Pinokio dostał po nosie

"Pinokio" Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Dzieci nie chcą ci się uczyć, kłamią na potęgę, są niegrzeczne? Wybierz się z nimi na "Pinokia" do Węgierki. Kto wie, może uwierzą, że czynić tak nie powinny... Spektakl to efektowna błyskotka. Bywa zabawny, bywa pusty i nijaki. Ale ma niezaprzeczalny walor edukacyjny.

Mam problem z najnowszą premierą w Teatrze Dramatycznym. Wiele w nim zgrzytów stylistycznych, scen nijak do siebie nieprzystających i niedoróbek. Wiele sztuczności i irytującego wrażenia, że reżyser chciał złapać zbyt wiele srok za jeden ogon. Bywa tak nierówny, że kojarzy się z teatralną wańką-wstańką. W jednej chwili leży, za chwilę zryw i trzyma niezły poziom (a właściwie pion...). A widz, co ciekawe, po długo utrzymującym się poczuciu irytacji, zaczyna widowisko najzwyczajniej lubić. Bo też i nie można odmówić "Pinokiowi" autentycznego humoru, wielu świetnych rozwiązań scenograficznych. Czasem też wznosi się na wyżyny inteligentnego żartu i mruga do publiczności - również tej starszej. Tak to już jest z tym "Pinokiem".

Przykład: parę pierwszych scen. Pojawia się miła opowiadaczka - bajarko-narratorka. Starsza pani z siwym kokiem, jakby przeniesiona wprost z XIX w., zasiada za biedermeierowskim biurkiem. Zaczyna opowiadać o uśpionym miasteczku. Tymczasem na scenie zaczyna się dziać historia z XXI w.: jeżdżą samochody oblane fluorescencyjnym światłem, pojawia się niby-asfaltówka jak z gry komputerowej. Za chwilę światło gaśnie i widzimy Dżepetta, z peruczką z kolei z XVIII w.

I po cóż ten cywilizacyjny dysonans, nieuzasadniony miks najróżniejszych stylów? Albo bawimy się w coś, co dawno wymyślił już Zemeckis w serii "Powrotów do przeszłości" i z zabawy czynimy istotę całego spektaklu, albo pozostajemy przy tradycyjnej inscenizacji. I to, że reżyser Piotr Dąbrowski wykorzystał w spektaklu multimedia (w tle co jakiś czas pojawia się animacja z Pinokiem) nie ma tu nic do rzeczy i dziwacznego przekładańca nie tłumaczy. Skorzystanie z multimedialnych wtrętów broni się doskonale, to wręcz jeden z atutów przedstawienia i nie stanowiłby zgrzytu niezależnie od tego, o jakiej epoce ono opowiada. Takich dysonansów stylistycznych jest w "Pinokiu" wiele. Ale, o ile początek jest kiepski i niemrawy, to później jest coraz lepiej i spektakl mimo wszystko się broni, a nawet sprawia przyjemność.

Baśń Collodiego opowiada o nieznośnym naiwnym pajacyku, który musi na własnej skórze zaliczyć wzloty i upadki, by dowiedzieć się, co w życiu najważniejsze, i na koniec stać się chłopcem. W spektaklu Dąbrowskiego wszystko jest tak, jak wymyślił sobie Collodi, tylko wsparte dużą dawką komizmu i ciekawych rozwiązań inscenizacyjnych, z czego cieszą się dzieci. I dobrze.

Jest tu ciekawe budowanie scenografii (Katarzyna Gabrat-Szymańska) na oczach widza (wędrujące domki, sprytny wielozadaniowy podest, który, gdy trzeba, staje się ścieżką, kurnikiem, areną teatru kukiełkowego). Jest co jakiś czas wyświetlana w tle animacja, na której pajacyk pędzi przez świat, i pokazuje to, co raczej na scenie byłoby niemożliwe: choćby przemianę Pinokia w osła (filmik to dzieło znakomite, symboliczne i zabawne, warte uwagi nawet jako samodzielny twór). Jest lalka animowana przez studenta szkoły teatralnej (Rafał Hajdukiewicz) i naturalnie wypadająca wśród żywych aktorów. Jest ciekawie opracowana i podszyta humorem choreografia (to z kolei zasługa Wojtka Blaszki, znanego m.in. z tanecznego "Morosophusa").

Jest sporo autoironii, co jest niezaprzeczalnym walorem spektaklu i dostarcza świetnej zabawy dorosłym. To głównie zabawa w konwencje: a to kpina z patosu i egzaltacji opery, a to pastisz humorystycznie potraktowanych filmów w stylu "Różowej pantery" (świetnie rozegrany duet oszustów: Lisa i Kota).

Przede wszystkim zaś, co w sumie w spektaklu dla dzieci jest najważniejsze - sporo w "Pinokiu" wtrętów edukacyjnych, podanych w sposób naturalny, nienachalny i - mimo klimatu zabawy - zapadających w pamięć. Tu granica jest wyraźna: zrobiłeś coś złego - spotka cię kara. Większa albo mniejsza, ale cię nie ominie. Np. zostaniesz osłem, jeśli nie będziesz się uczył. Swoje usłyszą też i starsi. Niejeden zapewne spuścił nos na kwintę, jako mądry po szkodzie, a raczej doświadczony z rozmaitymi naciągaczami i piramidami finansowymi, gdy relaksując się na przedstawieniu dla dzieci nagle usłyszał: "Nie ufaj tym, którzy obiecują ci wzbogacenie się z dnia na dzień...". Carlo Collodi 150 lat temu nie przewidywał raczej, że będzie tak aktualny.

Teatr Dramatyczny, "Pinokio", reż. Piotr Dąbrowski, najbliższe spektakle: śr.- czw., godz. 9, 11.30

Monika Zmijewska
Gazeta Wyborcza Białystok
12 lutego 2009

Książka tygodnia

Wybór poezji
Wydawnictwo Ossolineum
Zbigniew Herbert

Trailer tygodnia

5. Międzynarodowy Fest...
Adolf Weltschek
W tegorocznym programie znalazło się ...