Pluszaki w rytmie rymów

"Karmelek" - reż. Bogdan Nauka - Zdrojowy Teatr Animacji w Jeleniej Górze

Nikt nie wie ile bajek napisała Marta Guśniowska. Od dłuższego czasu teatrolodzy i recenzenci piszą, że około setki. Różni różnie to liczą. Halina Waszkiel w 2013 roku w swojej książce "Dramaturgia polskiego teatru lalek" podawała, że "już ponad 60".

Encyklopedia teatru polskiego doliczyła się pięćdziesięciu dwóch sztuk, a strona e-teatru też podaje taką samą liczbę. W Katalogu Współczesnych Sztuk Teatralnych dla Dzieci i Młodzieży zanotowano i opisano dwadzieścia dwie pozycje. Także "Karmelka", laureata nagrody w konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, mającego za sobą "inscenizowane czytanie" w Teatrze Animacji w Poznaniu w 2017 roku. Powiedzmy, że w szacownych i dużych instytucjach liczy się wolniej. W naszych Konkursach brało udział czterdzieści osiem przedstawień Marty Guśniowskiej, która stała się niekwestionowaną liderką i miała najwięcej realizacji, mimo, że debiutowała w 2005 roku, dopiero w dwunastej edycji "Baśnią o Rycerzu bez Konia" w poznańskim Teatrze Animacji. Jednak w żadnym zestawieniu nie ma oczywiście prapremiery "Karmelka" w Teatrze Animacji w Cieplicach! Ciekawe czy sama autorka wie, ile sztuk napisała?

Wracając do "Karmelka": na scenie jest tak, jak bywało kiedyś w pokoju małego dziecka. Bardzo wiele przedmiotów, ozdób, rzeczy zrobionych jest ręcznie. Roiło się kiedyś od pięknych i pomysłowych zabawek misternie wyszywanych, haftowanych, naszywanych. Wszystko dawało się niegdyś wysztrykować na drutach jak mawiały babcie. Z kolorowej wełny. Rozmaitymi ściegami i wzorami. I udawało się ponaszywać takie pracowicie wydziergane dzieła na inne kolorowe materiały, tak by razem tworzyły obrazy. Ba, trójwymiarowe pejzaże, sceny rodzajowe z życia domowych zwierzątek, z wydarzeń rodzinnych. Nietrudno, przynajmniej w moim wieku, wyobrazić sobie, że na scenie uda się zobaczyć - jak tego chciała autorka - taką wydzierganą, kolorową wioskę: "Oto Najmniejsza Wioska na Świecie! /Na żadnej mapie Jej nie znajdziecie" - jak powiada jeden z aktorów. A w niej sympatyczne stadko Pluszaków. Czasem także nazywanych Przytulankami. Często najbliższymi przedmiotami dla dzieci. Starannie zrobionymi, z myślą i z troską o najmłodszych, bo w tych całkiem sporych pluszakach, wielkości małych dzieci, widać wyraźne ciepło i życzliwość tych rzemieślników, którzy te kolorowe pluszako-przytulanki wykonali. Zapewne pod opieką scenografek: Moniki Pasternak i Marzeny Pliszki.

Takich kolorowych, miękkich, zabawnych bohaterów jak w tej scenicznej bajce wiele maluchów chciałoby mieć w swoich pokojach. W swoich domowych zabawach, a może i teatrzykach. Są wśród nich: krowa z różowymi wymionami; ostrzyżona owca, ze sterczącą na punka czupryną z pozostawionych na głowie resztek wełny; kura na przysadzistych, czerwonych nóżkach oraz paradny kogut z czerwonym pióropuszem na głowie i długimi nogami jakby chodził na szczudłach. Jest też i Karmelek - "Piesek Malutki/ Wiejski Kundelek". A Karmelek także dlatego, że ma brązowo - rudawy, "karmelkowy" kolor, podobno najmodniejszy jesienią 2017 roku. I ten oto kundelek Karmelek staje się bohaterem sztuki. I to jakim! Na początku bardzo pogodnym, ale potem wielce zestresowanym. Bo w pewnej chwili mały, poczciwy piesek uświadamia sobie, że właściwie nie ma z niego żadnego pożytku. Bo ani nie znosi jaj jak kura, ani nie pieje jak kogut, nie daje mleka jak krowa, czy nie dostarcza wełny jak owca. I co gorsze, choć wszystkiego próbuje, to nawet w chwili szczególnej próby zapiać mu się nie udaje i przed to cała wieś na czas się nie budzi! Ale tak na serio Karmelek popada nieomal w psią depresję, z której wyciąga go Gospodarz, mówiąc mu, że:

"To prawda znana już w dawnych wiekach:

Pies jest najlepszym kumplem człowieka!

Co, że mnie Kogut budzi nad ranem,

Że mam od Krowy mleko, śmietanę,

Że jajecznicę jem z pięciu jajek,

Kiedy najwięcej Ty właśnie dajesz.

Bo wszystko inne szybko przemija:

To, co zostaje - to właśnie przyjaźń"

Może i to wszystko łatwo powiedzieć. Ale ważniejsze jest to, aby powiedzieć to w taki sposób, by najmniejsze dzieci nie tylko wszystko dobrze zapamiętały, ale i na serio wzięły sobie to do serca. Trójka aktorów: Dorota Fluder, Diana Jonkisz i Sławomir Mozolewski dwoi się i troi, aby prościutka bajka stała się jednocześnie bajką subtelną i dowcipną. Słowem taką, która potrafi się bawić sama sobą. Być na swój sposób bajką szczęśliwą i radosną, jak dzieciństwo marzeń. Prawie zawsze jest tak u Guśniowskiej, że jej bajki chcą się cieszyć, bawić, przekomarzać same ze sobą w taki sposób, aby stawać się atrakcyjniejsze dla partnerów, czyli widowni. Obojętnie: małej czy dorosłej. W cieplickim przedstawieniu reżyser Bogdan Nauka wraz z aktorami szczęśliwie dostrzegli, że mała, ale jakże znacząca tajemnica tego utworu, tkwi w rytmach i rymach. Wystarczy sobie wyobrazić, że po kwestii: "Wszyscy zaspali. Cała Zagroda!/Wszystkie Zwierzęta" - aktorka po bardzo króciutkiej pauzie - dokończy wers: "i Pan Gospodarz" dając szansę najmłodszym na zgadnięcie tego, kto jeszcze zasnął i jaki wyraz najlepiej rymuje się ze słowem: "Zagroda." I taką oto sympatyczną aktywność pobudza to przedstawienie. Nie tylko we wspólnym szukaniu zaginionych piłeczek, ale także w rozbudzaniu rymotwórczej wyobraźni. Językowej wrażliwości. Subtelnego poczucia humoru. Od czegoś trzeba zaczynać. A takie początki są najsympatyczniejsze.

Łatwo po takim "Karmelku" pokazanym w wymuskanym Teatrze Animacji w Cieplicach powiedzieć, że taki teatr jest przyjacielem najmłodszych.

Andrzej Lis
e-teatr.pl
26 kwietnia 2018
Portrety
Bogdan Nauka

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia