Porażająca niemoc

"Matka Courage i jej dzieci" - reż. Michał Zadara - Teatr Narodowy w Warszawie

Pochód nienawiści ze strony większości tzw. artystów, twórców teatralnych wobec katolików, polskich patriotów broniących polskiej tradycji, polskiego obyczaju, polskości nie ustaje nawet w tym wyjątkowym czasie bożonarodzeniowym. Teatr ostentacyjnie ignoruje oczekiwania Polaków i nasyca umysły widzów czymś, co jest całkowitą odwrotnością wartości, dając w tym szczególnym czasie premiery sztuk nie tylko niemających nic wspólnego z Bożym Narodzeniem ani tematycznie, ani pod względem klimatu czy pogłębionej filozoficznej refleksji, ale nierzadko premiery obrażające uczucia religijne katolików.

Oto w Teatrze Narodowym w Warszawie niedawno odbyła się premiera sztuki "Matka Courage i jej dzieci" Bertolta Brechta. Ciekawe, w jakim celu Teatr Narodowy wyciągnął ten stricte propagandowy tekst komunistycznego pisarza niemieckiego, ateisty i dał Polakom na Boże Narodzenie taki "prezent". Tym bardziej że reżyser spektaklu Michał Zadara, specjalista od niszczenia i szydzenia z polskiej klasyki narodowej, do owej propagandowości Brechta dopisał swoją. Powstała typowa "agitka" szydząca z polskości, polskiego patriotyzmu i wiary katolickiej. To poprawnościowo polityczne lizusostwo Zadary, dla którego polski patriotyzm to nacjonalizm, a z tym nieodłącznie - według niego - wiąże się antysemityzm. To jakaś obsesja schizofreniczna.

Brecht napisał "Matkę Courage" w 1939 roku. Akcję osadził w XVII wieku, podczas wojny trzydziestoletniej między protestantami i katolikami. Główną postacią jest markietanka zwana Matką Courage, która wraz ze swymi dziećmi znajduje się na tyłach frontu, ciągnąc swój wóz, który zarazem jest jej domem. To handlarka, traktuje wojnę jak świetny biznes.

Natomiast u Zadary rzecz dzieje się w 2025 roku. Na terenie Polski trwa wojna. Wojska Unii Europejskiej walczą z polskim wojskiem katolików (to ma być straszak na niepokornych Polaków?). Na scenę Narodowego starym mercedesem wjeżdża Danuta Stenka jako Matka Courage. Aktorka ucharakteryzowana zgodnie z ideologią gender na płeć nijaką, "ni to baba, ni to chłop", na jednej "płaskiej" nucie prowadzi postać swojej bohaterki. Nawet wtedy gdy giną jej dzieci, Matka Courage Danuty Stenki jest do znudzenia taka sama jak w pierwszej scenie spektaklu. Że nie wspomnę o "śpiewaniu" songów przez Danutę Stenkę, co odbieram w kategoriach humorystycznych. Zresztą w tym przedstawieniu nie ma ról przekonywających ani wyrazistych poza postacią Yvette w wykonaniu Ewy Konstancji Bułhak. Także w kilku scenach przebija się przez miałkość spektaklu Arkadiusz Janiczek (Kucharz).

Natomiast rola niemej córki Kattrin, która w rozmaitych inscenizacjach budziła empatię u widza, tutaj, w wykonaniu Barbary Wysockiej, irytuje. Aktorka jest nie do przyjęcia z tą swoją sztuczną ekspresją skupioną na dziwacznym wymachiwaniu rękami. Aktorzy sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli, co grają, kogo i w jakim celu. Zbigniew Zamachowski jako karykatura Pastora, czy siedzi na stołku, czy rąbie drzewo, czy przechadza się, jest wyraźnie znudzony sobą, swoją postacią i tym, co dzieje się na scenie. Właściwie prawie nikt nie jest tu zaangażowany w rolę. Zresztą jak się angażować, skoro reżyser postawił na chaos. Można odnieść wrażenie, że tę silnie trącącą myszką sztukę wystawiono po to, by za pomocą niewybrednych aluzji drwić z katolików, Polaków. Na przykład słowa Pastora (Zbigniewa Zamachowskiego): "Przybili Go do krzyża, módlcie się za Niego" użyte są w kontekście uwłaczającym katolikom, tak jak i słowa Matki Courage (Danuta Stenka) krytyczne w stosunku do Pastora: "Nie stój jak ten Jezus na Górze Oliwnej", czy też czytanie Pisma Świętego z intencją prześmiewczą itd., itd.

Spektakl jest całkowitą klapą artystyczną. Brak dramaturgii, brak ról i budowania postaci. To śmietnik, a nie przedstawienie. Niemoc reżyserska Michała Zadary nie dziwi mnie. Natomiast dziwi to, że po tylu nieudanych inscenizacjach, w tym wielkich dramatów polskiej klasyki, gdzie Zadara wykazał swój całkowity analfabetyzm historyczny, artystyczny i gdzie jedyną intencją i celem reżysera staje się szydercza aluzja do polskiego patriotyzmu i naszej katolickiej wiary - oto Teatr Narodowy zaprasza kogoś takiego. Żenujące.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
19 grudnia 2016

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia