Powiew wolności

"Marat-Sade" - reż: P. Tomaszuk - Teatr Wierszalin w Supraślu - 20. GST

Ciemność zalewa scenę niczym smoła. Gdzie nie padnie nasz wzrok, tam napotyka zahipnotyzowane szaleńcze twarze. Wariaci urządzili sobie przedstawienie i potrzebują publiczności. Dostaliśmy więc zaproszenia - czasem i my możemy się do czegoś przydać. Odbyło się "Marate-Sade" - szaleńcza opowieść o rewolucji.

Dom dla obłąkanych - teraz zastosujemy nowy rodzaj terapii. Coś z pogranicza szalonej farsy i tragicznej historii, czyli opowieść z serii: jak umrzeć we własnej wannie. Więc od czego by tu zacząć? Przede wszystkim, jest nam potrzebnych kilka osób: morderca, ofiara i gapie. Najlepiej niech ofiara myśli, że jej poświęcenie na coś się przyda, że to wręcz jest jej obywatelski obowiązek. Teraz morderca. Najlepiej niewinna dziewczyna, której nikt nigdy nie wziąłby pod uwagę w takiej sytuacji. No i tłum gapiów z daleka przyglądający się przedstawieniu. Ale, ale... ktoś musi udowodnić ofierze marność jej poglądów, a mordercę podżegać do zbrodni. Potrzebujemy więc kluczowej postaci – jakby reżysera, ale znajdującego się po tej tzw. drugiej stronie. 

Role podzielone, scena przygotowana, w tle słychać delikatne takty muzyki. Zapala się światło, więc czas zaczynać. Poplątanie z pomieszaniem pod każdym względem. Totalny chaos. Istny dom wariatów... Jakiego języka używają aktorzy? Może i mówią po polsku, ale porozumiewają się w zupełnie odmiennym aspekcie. Jak powiedział w wywiadzie dla nas Rafał Gąsowski: „czasem używamy języka bardziej komunikatywnego, innym razem bardziej hermetycznego” – w tym wypadku aktorzy Wierszalińskiego Teatru uraczyli nas zdecydowanie tą drugą odmianą języka. 

Marat – wielki rewolucjonista francuski. Sade (Rafał Gąsowski)– sadystyczny pisarz, upajający się ludzkim cierpieniem. Spotkanie dwóch przeciwstawnych osobowości – to typowe, bo zmusza do dialogu i refleksji. Ale o czym w zasadzie jest sztuka „Marat-Sade”? Czy rzeczywiście tylko o dialogu w obłędzie życia? Moim zdaniem chodzi o coś głębiej ukrytego w zawiłym labiryncie tamtejszych zdarzeń. O sens rewolucji, o uniwersalne zdefiniowanie tego słowa. Gorliwy działacz Marat chce walczyć i umierać dla ludzkości, jego problemy przestają być ważne (a przynajmniej tak mu się wydaje). Sade stara się mu jednak uzmysłowić mylność jego poglądów. Po co ludziom rewolucja? No przede wszystkim po to, by zdobyć to, o czym od dawna skrycie marzyli. Bo tak naprawdę, rewolucja rodzi się w każdym człowieku indywidualnie. To w jednostce zostaje zasiane ziarno, które później, kiełkując, wzmaga w nim chęć do porwania ze sobą tłumu. 

Groteska to nieodłączny element przedstawienia. Widać tu wyprowadzony przez Girarda motyw kozła ofiarnego. Za nieudaną rewolucję społeczeństwo wini największego jej działacza, a mianowicie Marata. Ten zaś świadom swojej roli z uległością poddaje się iście diabelskim wpływom Sade\'a, by móc oddać swe życie za upragnioną rewolucję. Ważnym elementem sztuki jest również postać Boga (czasem w tę rolę wchodzi Sade, a czasem Marat). Nie pełni on tu jednak funkcji moralizatorskiej. To zwykłe zwrócenie uwagi na istnienie jakiejś siły wyższej, która potrafi każdym człowiekiem kierować w sposób indywidualny. 
Sztuka wierszalińskiego Teatru – sztuka bardzo długa. Sztuka łącząca wiele technik scenicznych. Sztuka warta obejrzenia.

Joanna Garbarczyk
Dziennik Teatralny Katowice
16 maja 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...