Polskość? Nasza największa obsesja

"O północy przybyłem do Widawy" - Teatr IMKA w Warszawie

Spektakl Mikołaja Grabowskiego "O północy przybyłem do Widawy, czyli opis obyczajów IM" otworzył Teatr IMKA Tomasza Karolaka. To mądry i zabawny traktat, który jak w soczewce skupia polskie ułomności i przywary. I jeśli IMKA utrzyma taki poziom teatru jak w przypadku tej premiery, to mamy kolejną ważną scenę w Warszawie.

Dlaczego Mikołaj Grabowski po 20 latach (pierwszy "Opis obyczajów" miał premierę w 1990 roku w krakowskim Teatrze STU i przeszedł do najnowszej historii teatru polskiego) wraca do księdza Jędrzeja Kitowicza? Bo jak sam mówi, najnowsza część w dużej mierze nawiązuje do pierwszej. "Wprowadzam na scenę grupę ludzi tworzących wspólnotę - może rodzinną, może przyjacielską, których troską i obsesją jest sprawa polska" - podkreślał w wywiadzie dla "Kultury" reżyser. Grabowski znalazł u wnikliwego i krytycznego kronikarza obyczajowości saskiej wspólny mianownik z dzisiejszą polską rzeczywistością. Znów się okazało, że język oraz koloryt epoki Kitowicza to niemal nasze lustro, w którym codziennie się przeglądamy. Grabowski stawia siebie w roli narratora przypowieści, który "o północy przybywa do Widawy". Jego bohater jest jednocześnie podróżnikiem, inteligentem z Zachodu. Jest inaczej, lepiej, modniej ubrany. Na miejscowych patrzy z boku, ze zdziwieniem. Z ironicznym uśmiechem przysłuchuje się ich żywiołowym sporom, impulsywnym opowieściom o dworskich zwyczajach, wadach oraz zaletach ukochanych i znienawidzonych władców. I to jest Polska, ten "dziki kraj"? - zdaje się pytać zdumiony. Kraj ludzi, którzy nazywają siebie Europejczykami? Czy mają już do tego prawo? Całość przypomina rytuał - rytm nadaje jej świetna muzyka Zygmunta Koniecznego, powracająca pieśń "Kochana Polsko, biedna Polsko" śpiewana przez chór aktorów. Ich słowa układają się w wielką, choć ironiczną narrację. Kolejne sceny są kolażem wyobrażeń o Polaku: jego pijaństwie, obłudzie, patriotyzmie albo dwulicowości. Grabowski miesza tradycję ze współczesnością. I o ile w kwestii tradycji ironizuje, o tyle ze współczesności w głos się śmieje (bo i "łacinę", i francuski to akurat my, Polacy, przecież umiemy perfekt). Aktorzy - Iwona Bielska, Urszula Popiel, Magdalena Boczarska, Olga Mysłowska, Oskar Hamerski, Tomasz Karolak, Andrzej Konopka - przerysowując i tworząc karykatury rodaków, mają w sobie gorycz, smutek, ale też wyczulenie na sceniczny żart. Wydaje się, że Grabowski uchwycił ich, a może jednak nas, w momencie przełomowym, kiedy stoimy w rozkroku i nie bardzo wiemy, w którą stronę mamy iść. Z jednej strony chcemy już być Europejczykami, z drugiej boimy się, że nasze czczone niczym relikwie korzenie zwiędną. Grabowski zrobił spektakl przede wszystkim o kryzysie tożsamości. O tym, że sami nie wiemy, kim jesteśmy i kim chcielibyśmy być. 

Podróżnik jednak w końcu zostaje odrzucony przez miejscowych z Widawy i... powieszony. Bo ich świat, nasz świat, jest ciągle szczelnie zamknięty. Bo to Polska właśnie - nasza matka i nasz wróg największy.

Agnieszka Michalak
Dziennik Gazeta Prawna
3 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...