Po słowacku, po polsku i po czesku

Czwarty dzień festiwalu “Katowice-Dzieciom” upłynął w atmosferze różnorodnych doznań emocjonalnych: od szczerego śmiechu o świcie, po metafizyczne doznania o zmierzchu.
Pierwszy z prezentowanych spektakli był znaną nam wszystkim opowieścią o śpiącej księżniczce, która, po ukłuciu wrzecionem, zapada w długi sen, z którego wyzwolić może ją jedynie szlachetny książę. Sztuka odbywała się zarówno w planie żywego aktora, jak i w konwencji parawanu. Zabawne lalki o pastelowych kolorach i umiejętność interakcji aktorów z najmłodszą publicznością sprawiły, że spektakl został przyjęty ciepło i pozytywnie. Kolejny spektakl, “Czerwony kapturek” Teatru Banialuka z Bielska-Białej, był w zasadzie lekkim pastiszem znanej nam wszystkim historii. Pastiszem udanym, ale bez większych rewelacji: kapturek, zmierzający do swej chorej babci nie zostaje bowiem napadnięty przez jednego wilka, lecz przez trzech zwierzaków, które w finale przejdą na... wegetarianizm! Ponadto, cała opowieść okraszona jest zabawnymi tekścikami lub też melodiami dobrze znanych nam utworów. Można by się pokusić nawet na porównanie tej inscenizacji z całą lawiną powstałych w ubiegłych latach filmów w stylu “Shreka”, gdzie nieustanne “puszczanie oczka” do odbiorcy jest równie ważne jak sama treść bajki. Spektakl został więc wyreżyserowany z myślą zarówno o dzieciach, jak i dorosłych, których mogą rozśmieszyć dowcipne dialogi, płynące bez przestanku z ust bohaterów. Szkoda tylko, że w sztuce tak mało jest samej lalki, a tak dużo aktorskich kreacji: animowana jest tylko lalka Czerwonego Kapturka, reszta spektaklu oparta jest na koncepcji żywego planu aktorskiego. Do największej atrakcji tego dnia (a może i nawet całego festiwalu?) należał pozakonkursowy spektakl “Tybet. Tajemnica czerwonego pudełka” teatru “Buchty a loutky” z Czech. Prosta w gruncie rzeczy historia (oparta na autentycznych wydarzeniach!) o służbowej podróży Ojca do Chin została przedstawiona w absolutnie fascynujący i oryginalny całkowicie urzekając festiwalową publiczność. Akcja sztuki dzieje się na dwóch scenach: miniaturowej, kwadratowej, umieszczonej w walizce (sceny z życia rodziny, przed wyjazdem Taty – piękne, i wzruszające) oraz na okrągłym podium, którego widoczność podwojona została przez podwieszenia nad nim lustra (sceny tułaczki po Tybecie, gdzie Ojciec zaginął na dwa lata). Mogliśmy zatem podziwiać rzeczy dziejące się na tej okrągłej scenie z dwóch perspektyw: z poziomu lub z góry, co było świetnym pomysłem, gdyż duża część akcji działa się właśnie na owym kolistym podeście. A działy się na min zaiste przedziwne rzeczy: właściwie została nam wyłożona w zupełnie niekonwencjonalny wciągający sposób opowiedziana historia zniewolenia Tybetu przez chiński naród. Przy okazji mieliśmy okazję poznać garstkę tybetańskich mitów, podaną w bardzo zabawny pomysłowy sposób. Klimat przedstawienia został również osiągnięty poprzez transową muzykę, operowanie światłem oraz przez szereg innych pomysłów, takich jak: łączenie żywego planu z planem miniaturowych lalek, efekty pirotechniczne i ogniowe, zestawianie wielu różnorodnych rekwizytów – minerałów, talerzy, kamieni, niebieskiej wody i masek. W wyniku takiej twórczej symbiozy powstał zatem jeden z nielicznych, bezpretensjonalnych, mądrych i jednocześnie niezmiernie zabawnych spektakli ostatnich lat. VII Festiwal Teatrów Lalek "Katowice Dzieciom", Katowice, 2 - 6 czerwca 2008.
Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
6 czerwca 2008

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...