Porzuceni na wyspie

"Wyspa Marivaux: Spór, Triumf miłości, Wyspa niewolników" - reż. Iwo Vedral - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Jak wygląda świat po rewolucji obyczajowej, moralnej i każdej innej - kiedy wszystko wolno a wszelkie normy czy powinności ustalić można na nowo? Ten punkt wyjścia wydaje się bardzo atrakcyjny do pokazania w teatrze, jednak w spektaklu Teatru Wybrzeże zostaje sprowadzony do kilku banalnych wniosków.

"Wyspa Marivaux" to kompilacja trzech sztuk żyjącego na przełomie XVII i XVIII wieku Pierre'a de Marivaux. Ten mało w Polsce znany komediopisarz francuski (pisał sztuki m.in. dla słynnej Comédie-Française) kojarzony jest głównie jako autor "Igraszek trafu i miłości". W gdańskim spektaklu poznajemy we fragmentach trzy jego sztuki, stanowiące trzy dość wyraźnie oddzielone części przedstawienia - "Wyspę niewolników", "Spór" oraz "Triumf miłości" ("Triumf miłości" swoją polską prapremierę miał w Teatrze Wybrzeże w realizacji Stanisława Hebanowskiego, 1979).

Reżyser Iwo Vedral wykorzystuje motyw wyspy (miejsca akcji "Wyspy niewolników") jako miejsca izolacji i odosobnienia, gdzie wszelkie zastane normy i zachowania nie mają racji bytu. To przestrzeń laboratoryjna - miejsce przyglądania się bohaterom w oderwaniu od ich naturalnego środowiska. Czyni z niej nie tylko umowną przestrzeń spektaklu, ale też traktując jako metaforyczną przestrzeń poszukiwań autora, dodając jego nazwisko do tytułu spektaklu. Jest to o tyle ciekawe, że Marivaux pisał te teksty jako komedie, a nie przestrzeń drążenia zakamarków ludzkiej duszy. Co oferuje nam reżyser łącząc trzy sztuki Marivaux?

Przede wszystkim sytuacje przekreślające zastany ład i porządek. W "Wyspie niewolników" wskutek reguł panujących na wyspie, na którą trafiają rozbitkowie w pierwszej scenie spektaklu, to służący mają władzę nad panami. "EJ" (zwany w tekście Arlekinem) przejmuje władzę nad swoim panem Ifikratesem, czego symbolem jest kij golfowy, którym "tresuje" swojego dotychczasowego pana. Kleantis - prosta, prymitywna niewolnica "panuje" nad wyniosłą Frozyną. Tekst sugerujący tradycyjny i co najmniej od wieku nie praktykowany układ: pan i jego niewolnik, nie jest tu wielką przeszkodą, bo uwaga widza koncentruje się na psychologicznych konsekwencjach tej zamiany. Dotychczasowy sługa jest bardziej bezwzględny i okrutny wobec pana, pogarda niewolnicy znacznie wykracza poza ostentacyjnie okazywane poczucie wyższości jej wcześniejszej pani.

W "Sporze" nawiązującym do biblijnej "Księgi Rodzaju" i będącym przekorną polemiką z mitu o Narcyzie pierwsza "Ewa" (Egle) napotyka swojego "Adama" (Azora), którego zadaniem jest kochać ją i wielbić. W rolę demiurga (siedzącego na podwyższeniu przypominającym krzesło sędziego w tenisie ziemnym) wchodzi wyglądająca jak gwiazda muzyki pop murzynka Karize, roztaczając opiekę nad bohaterami. Szybko jednak pierwsza kobieta spotyka inną "pierwszą kobietę" (Adinę) tak samo jak ona nawykłą do zachwytu. Ich konflikt stanowi oś tytułowego sporu.

Najbardziej serio jest gorzki, pełen bólu, wzięty w ironiczny nawias "Triumf miłości". O ile w poprzednich częściach reżyser zachował ujawniający się w różnych momentach potencjał komediowy sztuk Marivaux, o tyle tę część pozbawił cienia nadziei czy humoru. Rozbitkowie okazują się życiowymi wykolejeńcami, zakochanymi w Focionie, przypominającym Brechtowskiego Baala, który uwodzi i porzuca. Ich wyspa przypomina dyskotekę o 3 nad ranem, gdy impreza się kończy, wszelkie używki przestają działać i czas wracać do rzeczywistości. Jednak nie bardzo jest gdzie.

O ile w dwóch pierwszych częściach Vedral zachowuje gęstość dramaturgiczną i ciągłość logiczną, o tyle w trzeciej części gubi jedno i drugie. Los bohaterów przestaje interesować, ich historia staje się nieistotna. Oni w "Triumfie miłości" większość czasu trwają bez ruchu i mówią do siebie. Jedyne ożywienie wprowadza tercet Hermidas (Anna Kociarz) oraz przypominający Zające z "Alicji w Krainie Czarów" w wersji zdecydowanie dla dorosłych - Dimas (Piotr Witkowski) i Arlekin (Marek Tynda). Również aktorsko trzecia część wypada zdecydowanie najsłabiej.

W ciekawej, połyskującej kiczem (z ułożonym w tle śmietnikiem gadżetów letniego plażowania) scenografii Marcina Chlandy żaden z aktorów nie osiąga wyżyn swojego warsztatu. Ciekawe wejście w spektakl ma wracająca po 12 latach do Wybrzeża Katarzyna Figura, która rolę Kleantis traktuje jako okazję do autoprezentacji - monolog wyzwolonej niewolnicy przekonuje, że w zespole Wybrzeża pojawiła się w dobrej formie artystycznej (jednak jako Leontyna w "Triumfie miłości" Figura jest niemal niewidoczna).

Pozytywne wrażenie wywołuje debiutant Jakub Mróz, kiedy trzeba jest androgeniczny (jako Trywelin w "Wyspie niewolników"), kiedy indziej naiwny ("pierwszy mężczyzna" Azor). Swoich bohaterów ("Ej" w pierwszej części i Hermokratesa w trzeciej) broni Krzysztof Matuszewski - choć obaj są przedstawicielami często przez niego grywanych zimnych drani. Zabawna jest Egle Agaty Bykowskiej, choć zbudowana jest na jednym pomyśle (słodkiej naiwności małego dziecka), który zbyt szybko się wyczerpuje. W konfrontacji z Bykowską słabiej wypada inna debiutantka Monika Janeczek, alter ego Egle, której w debiucie brakuje przede wszystkim zadziorności. Piotr Witkowski zapamiętany zostanie przede wszystkim jako zmanierowany, naćpany Dimas, a Marek Tynda z roli pana-sługi Ifikratesa.

Jeśli "Wyspę Marivaux" przyrównać do eksperymentu, to jego wyniki nie są zadowalające. Można zrozumieć operację wszczepienia trzech sztuk Marivaux w tkankę jednej z nich, jednak wnioski do jakich można dojść na podstawie tego zabiegu niczego nie wnoszą. To, że świat jest zły i splugawiony, potrzeba odwetu przesłania zdrowy rozsądek, życie składa się z wyborów, które nie zawsze dają nam satysfakcję, a gdy posunie się za daleko, to nie ma powrotu do tego, co było wcześniej, wiedzieliśmy doskonale przed "Wyspą Marivaux". Spektakl ma rację bytu jako zimna, intelektualna próba drążenia ludzkiej duszy. Język spektaklu zaproponowany przez Vedrala z pewnością nie trafi do każdego.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
24 marca 2014

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...