Polityka mnie nie kręci

Piotr Machalica

- Jeżeli człowiek nie zostawia sobie marginesu swojej prywatności, intymności swojego życia, tylko łyka to, co jest mu proponowane przez media, gazety, nie mówię już o kolorowych pismach, bo to jest zupełna tragedia. Teksty, jakie wybrałem, jakie znalazły się na mojej płycie, to jest właśnie moja bajka - rozmowa z Piotrem Machalicą, aktorem, dyrektorem częstochowskiego Teatru im. Mickiewicza.

Anita Czupryn: W jakich momentach pojawia się łezka w Pana oku?

Piotr Machalica: W rozmaitych. Zdarza mi się wzruszać w teatrze, w kinie. Jeśli coś ma taką siłę rażenia, to się wzruszam. Nie wstydzę się łez. Nigdy się ich nie wstydziłem i nie będę się wstydził. Uważam to za rzecz naturalną. Ale mam paru znajomych, którzy chętnie uroniliby w niektórych sytuacjach łzę, ale są właśnie takimi twardzielami. Myślę jednak, że troszkę zakłamanymi. Twardzielami bardziej na pokaz.

To jak to było z pomysłem na płytę "Moje chmury płyną nisko"? Śpiewa Pan w niej o świecie z trochę innej bajki.

- Jak to z innej bajki?

Nie z tej, w jakiej jesteśmy teraz, nie ze współczesnej.

- To, w czym jesteśmy teraz, to nie jest moja bajka. I to już od dawna, cały ten świat, który nas otacza, z tym wszystkim, co nam proponuje. Owszem, proponuje nam ogromnie dużo i dużo z niego można wziąć. Ale poza tym jest w nim tyle rzeczy, które w ogóle mnie nie dotyczą, a które zajmują ludziom czas od momentu, jak otwierają rano oczy, do chwili, jak idą spać. To są te wszystkie historie związane z takim, nazwijmy to, życiem codziennym, ale mnie poza pracą i kilkoma znajomymi te wszystkie historie nie kręcą.

Takie jak na przykład polityka?

- Kompletnie mnie to nie kręci. Podobnie jak nie kręcą mnie Facebooki, ćmuki i inne tego typu wynalazki. Nie mówię, że to jest złe. Nie oceniam tego. Mówię tylko, że to nie jest mój świat. Ja się tego już nie nauczę, nie wkręcę się w to. Nie dlatego, że mi się nie chce. Mam poczucie, że ten czas strasznie nas obdziera z intymności, to wszystko jest wywalane, wyrzygane wręcz. Czuję w tym straszną siłówę.

Siłówę, bo to coś, co ludzie robią na siłę, żeby zaistnieć za wszelką cenę?

- W pewnym sensie tak. Jeżeli człowiek nie zostawia sobie marginesu swojej prywatności, intymności swojego życia, tylko łyka to, co jest mu proponowane przez media, gazety, nie mówię już o kolorowych pismach, bo to jest zupełna tragedia. Teksty, jakie wybrałem, jakie znalazły się na mojej płycie, to jest właśnie moja bajka. I mam wrażenie, bo już dałem parę koncertów z tym repertuarem, że nie wyłącznie moja.Przypominam ludziom to, o czym zapominają: że można się zatrzymać, że troszkę refleksji nam nie zaszkodzi, trochę zastanowienia się, po co to wszystko jest, tak naprawdę.

Na szczęście tacy ludzie wciąż są. Wśród piosenek Jana Wołka, Wojciecha Młynarskiego jest też na Pańskiej płycie stara piosenka Edwarda Stachury, którą znam jeszcze z licealnych czasów - "Życie to jest teatr". Lubi Pan poezję Stachury? Uwielbiam. Za to, co napisał, jak żył, i jak podziękował. To dla mnie fantastyczna postać. Pisał, jak nikt nie pisze i nie pisał.

Co najważniejszego odnajduje Pan w Stachurze dla siebie?

- Rozmawiałem z Jurkiem Satanowskim, który go przecież świetnie znał, i z paroma innymi kolegami, stąd wiem, że Stachura był zawsze trochę na uboczu. Nigdy nie miał pędu, zawsze był wycofany. Z jednej strony niepogodzony, a z drugiej strony pogodzony z życiem. Ale wszystko go tak strasznie uwierało. I to odnajduję w jego twórczości. To, że miał nieudane miłości. To, że nie dawał się wkręcać i to jest też w tej właśnie piosence - ktoś mu mówi, że życie to jest teatr, a on odpowiada, że nie, że życie to nie jest teatr, "życie jest piękniejsze i straszniejsze jeszcze jest, gaśnie przy nim wszystko, gaśnie nawet sama śmierć". To najczystsza dla mnie poezja, taka, z którą uwielbiam się identyfikować i która staje się częścią mnie. Myśmy zrobili ogromny spektakl w Częstochowie złożony z wierszy i piosenek Stachury, jeździmy z nim, zagraliśmy go ponad 80 razy podczas dwóch sezonów. To jest coś, co przynosi mi ulgę, podobnie jak od wielu, wielu lat ulgę przynosi mi twórczość Przybory i Wasowskiego, Wojtka Młynarskiego, i tych wszystkich, po których teraz sięgnąłem. Bo to coś, co mnie wzbogaca.

Jan Wołek, którego piosenki również Pan śpiewa, powiedział, że Pan nigdy nie zrobił żadnej uwagi do jego tekstów. Tak dobrze się rozumiecie, tak mocno przyjaźnicie, czy jest Pan zbyt delikatny, by skrytykować jakiś jego wers?

- Przyjaźnimy się, uwielbiam Jaśka za jego poczucie humoru, dystans do świata, do życia, za twórczość malarską, za jego poezję. Po prostu wszystko to, co od Jaśka dostałem, czy rzeczy wcześniej napisane, czy napisane z myślą o mnie, nie budziło żadnych moich wątpliwości. Jak już coś napisze, to zachwycam się za każdym razem.

Anita Czupryn
Polska Metropolia Warszawska
17 listopada 2012
Portrety
Piotr Machalica

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia