Po nas choćby wojna

Nie-boska komedia. Wszystko powiem Bogu" - reż. Monika Strzępka - Narodowy Stary Teatr

"Obyś żył w ciekawych czasach" - mówi chińskie przysłowie. Cóż, drodzy Państwo - czasy są zawsze ciekawe, wszakże każda kolejna epoka ma swoją własną apokalipsę. Ogrom boskiego gniewu w mesjanistycznej filozofii Hoene-Wrońskiego, modernistyczne poczucie dekadencji Przybyszewskiego, katastrofizm spod znaku Witkacego - świat szczęśliwie trwa nadal, choć nasze samopoczucie nie jest dzisiaj w najlepszej formie. Bynajmniej

Dlatego ze szczególną ciekawością obejrzałem ostatnie przedstawienie duetu Strzępka-Demirski. Widowisko już zdążyło obrosnąć nimbem jednego z najlepszych spektakli sezonu. Parafraza sztuki Krasińskiego jest próbą wyrażenia lęków współczesnej Polski przełomu 2014 i 2015 roku. Scenografia Michała Korchowca zabiera nas pod ziemską skorupę. Z sufitu zwisają konary drzew z rozrośniętymi korzeniami. Na scenie stoi zdezelowana karuzela z czterema krzesełkami. Tuż przed nią umieszczono dębowy stół z maszyną do pisania. Znajdujemy się w kilkuwymiarowej przestrzeni - wkraczamy do umysłu pisarza, ale także do wnętrza narodowej świadomości.

Zwraca uwagę rozbicie tego świata. Każda z postaci nosi w sobie dwie osobowości - i skojarzenia z "płynną nowoczesnością" nie są tu przypadkowe. Na pierwszy plan wybija się duet Hajewska-Krzysztofik/Czarnik. Ubrani są w ciemne garnitury. Synchronizują swoje ruchy - oboje grają zarówno Krasińskiego i hrabiego Henryka. Twórcy spektaklu ściśle łączą osobę trzeciego wieszcza z jego najsłynniejszym bohaterem. Krasiński nie może się doczekać, aż umrze i "powie Bogu wszystko". Romantyczny bunt staje się w tym wypadku wyrazem zgorzknienia. Życie arystokraty związane jest z jego wspomnieniami z dzieciństwa i apodyktycznym ojcem Wincentym (Adam Nawojczyk). Zygmunt przenosi swoje przeżycia na postać Orcia (znakomity Juliusz Chrząstowski!). Jest to nie tylko wyraz traum młodości, lecz także próba stworzenia poetyckich wizji przyszłości. Niewidomy chłopak nieprzypadkowo zyskał w scenariuszu "drugie imię" - Lęki Poranne Codzienne. Apokaliptyczne przepowiednie są przyczyną marazmu, paraliżują wszelkie działanie. Jak pisał Asnyk - gorsze od fizycznej niewoli jest "dobrowolne samobójstwo ducha".

Duchowa inercja ogarnia wszystkich bohaterów tego uniwersum. Postać Barbary Niechcic stanowi odwołanie do sylwetki kobiety kochającej ponad wszystko konwenans, choćby pod tym płaszczykiem ukrywała ona buzujące emocje. Dorota Segda dąży do skarykaturyzowania swojej bohaterki. Jak sama mówi - "mam z tęsknoty doktorat". Na niepokojące wizje Orcia ma tylko jedną odpowiedź - zróbmy herbatę, wszystko musi być jak dawniej. Przechrzta Marty Ojrzyńskiej to w spektaklu pracownica korporacji, której jedynym zajęciem jest robienie odbitek na kserokopiarce. Włącza się w prace "komisji" (tylko cudem nienazwanej cenzuralną). Nie znosi pracy w biurze, ale wie, że nie zostało jej nic innego. Społeczeństwo jest niegotowe na jakiekolwiek zmiany. Chęć utrzymania status quo jest silniejsza niż cokolwiek innego.

Dlaczego jednak S Duet dąży nawet do takiej konstatacji - wybucha w końcu rewolucja, której przewodzi Pankracy (Michał Majnicz). Kozłami ofiarnymi mają stać się Orcio i Wilk z Wall Street (Szymon Czacki). W tym momencie zapala się lampka ostrzegawcza - jakiej to rebelii boją się twórcy? W społeczeństwie tak niechętnym do wspólnotowego działania, jak współcześni Polacy? Skala zbiorowego marazmu jest tak duża, że o wiele bardziej przeraża wizja wojny międzynarodowej. Jeśli chodzi o odczytanie powszechnych nastrojów, inscenizacja Starego Teatru mija się z realiami.

Podobne wątpliwości nasuwają się w przypadku kwestii żydowskiej. Pamiętacie, drodzy czytelnicy, co działo się w Krakowie ponad rok temu? Dyrektor Jan Klata odwołał próby do "Nie-Boskiej Komedii. Szczątków" reżyserowanych przez Olivera Frlijcia. Spektakl Strzępki i Demirskiego może być rodzajem zemsty, takiego "a jednak!" rzuconego w stronę protestujących przeciwko inscenizacji Chorwata. Powstające przedstawienie Frlijcia miało skupić się na problemie polskiego antysemityzmu. Zdaniem reżysera "Nie-Boska" była utworem wybitnie antyżydowskim. Już gros literaturoznawców wyśmiało tendencyjność i płytkość takiej interpretacji. Strzępka powraca natomiast do tego tematu. W jednej ze scen Krasiński/Henryk zostaje oskarżony o umieszczenie w swoim utworze zdania, które mogło przyczynić się do Zagłady. Demoniczna Auschwitz Tour (Małgorzata Zawadzka) rzuca poecie na stół makabryczne zdjęcia. Henryk wstaje i przyznaje się słowami słynnego monologu z Sarah Kane: "To ja zagazowałem Żydów". Państwo arystokraci szczują Rotszylda (Szymon Czacki). Na swoistą ironię zakrawa fakt, że S bogatego bankiera. Ale ten zabieg pasuje do próby stworzenia seansu zbiorowej świadomości. Mam wrażenie, że cały ten wątek został podjęty z czystej przekory.

W spektaklu zdarzają się dłużyzny, tekst Demirskiego - jak zawsze - przechodzi czasem w zwykły bełkot. Słabo napisany jest ostatni monolog Majnicza. Ale S". Jako że role oponentów gra właściwie ta "sama" osoba (Hajewska i Czarnik), udaje się zbudować ciekawe znaczenia - jakikolwiek konflikt ideowy i moralny rozgrywa się już tylko w głowie Krasińskiego/Henryka. Na piętnaście minut scena staje się polem dla rozegrania teatralnej wirtuozerii. Szkoda, że w przedstawieniu brakuje podobnych pomysłów, bliższego dialogu dramatu Demirskiego z oryginałem. Twórcy mają także pełne prawo do usunięcia pierwiastka metafizycznego. A jednak mam wrażenie, że postulowana kapitulacja S".

Liczne niedociągnięcia dramaturgiczne zostają przykryte dzięki znakomitej grze krakowskiego zespołu. To aktorzy ciągną to przedstawienie. Przoduje "stara gwardia" - Chrząstowski, Radwan-Gancarczyk, Segda, Pomykała. W pamięci pozostają liczne songowe aranżacje (m.in. "Creep" Radiohead, "Who wants to live forever" Queen) i sekwencje (jak dwugłos Nieradkiewicz-Pomykała, opowiadający o wizji zetknięcia z wojennymi realiami). Krakowska "Nie-boska" jest z pewnością udanym przedstawieniem, chociaż pełno w nim niedociągnięć. Spektakl staje się wreszcie próbą zdiagnozowania stanu polskiej mentalności. Ale zdaje się za bardzo operować pewnymi schematami myślowymi i społecznymi. Brechtowska technika inscenizacji doprowadziła w tym wypadku w kozi róg. A to jest w teatrze zaangażowanym grzech ciężki.

Spektakl zaprezentowany podczas Warszawskich Spotkań Teatralnych organizowanych przez Teatr Dramatyczny w Warszawie w dniu 22 marca 2015 w Teatrze Powszechnym.

Szymon Spichalski
Teatr da Was
26 marca 2015

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki