Podsumowanie

2. Festiwal Wybrzeże Sztuki

Premiera spektaklu tanecznego Teatru Dada von Bzdülöw "Czerwona trawa" oraz projekt artystyczny Roberta Rumasa i Piotra Wyrzykowskiego "Świątynia miłości" to najciekawsze punkty drugiej edycji Festiwalu Wybrzeże Sztuki

Festiwal, inicjatywa gdańskiego Teatru Wybrzeże, to impreza multimedialna - jednak, co oczywiste, ze szczególnym naciskiem na wydarzenia teatralne. Jej druga odsłona przebiegała pod przewrotnym hasłem "Forever Young" i poświęcona była różnym "odcieniom" starości oraz, z drugie strony, fetyszyzacji młodości we współczesnej kulturze.

Imprezę otworzyła 4 lipca produkcja Wybrzeża - premiera "Ożenku" Mikołaja Gogola w reżyserii Adama Orzechowskiego. Premiera niestety nieudana. Reżyser zdecydował się "postarzeć" gogolowskich bohaterów; konsekwentnie operuje także estetyką kiczu. Jednak z tych zabiegów kompletnie nic nie wynika. Ulatnia się także gdzieś zupełnie bezwzględność autora "Rewizora" w ocenie bohaterów komedii.

Zdecydowanie lepiej wypadło drugie premierowe przedstawienie festiwalu, czyli widowisko Dady von Bzdülöw "Czerwona trawa" w reżyserii Katarzyny Chmielewskiej i Leszka Bzdyla, inspirowane powieścią Borisa Viana o tym samym tytule. Jest to spektakl - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - bezpretensjonalny, z nieśpiesznie następującymi po sobie wydarzeniami, przepełniony radosną erotyką. W "Czerwonej trawie" silnie obecna jest typowa dla Dady ironia. Nie przybiera ona jednak ostrego - jak choćby w "Opus pessimum" charakteru - jest raczej spojrzeniem z przymrużeniem oka na siebie samych, czy na teatralną relację aktor-widz (fenomenalna scena, gdy dwóch aktorów - Leszek Bzdyl i Radek Hewelt - wchodzą pomiędzy widzów, a Katarzyna Chmielewska i Ula Zerek tańczą na scenie wspólny układ). Prawdziwym odkryciem "Czerwonej trawy" jest Zerek, uzdolniona tancerka, która od paru lat konsekwentnie rozwija swoje umiejętności. W nowym przedstawieniu Dady nie odstawała od bardziej doświadczonych tancerzy: Chmielewskiej, Bzdyla czy Hewelta. Udanie także zadebiutowała na profesjonalnej scenie Tatiana Kamienicka. Ważny element przedstawienia stanowiła doskonała, momentami sentymentalnie "trącąca myszką" muzyka Mikołaja Trzaski, udanie przeplatająca motywy jazzowe z wpadającą w ucho elektroniką.

Program teatralny Wybrzeża Sztuki dopełniło pięć przedstawień gościnnych. Ciekawie wypadło porównanie "Szczęśliwych dni" Samuela Becketta, przygotowanych przez Antoniego Liberę w Teatrze Dramatycznym w Warszawie oraz przez Piotra Cieplaka w warszawskim Teatrze Polonia. I choć w postać Winnie wcieliły się dwie wybitne aktorki - odpowiednio Maja Komorowska oraz Krystyna Janda - to jednak właśnie reżyserzy najbardziej wpłynęli na kształt spektakli. Libera, w końcu czołowy polski "beckettolog", stworzył przedstawienie wierne autorowi "Czekając na Godota" - w efekcie jednak szalenie monotonne, nużące i archaiczne, momentami wręcz szkolne. Produkcja Cieplaka plasuje się na przeciwnym biegunie: reżyser "wyciągnął" Winnie z kopca piasku i "posadził" w fotelu, przykrywając jej nogi kocem. Rozbudował także znacznie postać Williego (doskonały Jerzy Trela), przez co metaforyczna opowieść o śmierci nabrała na scenie zindywidualizowanego charakteru. Choć do spektakli Polonii podchodzę zawsze ze sporym dystansem, to wyprodukowane przez teatr Jandy "Szczęśliwe dni" były zdecydowanie najlepszą gościnną prezentacją Wybrzeża Sztuki.

Świetnie znany gdańskiej publiczności Grzegorz Wiśniewski przywiózł z Łodzi "Brzydala" Mariusa von Mayenburga - spektakl sprawnie zrealizowany i zabawny, choć nie do końca wykorzystujący potencjał tekstu. Słabiej wypadły pozostałe gościnne prezentacje. Zawiodła szczególnie Ewa Wycichowska z Polskiego Teatru Tańca, której "Carpe diem" rozpoczyna się ciekawie i oryginalne, jednak później tonie w przesycie użytych środków i dość kiczowatych chwytach. Aktorzy grający w "Żarze" (Teatr Narodowy w Warszawie, reż. Edward Wojcieszek), czyli Danuta Szaflarska, Zbigniew Zapasiewicz i Ignacy Gogolewski, rzęsiste brawa zebrali raczej za "całokształt twórczości" niż za sam spektakl.

W porównaniu z premierową odsłoną Wybrzeża Sztuki festiwal wzbogacił się o prezentacje gościnne. Jednak - czy aby na pewno się wzbogacił? Jego najjaśniejszymi punktami była premiera "Czerwonej trawy" Dady oraz przewrotna akcja artystyczna Roberta Rumasa i Piotra Wyrzykowskiego "Świątynia miłości" (w kiczowatej kaplicy, która stanęła przed Wybrzeżem, każdy z widzów mógł wziąć ślub, którego udzielał Elvis Presley, Biały Miś lub Lech Wałęsa), czyli produkcje twórców trójmiejskich. A część zaproszonych spektakli - dzięki efektownej obsadzie - bardziej pasowałaby do Festiwalu Gwiazd, a nie imprezy ze sporymi aspiracjami. Bo wierzę, że taką właśnie imprezą chce być Wybrzeże Sztuki.

Mirosław Baran
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
14 lipca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia