Pomiędzy dobrem i złem w drewnianej oprawie

"Nie wierzę w śmierć" - reż. Tomasz Kaczorowski - Teatr Miniatura w Gdańsku

Niezbyt często, przeważnie raz do roku, w Miejskim Teatrze Miniatura powstają spektakle skierowane do młodzieży i dorosłych. Tak też jest z "Nie wierzę w śmierć" Wacława Oszajcy stworzonej na podstawie legendy o powstaniu rzeźby konającego Chrystusa na krucyfiksie z Grupy Ukrzyżowania w bazylice Mariackiej. Urzekają efektowne drewniane figury w surowej, oszczędnej teatralnej miniaturze.

Legenda o niezwykłej ekspresji Chrystusa Ukrzyżowanego na krzyżu, jednego z elementów pochodzącej z XV wieku Grupy Ukrzyżowania w bazylice Mariackiej, nie jest szerzej znana. Pewien porzucony przez żonę rzeźbiarz traci wenę. Jego córka zakochuje się w przyjezdnym młodzieńcu. Rzeźbiarz zaprasza go do pracowni, by pozował jako Chrystus. Pod wpływem zwierzeń chłopaka rzeźbiarz orientuje się, kim naprawdę jest przybysz i postanawia ukrzyżować go, by wydobyć realizm cierpienia konającego, którego owocem miała być rzekomo niezwykłe realistyczna fizjonomia Jezusa z Grupy Ukrzyżowania. Oczywiście ta opowieść nie może mieć szczęśliwego zakończenia.

Ojciec Wacław Oszajca, autor tekstu, na podstawie którego powstało przedstawienie, nadał opowieści dodatkowy szlif, rozpisując ją na nowo i nieco łagodząc jej wydźwięk. Zmodyfikowana historia różni się w pewnych kwestiach od oryginału, prowokując pytania natury teologicznej i filozoficznej. Jak daleko można się posunąć w poszukiwaniu ideału? Czy wiara może usprawiedliwiać zbrodnię? Czy wobec bestialskiego zabójstwa możliwe jest przebaczenie?

By powstało godzinne przedstawienie, wyreżyserowane przez Tomasza Kaczorowskiego, trzeba było zbudować małe drewniane uniwersum, w którym "ożyją" postaci z gdańskiej legendy. Wielka w tym zasługa Agnieszki Wielewskiej, autorki scenografii i projektów nietypowych lalek, wyrzeźbionych w pracowni plastycznej Miniatury. Właśnie drewniane rzeźby, małe dzieła sztuki, z dołączonymi rękami, niekiedy też nogami oraz ruchomą szczęką, stanowią najmocniejszy punkt gdańskiego spektaklu. Urzeka ich prostota i finezja, z jaką wpisane są w świat bohaterów. Ten w dużej mierze poza animowanymi przez piątkę aktorów lalkami, wyznacza jednolita ściana pełna okienek, w których oglądać można poszczególne lalki-bohaterów spektaklu.

Reżyser umiejętnie balansuje pomiędzy sacrum a profanum - otwieranie okienek, w których zobaczyć można drewniane lalki, przywodzi na myśl choćby skojarzenia z ołtarzem szafkowym. Sama ściana scenografii funkcjonuje na zasadach osobliwego ołtarza. Całość zamyka kodą postać granej w planie żywym matki Erazma, tragicznie zmarłego chłopca. Jej zadaniem jest objaśnienie prawideł rządzących światem postaci, w tym kluczowego, tytułowego sformułowania "nie wierzę w śmierć".

Cała piątka aktorów z powodzeniem animuje drewniane figury, tworząc zgrany, wyrównany zespół. Wyróżniona spośród nich została Joanna Tomasik, udanie wcielająca się w postać Matki Erazma i animująca zarazem wszystkie lalki kobiece. Jednak zarówno Jacek Majok w roli Mistrza Jakuba, rzeźbiarza świętej figurki, jak i animujący pozostałe postaci Jacek Gierczak, Piotr Srebrowski oraz Krystian Wieczyński prezentują się bardzo dobrze. Pomaga im wprawdzie prościutka struktura spektaklu, ale to przecież nie jest zarzut do lalkarzy.

Reżyser całą historię rozgrywa w półmroku, nie oszczędzając widzom dramatycznych momentów akcji, podkreślonych grą świateł. W prostocie zarówno lalek, jak i konstrukcji samego spektaklu tkwi klucz do powodzenia spektaklu. Nie ma tu większych niespodzianek, poza drobnymi elementami humorystycznymi. Sytuację na scenie dobrze dopasowaną do zdarzeń muzyką uzupełnił Miłosz Sienkiewicz. Dlatego "Nie wierzę w śmierć" to zgrabna, spójna opowieść, gloryfikująca takie wartości jak miłość, przebaczenie czy pojednanie.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
8 listopada 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia