Porywająca inauguracja Bydgoskiego Festiwalu Operowego

"Napój miłosny" - Opera Nova w Bydgoszczy

Choć libretto "Napoju miłosnego" jest samo w sobie lekkie i żartobliwe, bydgoskiej realizacji opery Donizettiego nie brakuje refleksji. To dobrze zrealizowany, porywający i mądry spektakl.

Gioacchino Rossini - wielki włoski kompozytor operowy - mając 38 lat zapowiedział, że po skończeniu pracy nad "Wilhelmem Tellem" nie zamierza więcej pisać, a swoje miejsce odstępuje Gaetano Donizettiemu, którego uważa za najwybitniejszego współczesnego mu twórcę oper. Rzeczywiście, w tamtym czasie, czyli w latach 30. i 40. XIX w., Donizetti stał się największym kompozytorem operowym we Włoszech. A ponieważ wtedy jeszcze opera włoska wiodła prym, był on czołowym przedstawicielem tego gatunku na świecie. Jednak dziś spośród 70 jego oper wykonuje się zaledwie kilka. Wśród nich znajduje się jeden z najlepszych jego utworów, dwuaktowa opera komiczna "Napój miłosny" - pierwsza, która zdobyła międzynarodową sławę. Jej premierowa inscenizacja w wykonaniu bydgoskich artystów zainaugurowała w sobotę XVI Bydgoski Festiwal Operowy.

Głównym bohaterem fabuły jest ubogi wieśniak, trochę jakby nieporadny, czasem wykpiwany przez ludzi "romantyk" Nemorino. Zakochuje się on w pięknej, lecz dumnej i przekornej Adinie, która wydaje się obojętna na zaloty Nemorina. O względy Adiny zabiega też sierżant Belcore, nabuzowany testosteronem, pewny siebie i bezceremonialny wojak, dowódca oddziału stacjonującego w wiosce. Na scenę wjeżdża swoją ciężarówką-kramem doktor Dulcamara, szarlatan oferujący panaceum w buteleczkach, który jako "napój miłosny" sprzedaje Nemorinowi zwykłe wino. Ten, upiwszy się, nie zwraca uwagi na Adinę, która w złości przyjmuje matrymonialną propozycję sierżanta Belcore. Belcore zaś, otrzymawszy polecenie natychmiastowego wymarszu z wioski, chce ślubu jeszcze tego samego dnia. Dulcamara, przekonany już o naiwności Nemorina, poleca mu wypić jeszcze jedną butelkę "eliksiru". Młodzieniec nie ma pieniędzy, więc aby je zdobyć, zaciąga się do oddziału Belcore, a sierżant wypłaca mu zaliczkę. Tymczasem do wsi dochodzi wiadomość, że zmarł bogaty wuj Nemorina i przepisał mu majątek w spadku. I nagle zaczynają się doń zalecać dziewczęta (bo każda marzy przecież o bogatym księciu z bajki), co nieświadomy niczego Nemorino przypisuje działaniu napoju. Widząc zaloty wiejskich dziewcząt, Adina staje się zazdrosna o swego adoratora, a dodatkowo dowiadując się, że z miłości do niej Nemorino zaciągnął się do wojska, zrywa zaręczyny z Belcorem.

Libretto "Napoju miłosnego" jest samo w sobie lekkie i żartobliwe, ale poznając je, trudno nie pokusić się o refleksję nad słabościami ludzi, czy regułami damsko-męskich gier. Tym trudniej gdy ogląda się bydgoską inscenizację, wyreżyserowaną przez Krzysztofa Nazara i wykonaną przez bydgoskich muzyków. Tutaj ta poważniejsza warstwa libretta została wysunięta na pierwszy plan. Akcję przeniesiono w I połowę XX w., by uniwersalny przekaz dzieła był dla nas czytelniejszy.

Na szczególną uwagę zasługuje partia Pavla Tolstoja, którego Nemorino budzi sympatię i współczucie. Słynna aria "Una furtiva lagrima" z II aktu w wykonaniu Ukraińca wywołała burzę oklasków (dobry tenor to naprawdę rzadkość!). Podobnie znakomitą kreację, wręcz brawurowo zagraną (słusznie nagrodzoną gromkimi brawami) i chyba jedyną naprawdę komiczną, stworzył bas Bartłomiej Tomaka jako Dulcamara. Nie tak przekonująco wypadła sopranistka Victoria Vatutina jako Adina, choć przyznać należy, że jej partia wokalna była dosyć wymagająca technicznie. Dobrze aktorsko wypadł też baryton Łukasz Goliński w roli Belcore\'a (choć zdarzały mu się drobne nieczystości; możliwe, że podświadomie wyczekiwałem wpadki jego niesympatycznej postaci ) oraz Magdalena Polkowska jako rezolutna wiejska praczka Gianetta.

Nie sposób nie wspomnieć też o chórze, przygotowanym przez Henryka Wierzchonia, który nie tylko śpiewał, ale też z powodzeniem włączył się w aktorską grę i znakomicie dopełniał przygotowaną przez Stephena Dietricha minimalistyczną, ale bardzo plastyczną, złożoną z drewnianych skrzyń scenografię, nadając scenom dynamikę i rytm. To jego członkowie zapewniali ich komizm, widać, że świetnie bawili się na scenie. Nad muzyczną stroną całości czuwała dyrygentka Iwona Sowińska.

"Napój miłosny" to bardzo dobrze zrealizowane, porywające, mądre i nade wszystko sympatyczne przedstawienie. Publiczności podobało się bardzo, o czym świadczyły częste oklaski po ariach i duetach w trakcie przedstawienia oraz trwająca dobrych kilka minut owacja na stojąco po opuszczeniu kurtyny.

Piotr Kikta
Gazeta Wyborcza Bydgoszcz
22 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...