Polskość to...?

23. Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne w Lublinie

Być Polakiem nigdy nie było łatwo. Burzliwa historia naszego kraju nie sprzyjała postawom zero–jedynkowym (wbrew temu, w co chcielibyśmy wierzyć). Choć okres walki mamy, zdawałoby się, za sobą, zdefiniowanie polskości nadal sprawia niemały kłopot. Teatr oczywiście także próbuje włączać się w publiczną dyskusję, co to znaczy być Polakiem. Podczas tegorocznych Konfrontacji obok spektakli analizujących człowieka w ogólności, nie zabrakło takich odwołujących się do pojęcia polskiej tożsamości.

Narodowa trauma

Jednym z najbardziej mitologizowanych okresów w naszej historii jest druga wojna światowa. W powszechnej narracji nadal obowiązuje bałwochwalczy stosunek do ludzi, którym przyszło żyć w tamtym czasie. Przy czym ogranicza się ich do żołnierzy wyklętych, kapłanów niezłomnych, nieustraszonych sanitariuszek Małgorzatek i małych powstańców. Z oporem przychodzi nam dziś uświadomienie sobie, że ci bohaterowie, choć ogromnie zasłużeni, nie stanowili większości. Gros po prostu próbowało przeżyć. Na różne sposoby, nie zawsze moralnie przejrzyste czy etycznie jednoznaczne. O przedstawicielach właśnie tej drugiej grupy opowiada spektakl „Puppenhaus. Kuracja".

Jędrzej Piaskowski sięga do wspomnień Marii Malickiej i Leonie Bathiat – kobiet, których prowadzenie się podczas niemieckiej okupacji wzbudzało niemałe kontrowersje. Obie aktorki utrzymywały bliskie (prawdopodobnie nawet intymne) stosunki z Niemcami. Po wojnie zostały z tego bezlitośnie rozliczone: Malicka dostała zakaz występowania w Warszawie, a Bathiat trafiła do więzienia. Reżyser, wespół z dramatopisarką Magdą Fertacz, na przykładzie ich historii analizuje dwie zasadnicze kwestie: czym jest kolaboracja i jak można radzić sobie z traumą. W symbolicznej scenografii, składającej się z wielkiej kupki gąbczastych sześcianów, szyn, po których toczy się srebrzyste pudełko na kółkach, drewnianej ławki oraz wózka inwalidzkiego, i w niewielkiej przestrzeni aktorzy mierzą się z tymi trudnymi tematami, odgrywając różne role: wspomnianych wcześniej kobiet, niemieckich oficerów, więźniarek obozu koncentracyjnego, polskiego powstańca, profesorki aktorstwa. Przedstawienie nie ma ciągłości fabularnej, jest raczej zbiorem epizodów. Zaczyna się od opowieści Marii Malickiej (w tej roli Justyna Wasilewska), która wojenną rzeczywistość przedstawia w sposób metaforyczny, upoetyzowany – „pamięta, że było gorąco i pszczoły bzyczały". Czy taka sceneria nie łagodzi największej nawet brutalności i obrzydliwości? Bohaterka podkreśla, że to tylko jej pamięć o tamtych wydarzeniach, nie stara się tworzyć całościowego ani obiektywnego obrazu tego, co się wydarzyło. Jej monolog staje się przyczynkiem do wykładu o sposobach grania traum, prowadzonego przez byłą aktorkę, nauczycielkę akademicką (Agnieszka Żulewska). Ten fragment jest bezpośrednim komentarzem do istotnego zagadnienia traumy narodowej: cierpieć należy w milczeniu czy z krzykiem i darciem szat? Czy cicha prywatna tragedia nie ma znaczenia? Czy bez traumy można w ogóle być Polakiem, patriotą? Spektakl nie daje jednoznacznej odpowiedzi, choć można odczuć, że twórcy buntują się przeciwko przekonaniu, że to narodowa trauma czyni Polaka.

Kontrowersyjna kwestia seksualnej kolaboracji, stanowiąca clou przedstawienia, również nie znajduje rozwiązania. Bohaterki na różne sposoby opowiadają o swoich doświadczeniach z okupantem. Mówią o konieczności, pragnieniu życia w przedwojennym standardzie, potrzebie występowania na scenie, o strachu, desperacji i rezygnacji, nawet miłości. Motywów było wiele i twórcy starają się, by większość z nich wybrzmiała. Dają swoim postaciom szansę na „wytłumaczenie się", nie oceniają. To zmusza widza do zastanowienia się, skonfrontowania swojego dotychczasowego poglądu lub wyrobienia sobie nowego.

