Pora zacząć żyć

"Nocną porą" - reż: Marek Pasieczny - Teatr im. Mickiewicza w Częstochowie

Kiedy zamiast słuchać siebie bezwzględnie przestrzegamy społecznych nakazów i realizujemy je nie zważając na własne potrzeby, oddalamy się od własnego, prawdziwego "ja". Kiedy strach przed złamaniem narzuconych norm dominuje nad potrzebą samorealizacji, człowiek może funkcjonować w oczach innych jako osoba silna i niezależna, z pozoru zupełnie nieźle dająca sobie radę - jednak tylko do zapadnięcia zmroku. Nocną porą wyje.

Judith (Małgorzata Marciniak), Maud (Katarzyna Mazurek) i Rose (Agata Ochota-Hutyra) to siostry, dorosłe kobiety, które mieszkają w jednym domu z babcią Lily (Elżbieta Karkoszka), wykazującą więcej życiowej energii od każdej ze swoich wnuczek. Z kobietami mieszka także pijący na umór ojciec sióstr Patrick (rewelacyjny Michał Kula). Wielką nieobecną jest jego żona, która wyjechała do Londynu, a której nie znają nawet jej własne córki, idealizujące obraz matki i nieustannie rozmawiające o swojej rodzicielce. Żyją jej życiem, zapomniawszy o własnym. Kiedy ta pięcioosobowa rodzina postanawia na 6 tygodni wynająć pokój aktorowi, który kręci w okolicy film, życie jej członków diametralnie się zmienia. Kobiety odnajdują w pracującym nad rolą Johnem (Waldemar Cudzik) nowy punkt odniesienia, przedefiniowują swoją kobiecość, zaczynają szukać siebie. Nie jest to ani łatwy, ani bezbolesny proces.  

Historia rozgrywa się w funkcjonalnej scenografii - w różnych częściach sceny stworzono trzy różne przestrzenie (dom bohaterów, a właściwie salon, pokój Rose, który na czas wynajmu zajmuje John oraz bar, w którym namiętnie pije Patrick). Scena jest niezwykle rozbudowana w głąb - usunięto 2 pierwsze rzędy rozbudowując proscenium (pokój Rose), natomiast w głębi sceny znajduje się ściana salonu, która od czasu do czasu rozsuwa się, dzięki czemu otrzymujemy kolejną przestrzeń. Dominują niezwykle jaskrawe, pstrokate kolory - ściana pomalowana jest w różnokolorowe pasy, fotel w salonie jest zielony, obrusy też mają intensywne barwy. Taki wystrój stoi w wyraźnej opozycji do stanu ducha bohaterów, którzy nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem. Bibliotekarka Judith rozstała się z kochającym ją na zabój Garym (Adam Hutyra), chociaż sama nie wie, dlaczego to zrobiła. Rose rozpoczyna romans z Johnem, a Maud wplątała się w związek z niestabilnym emocjonalnie chłopakiem, na którym zupełnie nie może polegać. Porzucony przez żonę Patrick pije, a jego teściowa Lily ogląda telewizję bez głosu, gdyż „jest selektywna”. Jednak nic nie jest takie, jakie się wydaje.  

Przedstawienie aż kipi od emocji, choć nie są to uczucia proste, jednowymiarowe. Patrick, który z pozoru jest awanturującym się pijakiem uprzykrzającym życie córkom i teściowej co rusz cytuje Szekspira zdając sobie sprawę, że zawarł on w swoich utworach kwintesencję ludzkiego losu. Jednocześnie starzejący się mężczyzna ma świadomość swojego trudnego życiowego położenia i choć widzi, że córki popełniają błędy i nie chciałby, aby przez brak inicjatywy skończyły tak, jak on, nie potrafi nic zrobić. Nie potrafi przytulić, powiedzieć, że kocha, że rodzina jest dla niego wszystkim. Musiałby najpierw przyznać się do swoich porażek, słabości i bezsilności.  

W pamięć zapada szereg scen, które - w połączeniu z świetnie dobraną muzyką - budują specyficzną, napiętą, przepełnioną emocjami atmosferę spektaklu. Kiedy potulna na co dzień Judith upija się w pubie z ojcem i wraz z nim demoluje bibliotekę, coś się w niej zmienia, przełamuje. Kobieta zdobywa się na odwagę, by wyznać Gary’emu, że chciałaby nadal z nim być. Gary natomiast z fajtłapowatego, zakochanego wielbiciela przeobraża się w mężczyznę z inicjatywą, który chce wyjechać do Londynu, zmienić swoje życie. Spektakl wieńczy scena, w której szóstka bohaterów tańczy przy dźwiękach słynnego przeboju z okresu II wojny światowej - „Lili Marleen”. Historia kończy się w momencie, kiedy bohaterowie nie pokonali jeszcze wszystkich przeszkód, ale zrobili krok naprzód - postanowili walczyć o siebie i o swoje szczęście.  

„Nocną porą” to opowieść o tym, jak łatwo można przegrać swoje życie nie robiąc zupełnie nic, czekając na bliżej nieokreślony cud, który nigdy nie nadejdzie. Świetnie napisana opowieść - choć nie brak w niej także humoru - jest gorzką historią popadnięcia w marazm powodujący utratę kontroli nad swoim życiem, będący podstawą braku refleksji nad własnymi potrzebami, nad tym, co nas definiuje, określa, odróżnia od innych, stanowi o naszej wyjątkowości. Życie nie ułoży się samo, a bierne oczekiwanie na rozwój wypadków sprawia, że - mówiąc słowami Hamleta - „z tych chwil urasta długie, potulnie przecierpiane życie”. Póki mamy możliwość wyboru, powinniśmy z niej korzystać. W przeciwnym razie pozostanie nam życie w poczuciu totalnego osamotnienia. Człowiek samotny to ten, który nie ma z kim dzielić myśli. A nocną porą wyje.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
28 października 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia