Planeta na osiedlu

"Planeta Lem" - reż. Paweł Szkotak - Teatr Biuro Podróży

Dawna hala fabryczna jest wysprzątana, sprawia wrażenie zbyt czystej, zapomnianej, wymarłej..., a przecież położona w środku dużego osiedla mieszkaniowego w wielkim mieście. Teatr Biuro podróży zamienił ją w wymyśloną przez siebie planetę

Takiej planety oczywiście nie ma w Układzie Słonecznym, ale czytając prozę Stanisława Lema, można ją sobie wyobrazić. Istnieje na niej życie, zamieszkują ją wysoko zorganizowane roboty i ni to atrapy ludzkie, ni to gnomy, a może istoty człekopodobne (coś jak wyrób czekolado-podobny). Roboty zachowują się na tej planecie jak klasa rządząca, natomiast istoty człekopodobne (Lem nazywa je Lepniakami) - są powolną masą uzależnioną głównie od środków halucynogennych, utrzymywaną w iluzorycznym dobrobycie...

W ten idylliczny świat wkracza w pewnym momencie Ijon Tichy, ulubiony bohater prozy Lema. Zapominając o przestrogach profesora Tarantoga, próbuje wniknąć w naturę mieszkańców tej planety, żyje z nimi, przyjmuje jak oni środki halucynogenne (świetnie rozegrana scena aluzyjnie nawiązująca do przyjmowania komunii świętej w Kościele katolickim). Ale stara się równocześnie wybić Lepniaków z błogostanu, nauczyć ich żyć i decydować o sobie. Próba zmuszenia ich do pracy nie udaje się. Ta scena nie wprost, ale nawiązuje w sposób polemiczny do hali pofabrycznej zamienionej w teatralną. Tichy próbuje też rozbawić towarzystwo, ale ono zabawę (świetna scena tanga robotów) wykorzystuje do rozróby. Lepniaki na moment tylko buntują się. Widać, że zasmakowały w tym, co nowe, inne, nieznane im, ale poczuły jednocześnie, że zgrzeszyły, naruszyły ustalony wcześniej porządek.

Zaczynają się zachowywać jak Adam i Ewa w Raju. Jakieś odruchy archetypiczne zapamiętały. Próbują się okryć rękoma, folią, miską (biblijni bohaterowie zrywali liście figowe, ale na tej planecie ich nie ma). Nie są gotowi na nowe, człowiecze życie. Nawyki i przyzwyczajenia są silniejsze. Nie potrafią zmierzyć się z rzeczywistością. Wybierają status quo, czyli roboty i środki odurzające. Rewolucja Tichemu się nie udała.

"Planeta Lem" stworzona przez Agnieszkę Zawadowską w hali, jest efektowna, niezwykle funkcjonalna, a przy tym bardzo znacząca (w plenerze będzie znaczyła zupełnie co innego). Budując obcą przestrzeń, pozwala aktorom rozgrywać ten bolesny, a chwilami zabawny sen o tym, kim może się stać człowiek za jakiś czas.

Aktorzy grają fizykalnie, nie bacząc na ból. Kreślą postaci grubymi kreskami, są przez to wyraziści, przerażający, okrutni, bezwzględni, a kiedy trzeba - śmieszni. Spektakl Teatru Biuro Podróży pokazuje karlenie człowieka jako gatunku z jednej strony i siłę trwania w stereotypie, w niewoli nawyków i przyzwyczajeń - z drugiej.

Czy tak ma wyglądać człowiek w odległej przyszłości? "Planeta Lem" Teatru Biuro Podróży pozbawiła mnie złudzeń. Świat już nie będzie lepszy.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
7 grudnia 2010

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Tristan i Izolda
Ralf Pleger
Od 22 maja na platformie OperaVision ...