Pod rządami Incognito

"Zamek" - reż. Marek Fiedor - Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

W dźwięku harmonijki ustnej jest coś odrealnionego. Prostego i niepokojącego, zawsze zawodzącego tęsknotą. W ten sposób widz zostaje zwabiony do „Zamku" Marka Fiedora – bluesowymi melodiami, które przygrywa w pierwszej scenie Olga (Zina Kerste). Otwiera się przed nami świat, równie baśniowy co przesycony atmosferą niepokoju. Odcięty od teraźniejszości - funkcjonujący zupełnie poza kategoriami czasu.

Każda z wykreowanych postaci istnieje tuż obok rzeczywistości, a nie podąża z nurtem życia – charakterystyczny sposób intonowania głosu przez aktorów stwarza wrażenie jakby byli opowiadani przez historię, a nie bezpośrednio w niej uczestniczyli. Mimo że na scenie pojawia się stary, czerwony cadillac - przywołujący na myśl amerykańskie kino drogi czy budka telefoniczna - zdają się one być jedynie, nie działającymi i nic nie znaczącymi, rudymentami współczesności (K. - Geometra wielokrotnie będzie próbował zadzwonić, z marnym skutkiem). Jedynym znakiem, że znajdujemy się jednak w niedalekiej odległości od miasta, a nie w odcięciu od świata - jak w wizji Kawki, jest dochodzący co jakiś czas szum aut z pobliskiej drogi.

Zasady, które rządzą społeczeństwem zamkowym, a co za tym idzie również ludźmi pobliskiej wsi, są nie do pojęcia dla kogoś z zewnątrz. O ile tajemnicze sploty biurokracji, niepisanych zasad i prywatnych porachunków są zrozumiałe całkowicie dla kogokolwiek. Na zamek trafia jednak obcy, który będzie musiał podjąć próby odnalezienia się w tym systemie. Jest nim K. - Geometra (Przemysław Bluszcz), który otrzymał list o czekającym na niego stanowisku pracy od samego Klamma – najwyższego urzędnika, o którym każdy mówi, a którego mało kto widział osobiście. To uosobienie niewidzialnej siły panującej. Klamm wzbudza powszechny szacunek, każdy zdaje się mu podlegać. Jakiekolwiek kontakty z nim są nobilitacją - kobiety snują opowieści o łączących je z nim rzekomych romansach. Nie ma bohatera, który nie uległ aktualnie, albo w przeszłości jego wpływowi (historia siostry klezmerki Olgi, która podobno nie dała się uwieść Klammowi, za co cała rodzina musiała ponieść karę wyobcowania i zepchnięcia na margines wspólnoty). Mimo to rodzą się wątpliwości czy Klamm w ogóle istnieje... ponieważ oprócz opowieści z pogłosem plotek, legend i niedomówień, przed oczami ukazują nam się rządy wyłącznie kobiece (o mężczyznach się mówi, kobiety przedstawiają się jako te im uległe, jednak są oni nieobecni).

W tym dziwnym matriarchacie prym wiedzie Oberżystka Gardena (Elżbieta Golińska) która nie dość, że sprawuje pieczę nad zagubionymi, młodymi dziewczynami: Friedą – bufetową (Marta Malikowska) i pokojówką Pepi (Anna Błaut) dodatkowo musi pilnować K. - Geometry, aby nie złamał wszystkich możliwych zasad panujących w tej społeczności, a nie jest to proste zadanie. Główny bohater to mężczyzna w średnim wieku, który porzucił rodzinę i wyruszył w podróż poszukiwaniu wolności i samorealizacji. Jednak trudno do końca zdefiniować jak w jego mniemaniu miałyby one wyglądać; bardziej niż konsekwentne działania i spokój umysłu cechuje go chwytanie się każdej możliwej okazji, która mogłaby dać mu możliwość dostania się na Zamek i osobistego spotkania z Klammem (scena gdy K. wspięty na słupie wykrzykuje sentencje o wolności, początkowo robi wrażenie, żeby po chwili obnażyć całą bezsilność i śmieszność bohatera). Miałoby to być równoznaczne z uwolnieniem się z podległych warstw społecznych – awansem i zrobieniem kariery. Mimo że cel w zasadzie wydaje się określony – K. - Geometra sam gubi się w tym czego chce. Miota się między chęcią zbudowania relacji z kobietami a realizacją własnych egoistycznych pragnień. Wciąż żyje w zawieszeniu między wsią a zamkiem spotkanie się tych dwóch rzeczywistości symbolizuje, stojąca na scenie w miejscu centralnym, recepcja oberży dla panów) Z Klammem łączy go jedynie dziwna korespondencja. Otrzymał drugi list, w którym zostały pochwalone jego pomiary, których nigdy nie dokonał. Urzędniczka (Beata Rakowska) radzi nie wnikać, zaakceptować dostąpiony zaszczyt i nie dyskutować ( nieważne, że coś jest absurdem, ważne, że jest i obowiązuje).

Przemysław Bluszcz w roli K. - Geometry dobitnie przedstawił odwieczne rozterki ludzkie, które towarzyszą konieczności podejmowania na każdym kroku decyzji (wyceniania potencjalnych zysków i strat) i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Bohater do ostatniej chwili starał się zaprzeczyć, że realizacja jednego celu niesie za sobą zazwyczaj konieczność kompromisów czy nawet rezygnacji z innych wartości. Chaotyczne działania, przedmiotowe traktowanie ludzi i brak zdecydowanego dążenia w jednym kierunku doprowadziły go do porażki. Ukojenia ostatecznie szukał w ramionach oberżystki Gardeny – przygarniającej go niczym archetypiczna matka - zadając trywialne pytanie na zakończenie: „dlaczego właśnie poszedłem tą drogą?".

Agata Suropek
Dziennik Teatralny Wrocław
30 lipca 2013

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia