Piętno Dulcynei

"Dulcynea" - reż. Adama Frankiewicz - Białostocki Teatr Lalek

"Dulcyneę" w adaptacji młodego, świetnie zapowiadającego się reżysera Adama Frankiewicza zrealizowano w Białostockim Teatrze Lalek na scenie studyjnej. Fakt młodości reżysera i swoistej miniaturowości studyjnej sceny są jednakowo godne podkreślenia, we właściwościach przedstawienia leżą bowiem - jednakowo w odbiorze możliwe - głęboka fascynacja i niezrozumienie

W świat zainspirowany cervantesowskim Don Kichotem ą widzowie wprowadzeni niepokojącą, industrialną muzyką, rozlegającą się w całkowitej ciemności. Muzyka i ciemność to pierwsze z kompletnych, nie wyłącznie poprawnych, ale idealnie ze sobą korespondujących elementów tworzących mikrokosmos spektaklu. Idealny odbiorca Dulcynei pozwolić sobie na wejście w trans, w jaki niewątpliwie wieść ma i wiedzie tworzony na scenie nastrój. Punktowo oświetloną scenografię stanowi przywodząca na myśl kantorowskie machiny sceniczne konstrukcja złożona z schierarchizowanych elementów, które budują kolejne plany realizowanej na deskach BTLu opowieści. 

Historia błędnego rycerza i jego efemerycznej ukochanej potraktowana została przez Frankiewicza jako inspiracja do stworzenia spektaklu, w którym na oczach widza życiorys bohatera konstruowany jest przez trzy monolityczne figury obsługujące maszynę do pisania, na której „reżyserowane” są sceny z życia Don Kichota. Owi sceniczni drukarze, przypominający mityczne Mojry, władczynie ludzkiego losu, przedstawieni zostali za pomocą trzech podwieszonych na wieszakach płaszczy-prochowców. Scenografia Dulcynei, przez Litwinkę Vitalię Samuilovą, jest stonowana i surowa; podsuwa na myśl estetykę steampunku – fantastycznego świata, w którym najważniejszą rolę odgrywają maszyny. Na położonym nieco wyżej planie konstrukcji odgrywane są następnie sceny napisane przez porozumiewających się ze sobą w ciszy operatorów machiny. Za pomocą elementu pełniącego w całym spektaklu rolę niezmiernie ważną – gry światła – operujący rekwizytami aktorzy (Sylwia Janowicz-Dobrowolska, Izabela Maria Wilczewska i Krzysztof Bitdorf) są (zgodnie z tradycją sztuki lalkarskiej) w ciemnościach wraz z widownią. Takie rozwiązanie potęguje wrażenie pełności, skończoności świata Dulcynei, którym każdy odgrywany etap historii stanowi konsekwentną kontynuację. Przysłowiowa już walka z wiatrakami, nierealny cel, idea-fatamorgana za którą podąża Don Kichot przedstawiana jest na wyższym planie scenicznej machiny, będącej swoistą miniaturą świata, za pomocą kościanych lalek wykonanych z niezwykłych materiałów: drutu, sznurków, fragmentów mechanicznych zegarków. Nadnaturalnie wydłużone nogi i ręce postaci potęgują wrażenie kruchości, niepewności ich egzystencji. Don Kichot podąża za cieniem Dulcynei, który zwodzi go, każe walczyć z wyimaginowanymi wrogami. Scenariusze potyczek błędnego rycerza, zapisane na starej maszynie zawsze kończą się tak samo. Lalki animowane przez aktorów giną, przenosząc się do centralnej części maszyny, która - choć poddawana w ciągu spektaklu modyfikacjom – cały czas pozostaje na scenie. Najciekawszą figurą spektaklu zdecydowanie jest jednak bohaterka tytułowa, na której to osobę przesunął autor sztuki akcent znaczeniowy. Postać ukochanej Don Kichota prezentowana jest za pomocą wizerunku kobiecej twarzy, wyświetlanego na białej kartce papieru. Bohaterka, niematerialna w sposób dosłowny, stanowi główny temat nie tylko sztuki, ale również dążeń samego Don Kichota. Dulcynea opowieścią o niedościgłej, nieuchwytnej idei.

Spektakl Adama Frankiewicza, choć niewątpliwie pełen znaczeń, niełatwo poddaje się interpretacji. To widowisko skierowane do widza uważnego, wyposażonego w umiejętność odbioru angażującego wszystkie zmysły. Teatr stanowi i stanowić powinien niezwykłą syntezę sztuk – taka jest też Dulcynea, bogactwem muzyki, obrazu i wymownym milczeniem. W trakcie spektaklu nie pada bowiem ani jedno słowo; z tego też powodu we wstępie piszę o fascynacji i niezrozumieniu. Dulcyneę ć można bardzo szeroko – jako metaforę ludzkiego losu, którego domeną jest dążenie za tym, czego osiągnąć się nie da. Dla każdego z nas niedościgła idea może być czymś zupełnie innym, tak też reakcje widowni były zdecydowanie zróżnicowane. Reakcją wskazującą na nierozumienie może być śmiech i wydaje się on czasem być na nie lekarstwem.

Taki też odzew uzyskał dla swego spektaklu reżyser od części publiczności, która sprawiała wrażenie zupełnie nieprzygotowanej na wysublimowaną formę przedstawienia. Inni dali się ponieść transowemu nastrojowi sztuki. Na każdym z widzów odciśnie jednak Dulcynea piętno – i niewątpliwie warto się temu wrażeniu poddać.

Anna Bergiel
Dziennik Teatralny Białystok
16 września 2011

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...