Temat spektaklu nie jest ani łatwy, ani przyjemny. Ponadto z jednej strony odnosi się do kontrowersyjnego tabu, a z drugiej – narodowej świętości. Piaskowski bez pardonu zrywa woalkę skrywającą niereprezentacyjną, ale nie mniej heroiczną, część wojennej rzeczywistości i ukazuje ją w pełnym świetle ubraną w jaskrawe, krzykliwe stroje, wystawia na widok publiczny. Zdaje się mówić: koniec pudrowania historii, pora otwarcie przyznać, że każdy starał się przeżyć na swój sposób, i nikt nie ma prawa tego oceniać. Jednocześnie za pomocą tych samych środków artystycznych (kampu, teatralnej przesady, kolorowych kostiumów) odbrązowuje mit narodowej traumy, martyrologii i kompleksu mesjasza Europy przekazywanych w genach z pokolenia na pokolenie. My już mamy dość.

Za parawanem, różańcem i drutem kolczastym

Jak „Puppenhaus. Kuracja" rozprawia się z wizją historii, tak Teatr Ósmego Dnia krytycznie odnosi się do teraźniejszości. „Paragraf 196 KK (ćwiczenia z terroru)" to kompilacja fragmentów różnych autentycznych wypowiedzi krążących w przestrzeni publicznej, mniej lub bardziej znanych i komentowanych. Aktorzy, przebrani za hierarchów kościelnych, polityków, pseudopatriotów w koszulkach z orłem białym, żołnierzy, wygłaszają swoje kwestie z emfazą i patosem, świadomie sprawiając, że brzmią one komicznie i absurdalnie. Jednak pod tym pierwszym odruchowym wybuchem śmiechu kryje się głębsze wrażenie – podszyte niepokojem i niedowierzaniem zaskoczenie, że ktoś rzeczywiście mógł coś takiego powiedzieć (i nie został pociągnięty do żadnej odpowiedzialności). Mimo że podobne brednie i absurdy atakują nasze uszy codziennie z mediów, traktujemy je jako szum w tle. Dopiero wypowiedziane czy wykrzyczane z podwyższenia w niedużej ciemnej sali odzyskują swoje prawdziwe znaczenie – i to potrafi przerazić.

Pośrodku sali stoją podesty ustawione na kształt krzyża. Widzowie siedzą pomiędzy jego ramionami. Na krótszym pionowym krańcu stoi córa miłosierdzia (Ewa Wójciak), która wywołuje kolejno sędziego, lekarza, feministkę (w tych rolach Paweł Hajncel). Te postacie zostają „oskarżone" o swoje poglądy i rzeczy, o które walczą, są zmuszone do zgięcia kolan i schylenia karku przed „trybunałem" polityków i hierarchów dzierżących władzę i sprawujących pieczę nad jedynym słusznym sposobem myślenia. Boleśnie przypomina to czasy, które rzekomo skończyły się ćwierć wieku temu. Kolektyw Senioralny za pomocą cytowanych fragmentów wypowiedzi tworzy przygnębiający obraz otaczającej nas rzeczywistości, w której najgłośniej mówią ludzie o ciasnych horyzontach, nietolerancyjni, próbujący bezlitośnie przyciąć wszystko i wszystkich do sztywnych schematów odpowiadających ich światopoglądowi. O jaką wizję rzeczywistości chodzi, doskonale wiadomo. Nikt tu nie sili się na subtelność. Jeśli same słowa nie wystarczą, kostiumy, intonacja i rekwizyty podpowiedzą. Aktorzy udanie naśladują biskupią manierę głoszenia kazań oraz charakterystyczną wadę wymowy polityków. Przebierają się w szaty wysoko postawionych duszpasterzy i sędziów, w koszulki z orłem i klapki typowego janusza czy żołnierskie mundury. Współczesność w wydaniu Teatru Ósmego Dnia to katoliccy fanatycy, ograniczeni politycy, stereotypowy Polak na wakacjach i żądni krwi narodowcy. Nie wydaje się, aby miało się to szybko zmienić.

___

„Puppenhaus. Kuracja" – reż. Jędrzej Piaskowski – TR Warszawa
„Paragraf 196 KK (ćwiczenia z terroru)" – Kolektyw Senioralny – Teatr Ósmego Dnia w Poznaniu

Ewa Jemioł
Dziennik Teatralny Łódź
29 października 2018

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia