Pod płaszczem romantyczności

"Romanca" - reż: Edward Żentara - gościnnie w CKK, Katowice

Tęten końskich kopyt. Na scenie pojawia się strojny młodzian w czerwonej pelerynie (Marcel Wiercichowski), który z emfazą wygłasza monolog o swej nieszczęśliwej miłości. Podniosłość nastroju zaburzają nieco momenty, kiedy zapomina lub myli kwestie. Być może aktora rozpraszają gromy niezbyt realistycznej burzy. Lecz oto, pojawia się jego ukochana (Izabela Czajkowska). Niestety, jej serce należy do innego (Gracjan Kielar). Teraz mamy już możliwość słuchania pełnego dialogu o miłosnych udrękach bohaterów. Cierpią oni, a wraz z nimi publiczność. W tym mniej pozytywnym sensie. Do tego stopnia, że z widowni padają niepochlebne komentarze. Tracący cierpliwość odtwórca głównej roli wdaje się w sprzeczkę z samozwańczym krytykiem. Kiedy malkontenta udaje się wreszcie wyrzucić z sali, pozostaje pytanie, co teraz? Jak to, co? Zaczynamy od początku!

W Centrum Kultury Katowice im. Krystyny Bochenek wystawiony został spektakl „Romanca” w reżyserii Edwarda Żentary na podstawie tekstu Jacka Chmielnika pod tym samym tytułem. Dramat obfituje w zwroty akcji, zmiany konwencji, a na koniec oferuje morał do refleksji. Wśród balansującej na granicy kiczu scenografii przechodzimy od barokowego romansu do sztuki nowoczesnej. Bywa śmiesznie i groteskowo, lecz momentami pojawia się blade widmo nudy, którego odganianie niepotrzebnie pochłania energię aktorów. Nuży przede wszystkim korzystanie z popularnych chwytów teatralnych wyeksploatowanych na przestrzeni lat przez pokolenia komików. Chociaż niekiedy brakuje ożywczego powiewu świeżości, sztuka broni się swą przewrotnością i przyzwoitym poziomem aktorstwa. 

Wykorzystanie motywu teatru w teatrze może stać się okazją do przyjrzenia się wielu kwestiom z nowej perspektywy. Zachwianie równowagi między tym, co udawane, a tym, co prawdziwe, wciąga widza do złożonej gry i wymusza refleksję. To, co uznamy za prawdę, a co za fikcję zależy tylko od nas, a możemy być pewni, że decyzja będzie niosła za sobą spore konsekwencje odnośnie interpretacji. Pojawiający się w spektaklu „Romanca” problem agresywnej krytyki ze strony widowni odczytywać możemy jako przykład krytyki niewłaściwego zachowania ignoranta względem sztuki, albo wręcz przeciwnie – jako ukazanie bezmyślnego i pozbawionego krytycyzmu chodzenia do teatru. Kryje się tu znacznie głębsze pytanie o to, dlaczego i po co jesteśmy w teatrze? Spektakl stawia tego typu pytań więcej, a odpowiedzieć na nie musimy sobie sami zgodnie z własnym sumieniem.

W przypadku „Romancy” szczególnie interesujący jest fakt, że pokazuje ona jak łatwo ulegamy złudzeniom na podstawie tego, co widzimy i czego oczekujemy. Tytuł spektaklu, stroje aktorów, scenografia i ich kwestie, przygotowują nas na odbiór pewnego określonego typu dzieła. Pomimo tego, że początek i koniec spektaklu utrzymane są w tej samej konwencji, to obiór zakończenia zmienia się diametralnie. Przyczyną jest to, co zobaczyliśmy pomiędzy. Co prawda, historia kończy się morałem, ale czy tylko jednym? Co jeszcze zostało ukryte wśród żartów i scen sięgających granic absurdu? Odkrywcy cierpliwi i wytrwali niczym tybetańscy lamowie, może znajdą rozwiązanie.

Agnieszka Burek
Dziennik Teatralny Katowice
4 czerwca 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia