Poetyka zmarszczek

"Stara kobieta wysiaduje" - reż. Marcin Liber - Teatr Stary w Krakowie

Katastrofa ekologiczna, burze magnetyczne, deficyt wody pitnej, a w końcu nawet III wojna światowa – lęki współczesności w spektaklu Marcina Libera stają się czysto abstrakcyjnymi figurami, projekcjami odczuć tytułowej starej kobiety. Uciekając od współczesnej warstwy utworu Różewicza, reżyser tworzy intymne przedstawienie, które grzęźnie jednak w banalnych porównaniach.

„Mała apokalipsa" przybiera efektownych rozmiarów – imponująca scenografia autorstwa Mirka Kaczmarka przedstawia wnętrze restauracji, pokryte sztucznym śniegiem. Hałas i wzbijane w powietrze tumany płatków w dość dobitny sposób uświadamiają, że koniec świata nie będzie rzeczą przyjemną. A raczej nie jest, ponieważ w świecie wykreowanym przez Libera stanowi stan permanentny – choć na co dzień widzimy tylko niepozorne postaci wysiadujących starych kobiet. Spektakl oddaje sprawiedliwość ich ciągłemu czekaniu, doświadczeniu i wrażliwości w prosty sposób humanistycznej. Niestety zapomina o wielowymiarowości.

Kobieta zamienia się tutaj w metaforę, traci konkretność i ukazana jest w kontrze do pogrążonego w chaosie świata – obok niej przewija się galeria postaci we fragmentarycznych scenach. Młoda dziewczyna symbolizuje erotyzm młodości i wulgarną witalność – dopasowując się do oczekiwań drugiej płci. Mężczyźni przedstawieni są z kolei albo jako żałośni erotomani, albo zafiksowani na punkcie wojny egoiści – nawet jeśli walczy się tylko z uprzykrzającą życie muchą. Męskość została ośmieszona w tym spektaklu (Kelner w pewnym momencie bierze udział w queerowym występie), a jedyną pozytywną w tym kontekście postacią pozostaje młody mężczyzna, poeta, którego potem poznajemy jako syna starej kobiety. Uosabia on delikatność, niewinność i piękno, które choć naiwne, mogłyby zapobiec rozpadowi świata wewnętrznego. Jednak i on musi zginąć, pozostawiając kobietę nie tylko starą, ale i samotną.

Kobieta w swojej przekwitającej dojrzałości uosabia wyczerpujące się siły naturalne świata – niczym opłakiwane przez nią modrzewie. Jej płodność oraz seksualność jest niemalże zmitologizowana. Nie tylko zatem katastrofy zewnętrzne, ale i jej postać funkcjonują bardziej na zasadzie poetyckich figur. Scena ze złośliwie wręcz urokliwymi, perfidnie młodymi Mojrami miała duży potencjał przedstawienia apokalipsy zachodzącej w świecie wewnętrznym starzejącej się kobiety, jednak w momencie, gdy i ona funkcjonuje jako symbol, empatię wypiera nieskoordynowany pochód metafor i tropów kulturowych. Niczego nie dowiadujemy się ani o starej kobiecie, ani o współczesności. Problem polega głównie na redundancji zabiegów – emocje kobiety wyrażane są nie tylko w wypowiedziach, nie tylko w ekspresyjnej grze aktorskiej Anny Dymnej, ale muszą zostać zaakcentowane zbliżeniem na jej twarz wyświetlaną na zawieszonym nad sceną ekranie. Tak dzieje się w całym spektaklu.

Inscenizacja zamienia się w pokaz sił reżysera – męski, gdyby pozostać przy narzuconym przez spektakl słowniku – który tłamsi bohaterkę, odbierając jej prawo do indywidualności. Autor posługuje się nią w sposób przedmiotowy, zawłaszcza jej wiek, jej zmarszczki do prezentacji płytkiej w gruncie rzeczy kulturowej erudycji. Stara kobieta nie tylko bowiem wysiaduje, ale i wygłasza odwieczne prawdy. Liber powtarza te uniwersalne mądrości, dubluje ich znaczenia i przekuwa we frazesy.

Marta Stańczyk
Dziennik Teatralny Kraków
24 listopada 2014

Książka tygodnia

ahat ilī. Siostra bogów. Sceny dramatyczne
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Olga Tokarczuk, Zbigniew Mikołejko

Trailer tygodnia