Pobrzmiewające echo romantyzmu

"Kordian" - reż. Jan Englert - Teatr Narodowy w Warszawie

Aktualnie teatr (i wiele innych dziedzin sztuki) istnieje dzięki internetowi. Teatr Narodowy w Warszawie udostępnił niedawno rejestrację jednego z ważniejszych spektakli w reż. Jana Englerta. „Kordian" miał swoją premierę w 250. Rocznicę powstania Teatru Narodowego (19 listopada 2015), bierze w nim udział niemal cały zespół teatru.

To widowisko, dla którego zdecydowanie warto było poświęcić w skupieniu dwie godziny przed komputerem, zostawia pewien niedosyt – wszyscy czekamy, żeby można było wrócić do teatru. Zarówno artyści, jak i inni pracownicy teatru, a także widzowie.

„Kordian" to widowisko zrealizowane z dużym rozmachem. Opiera się głównie na scenach zbiorowych, które są fascynującymi obrazami z widmami postaci historycznych i całym chaosem dziejów naszego kraju. Wizualnie postaci jest dużo, ale wielka przestrzeń sceniczna sprawia, że mamy wrażenie, iż giną one trochę w perspektywie wielkiej historii. Z jednej strony mamy do czynienia z wydarzeniami ważnymi dla narodu, z drugiej – wiemy, że z biegiem lat staną się one metaforyczną „kropką" na osi czasu. W ten sposób możemy nabrać do rozpalających wyobraźnię wydarzeń historycznych nieco dystansu, spojrzeć na nie chłodniejszym okiem.

Niezwykle ważnymi postaciami w tej opowieści są Archanioł (Danuta Stenka) i Szatan (Mariusz Bonaszewski). Prowadzą ze sobą dialog, są często oddzieleni od chaosu wydarzeń i zbiorowości „czwartą ścianą", a jednocześnie jako siły dobra i zła – cały czas trwają. Wciąż niezmiennie oddziałują na ludzi, wpływając na ich postępowanie. Znamienne jest też to, że Bonaszewski jako Szatan występuje też w roli Papieża – to bardzo symboliczna, podwójna rola, która pokazuje, że nie ma prostych prawd, oczywistych odpowiedzi, a człowiek zaskakuje nie zawsze pozytywnie. Od razu znajdujemy w głowie współczesny kontekst, choćby w postaci filmów braci Sekielskich.

Sam tytułowy bohater występuje w trzech osobach, a na koniec spektaklu trójka zostaje zwielokrotniona i na scenie widzimy dziewięciu Kordianów, którzy stoją przed nami w białych koszulach, poplamionych krwią. Zaraz na początku spektaklu, po rozmowie z Szatanem, Archanioł wchodzi w przestrzeń sceny, na której widzimy rozwieszone na sznurkach skrzydła. Można pomyśleć, że wybieramy sobie takie wyprane skrzydła: one są czyste, jeszcze nieskażone. Tym samym wybieramy swoją wolność, którą będziemy pielęgnować. Musimy jej strzec, tak jak strzegą nas nasze anioły.

W spektaklu zwraca uwagę scena dialogu Laury z Kordianem, którą widzimy w dwóch wersjach. Ta sama rozmowa z ust młodych ludzi, a potem tych samych dojrzałych postaci brzmi zupełnie inaczej. Inna jest nie tylko ranga słów, ale też ich wymowa. Zawsze kluczowe znaczenie ma więc czas, w którym wydarzają się pewne rzeczy. Czas, w którym czegoś doświadczamy wpływa na naszą reakcję ich dotyczącą. I choć niby jest to rzecz oczywista, to jednak dzięki tej powtórzonej scenie możemy sobie bardziej to uświadomić.

Historia Polski jest skomplikowana: opiera się na zrywach, dramatycznych działaniach, politycznych zagrywkach. Englert pokazuje nam ten cały chaos, rozwarstwiając go nawet przez rozdzielenie planów scenicznych dzięki możliwościom technicznym sceny. W ten sposób tańcząca na balu arystokracja nagle znajduje się trochę ponad tym, co dzieje się na bieżąco, a wszystko obserwuje jakby z boku Stary Konrad (Jerzy Radziwiłłowicz). Przez cały spektakl ma się wrażenie, że przestrzeń przytłacza bohaterów, którzy wydają się mali wobec jej ogromu. Tak jak jednostki giną często podczas działań tłumów.

Niezwykłą sceną jest słynny monolog Kordiana I (Marcin Hycnar) na drabinie, z brawurową puentą. Przypomina on trochę bohatera obrazu Jacka Malczewskiego „Błędne koło" z tą różnicą, że te wszystkie postaci, które widzimy u Malczewskiego są niewidoczne w tej scene – bohater ma je w głowie, zostaje z nimi sam. Świadomość losów Polski, w które jest uwikłany, odsłania przed nim ich wielowymiarowość oraz dramat, który w mniejszej lub większej skali wydarza się na przestrzeni lat.

„Kordian" w reżyserii Jana Englerta to monumentalne widowisko, które nie pozostawia obojętnym. Patrząc na ten refleksyjny obraz Polski nasze myśli kierują się ku współczesnym wydarzeniom, które nadal nie są wolne od dramatów i niepokojów nie tylko całego narodu, ale poszczególnych jednostek. Spektakl pełen jest symboli i odniesień, wśród których każdy znajdzie coś, co dotknie go szczególnie mocno. Sceny zbiorowe mają też swoją powtarzalność. Jak wiemy, historia co jakiś czas zatacza symboliczne koło. Zwykle podczas swoistego „przemarszu" postaci zwraca uwagę mężczyzna, który w niemej rozpaczy wyskakuje na chwilę z tłumu i lądując na kolanach, rozdziera koszulę. Motyw postaci Tadeusza Rejtana również jest wciąż obecny, także we współczesnej historii. Wciąż pojawia się ktoś, kto próbuje w mniej lub bardziej skuteczny sposób stawić opór złym decyzjom.

Gdzieś w działaniach niektórych osób publicznych także dziś pobrzmiewa czasem echo romantyzmu, ponieważ chcąc nie chcąc jesteśmy (nawet nieświadomymi) spadkobiercami historii. Ważne jest jednak, żeby zdawać sobie z tego sprawę – wtedy będziemy w stanie spojrzeć nawet na najbardziej absurdalną historię z dystansem i odpowiednią refleksją.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
22 stycznia 2021
Portrety
Jan Englert

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia