie w kulturze, wybiegającej poza utwory Chopina. Dlatego warto docenić takie inicjatywy jak projekt „Moja pieśń wieczorna" oraz działające od blisko dwudziestu lat Dębickie Towarzystwo Muzyczno-Śpiewacze, które wielokrotnie prezentowało podkarpackiej publiczności te bardziej znane i te zapomniane opery oraz pieśni Stanisława Moniuszki. Bo muzyka polska jest piękna.

Maria Piękoś-Konopnicka
Dziennik Teatralny Kraków
29 maja 2018

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia