Pomysł na upiora

"Phantom" - reż. Daniel Kustosik - Opera Sląska w Bytomiu

W kulturze nieraz zdarzało się, że dzieła czasem zapomniane, czasem średniej wartości znienacka odżywają i w wyniku artystycznej reinkarnacji otrzymują "życie po życie". O ironio, te kolejne wcielenia mogą stać się kultowe, o ile pierwotny pomysł twórcy zostanie odpowiednio wykorzystany i zaadaptowany tak, by rozpalać wyobraźnię publiki do białości

Ten mechanizm sprawdził się doskonale w przypadku gotyckiej powieści Gastona Leroux  Upiór w operze, powieści o wybitnie modernistycznym rodowodzie. Na jej podstawie nakręcono dwa filmy: w 1925 roku w reżyserii R. Juliana, E. Sedgwicka, E. Laemmle, L. Chaneya oraz w wersji współczesnej, według wizji J. Schumachera. Wreszcie – na kanwie dzieła Leroux Andrew L. Webber zrealizował chyba najsłynniejszy musical, prawie w całości wchłonięty przez agresywną popkulturę.

W niedzielę można było zobaczyć w Operze Śląskiej rodzimą wersję opowieści o Eryku-Upiorze - pierwszy musical w historii bytomskiej instytucji. Nie ma co ukrywać, że reżyser, Daniel Kustosik, stanął w pierwszej kolejności przed koniecznością zmierzenia się z legendą londyńskiego spektaklu. Na przekór oczekiwaniom postanowił wystawić Upiora w operze według pomysłu Maury’ego Yestona – musical znacznie bardziej intymny i ciekawszy niż u Webbera, jak w jednym z wywiadów określił go sam reżyser.

Po premierze wypada jednak zadać pytanie, czy faktycznie wizja Yestona była lepsza. O ile mocna, wręcz hipnotyczna muzyka wzbudzała autentyczny zachwyt, o tyle sama konstrukcja widowiska oraz teksty już nie miały tej właściwości. Amerykański kompozytor popełnił jeden zasadniczy błąd: zanadto uprościł powikłaną, ciemną historię opowiedzianą przez Leroux na rzecz zgrabnej, ale nieco melodramatycznej fabuły. Phantom rozpoczyna się sceną przed Operą Paryską. Na paryskim bruku, pośród barwnego, żywo gwarzącego tłumu, widzowie poznają Christine Daae (Justyna Dyla): skromną, nieco oszołomioną przepychem miasta dziewczynę, która czaruje przechodniów pięknym głosem. Zwraca na siebie uwagę hrabiego de Chandon (Maciej Komandera) – arystokrata postanawia wysłać uliczną artystkę do opery, by tam próbowała swoich sił jako zawodowa śpiewaczka.  Nie wie, że w operze doszło do zburzenia starego układu, a za ster chwycił Alain Cholet (Hubert Miśka) wraz z demoniczną małżonką, Carlottą (Joanna Kściuczyk-Jędrusik). Nowa sytuacja nie spodoba się również tajemniczemu mieszkańcowi opery, który w miejskich legendach jest określany mianem Upiora Opery… 

 Niestety, dalszy ciąg można z łatwością przewidzieć. Eryk (Maciej Ogórkiewicz) zakocha się w Christine, dziewczyna zaś odwzajemnia jego uczucie, dopóki nie ujrzy prawdziwego oblicza kochanka. Pod wpływem przerażenia ucieknie z lochów, gdzie w międzyczasie dojdzie do tragicznych wydarzeń z udziałem starego dyrektora Carriere, Upiora oraz kilku francuskich policjantów. Gdy wróci, będzie już za późno na cokolwiek. W powietrzu – zapach prochu, na ziemi – kałuża krwi.

Finał spektaklu z pewnością wywołał falę wzruszenia u co bardziej „wrażliwych” widzów, ale sposób rozwiązania dramatu, w który obligatoryjnie wpisany jest patos, może także budzić obiekcje. Maury Yeston znacząco spłycił wymowę dzieła Leroux, ponieważ w oryginale Eryk nie umiera w momencie kulminacji, a już na pewno nie na rękach Christine. Sam dramat miłosny również wydaje się ciekawszy, ponieważ rozgrywa się w trójkącie, co w wersji Yestona nie wiedzieć czemu zostało pominięte. Te kwestie jednak przynależą wyłącznie do sfery tekstu.

Co się tyczy samej inscenizacji… W trakcie pierwszej sceny z udziałem Upiora w umysły widzów mogło zakraść się delikatne zwątpienie, czy Maciej Ogórkiewicz podoła tak skomplikowanej i wymagającej roli, ponieważ jego reakcja emocjonalna, postawa intelektualna po śmierci Buqueta – wypadły nieco nieprzekonująco pod względem psychologicznym (a sama scena zawierała nawet pierwiastki farsy). Trzeba podkreślić, że kreacja buntownika, szaleńca, estetycznego nadwrażliwca wymaga od aktora szczególnych umiejętności, jak również dopracowania postaci w każdym szczególe. O ile jednak ta pierwsza scena nie wprawiła w zachwyt, o tyle później Ogórkiewicz było już znacznie lepiej. Kiedy wykonywał swoje arie, widzowie widzieli cudowną przemianę w charyzmatycznego i pewnego siebie śpiewaka, którego głos skrywał całą paletę przejmujących emocji. Momenty szału Upiora, zwłaszcza w drugiej części Phantoma, należały o jednych z najlepszych w spektaklu.

Dobrze wypadła Joanna Kściuczyk-Jędrusik w roli apodyktycznej, często złośliwej i nieprzyjemnej dla otoczenia żony nowego dyrektora. Aktorka pokazała na scenie postać kobiety dobrze wiedzącej, czego chce, i dążącej do celu po trupach. Nie zabrakło również elementów autoironicznych, zwłaszcza wtedy, gdy niecna Carlotta dawała popisy swoich możliwości wokalnych, wywołujących uśmiechy na twarzach publiczności i wprawiających Upiora w obłęd. Carlotta od początku do końca uosabiała pewien pragmatyczny, wyrachowany stosunek do sztuki i opery w szczególności, tak diametralnie różny od modernistycznej postawy Eryka.

Danielowi Kustosikowi udało się odtworzyć na scenie klimat Paryża z przełomu XIX i XX wieku. Przyczyniła się do tego nie tylko znakomita muzyka Yestona, ale także pomysły scenograficzne zrealizowane przez Ireneusza Domagałę. Tych zaś było naprawdę sporo: zaimprowizowany gmach, wnętrze bistra, gabinet dyrektora, wreszcie zachwycające lochy opery. Aranżacja tej przestrzeni, gdzie pojawiają się i świeczniki, i wielkie łoże, zasługuje na wysoką notę, podobnie jak barwne, dość wierne epoce stroje aktorów. Nie można odmówić twórcom pewnego rozmachu. W spektaklu nie zabrakło spadającego żyrandola, płonących kartek, dymiących kielichów, co w sumie złożyło się na niezłą oprawę plastyczną.

Trudno jednoznacznie ocenić Phantoma. Zapewne znajdą się widzowie zachwyceni bezkrytycznie, jak i tacy, który zareagują dość chłodno. Wiadomo jednak, że jako pierwszy musical, stał się ważnym wydarzeniem w historii tej instytucji, otwierającym drogę dla kolejnych podobnych realizacji na tej scenie. Tylko, czy jest to właściwy pomysł na Operę Śląską w Bytomiu?

Monika Wycykał
Dziennik Teatralny Katowice
25 lutego 2011

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia