Potrzeba uwznioślenia

Spacer z Kulturą

- Mąż nie może się zdecydować, w jakim garniturze iść do teatru – mówi Madzia Karwowska.
- Ja już się zdecydowałem, idę w swetrze – mówi Stefan.
- A, przepraszam bardzo, czy teatr, do którego państwo się wybieracie, ma charakter eksperymentalny? - pyta Kobieta Pracująca.
- Dzisiaj każda sztuka jest eksperymentalna – odpowiada Madzia.

 

- Sztuka tak, ale nie teatr. Teatry dzielimy na eksperymentalne – do nich należą piwnice, kabarety, imprezy undergroundu i Stara Prochownia. I tam może pan iść w swetrze, w rozchełstanej koszuli, z małą ikoną albo łańcuchem na piersi – mówi Kobieta Pracująca.
- Ale my nie idziemy do teatru eksperymentalnego.
- Nie? No to sweter odpada. Co my tu mamy... Mam nadzieję, że tu nie chodzi, broń boże, o operę?
- Nie.
- No to dobrze, bo nie widzę tutaj smokingu, ani aksamitnej marynarki lamowanej tasiemką, która może być substytutem.
- Przepraszam, czym?
- Znajdą sobie państwo w słowniku.
- Ale ja już zdecydowałem, że idę w swetrze i nie ma o czym mówić.
- No to trudno, małżonka pójdzie z kim innym.
- Z jakiej racji ma iść z kimś innym?
- Bo partner musi być stosownie ubrany! Stosownie do pory i do miejsca. Teatr jest ośrodkiem kultury.
- Kultura jest dzisiaj dla wszystkich Nawet dla tych, którzy nie mają garnituru. Nie jest ważne w czym się idzie, ale na co się idzie i co się z tego wyniesie.
- Ale kultura musi mieć też coś z nabożeństwa, z misterium. Wieśniacy do kościoła zakładają odświętne stroje. Dlaczego? Bo czują potrzebę uwznioślenia.
- Ja nie odczuwam potrzeby uwznioślenia, bo dostałem bilety od rady zakładowej.
- Ale pański sąsiad, który kupił bilety w kasie, może ją odczuwać.

(„Czterdziestolatek", reż. Jerzy Gruza, 1974-77).

To mój ulubiony fragment tego serialu, który chętnie zacytowałabym co drugiej osobie spotykanej w teatrze czy operze.

Potrzeba uwznioślenia... Nie wiem czy to pojęcie jeszcze dzisiaj funkcjonuje, jeśli miałabym oceniać to na podstawie strojów, w jakich widzowie przychodzą do teatrów. Raczej przyziemność, nijakość, niedbałość, brak szacunku do artystów oraz ich pracy, brak szacunku dla wszystkich pracowników instytucji kultury, brak szacunku do widzów siedzących obok.

Dlatego Kobieta Pracująca stwierdza, że Stefan Karwowski nie może pójść do teatru w swetrze, bo to nie w porządku wobec wszystkich, którzy tam się znajdą.

Serial był kręcony w latach 70. ubiegłego wieku. Już samo określenie „ubiegłego wieku" brzmi dramatycznie poważnie, a jednak, mimo że świat się zmienia, idzie technologicznie do przodu, wysoka kultura osobista nadal pozostaje wartością, a wraz z nią pewne zasady zachowania. Których niektórym brak, co ewidentnie widać wśród teatralnej widowni.

Umiejętność dobrania stroju do okazji jest wyrazem wysokiej kultury osobistej, inteligencji, poczucia estetyki. Tym bardziej dziwi, że tyle wpadek w tej kwestii zalicza teatralna publiczność. Bo to nie jest przypadkowa publiczność. Może czasami jakiś znudzony mąż, którego żona na siłę wyciągnęła do teatru w celu ukulturalnienia, a który zasypia podczas spektaklu. On jest przypadkowy. Może czasami jakieś towarzystwo, które chodzi „na aktorów", a nie na sztukę. Reszta powinna być widownią uświadomioną.

Publiczność teatralna nie jest przypadkowa, jak kinowa czy koncertowa. Ale zdecydowanie przypadkowe są stylizacje widzów. Przypadkowe i często okropne.

Ostatnio podczas wizyty w Operze Nova w Bydgoszczy rozsiadłam się we foyer i „podziwiałam" stroje widzów. Pan w dżinsach i hawajskiej koszuli na krótki rękaw. Pan w dżinsach i bluzie sportowej z kapturem. Pani w dżinsach, wetrze i torbą typu plecak we wzór kwiatowy, który oczywiście nijak się miał do reszty stroju. Nieumiejętny i niestosowny dobór ubrań do miejsca i wydarzenia absolutnie zadziwia niedbałością i przypadkowością. W tej sytuacji sweter Stefana Karwowskiego to mały pikuś.

Czy ktoś pamięta słynny film z Julią Roberts „Pretty Woman"? Jest tam taka scena, w której Vivian, (Juli Roberts) ubrana w długą do ziemi czerwoną suknię z odkrytymi ramionami, długie białe rękawiczki oraz wypożyczoną kolię na szyi, wybiera się z Edwardem (Richard Gere) do opery. Akcja się dzieje na początku lat 90. Wniosek jest jeden – wszystko zależy od ludzi, od ich podejścia do sprawy.

Najsłynniejsze opery na świecie, takie jak Opera Wiedeńska w Austrii, to miejsca, gdzie zawsze przestrzegany jest dress code. W niektórych częściach świata muzyczne widowisko traktowane jest niemal jak święto. W Austrii, gdzie odbywają się najsłynniejsze operowe festiwale, mężczyźni na sztukę przychodzą w smokingach, z kolei kobiety w długich, dopasowanych do stroju partnera sukniach. Z kolei do Covent Garden w Wielkiej Brytanii artyści przyjeżdżają eleganckimi rolls-royce'ami, a publiczność ubrana jest w stroje balowe.

W Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy, zanim wieczorem wybrałam się do opery, obejrzałam wystawę „ Od princeski do New Look. Ubiory damskie z kolekcji Adama Leja", na której było ponad 700 obiektów z kolekcji mody kobiecej, której właścicielem jest historyk sztuki Adam Leja, w tym tak interesujące przedmioty jak suknia domu mody Chanel z lat 30., rękawiczki z prywatnej garderoby Elsy Schiaparelli, kapelusze z takich pracowni jak: Madame Agnes, Rose Descat czy Suzanne Talbot, buty z paryskiej pracowni François Pinet czy torebka projektu Sonii Delaunay.

Być może właśnie tak bliskie spojrzenie na piękne ubrania z XIX i pierwszej połowy XX wieku spowodowało wprawiło mnie w stan wizualnego rozgoryczenia później w operze. A ten tekst to efekt tego rozgoryczenia.

Ja jednak jestem z tych, co mają potrzebę uwznioślenia.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
12 maja 2022

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...