Powrót do przeszłości

"Zemsta" - reż. Tomasz Grochoczyński - Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego w Koszalinie

Poczciwa klasyka, wierna zapisanemu słowu, bez cienia awangardy - tak serwuje widzom "Zemstę" Fredry Tomasz Grochoczyński. Od pierwszych sekund najnowszej premiery Bałtyckiego Teatru Dramatycznego można być pewnym, że reżyser nie zdradzi szlachetnej fredrowskiej frazy. Zanim bowiem widz zobaczy aktorów i scenografię, najpierw ujrzy nad sceną oczy. To oczy hrabiego Aleksandra, który w ten sposób zdaje się czuwać nad przebiegiem zdarzeń.

Przez ostatnie lata wielu twórców sięgało po tę najbardziej znaną komedię Aleksandra Fredry. Często jednak kroili ją na kawałki, zszywali w przedziwne palto, które jeszcze wywracali na lewą stronę. "Zemsta" w rytmie rapu; "Zemsta" na wskroś współczesna. To oczywiście nie znaczy "Zemsta" zła, ale nie każdy szuka w teatrze tylko eksperymentu. W opozycji do tych pomysłów stanął Tomasz Grochoczyński, który wcale nie krył, że będzie "po bożemu". Było, a było to naprawdę dobre. Na 60-lecie Bałtyckiego Teatru Dramatycznego adaptacją komedii udowodnił, że literatura klasyczna wcale nie jest formą skostniałą.

Chyba nie pomylę się, jeśli założę, że treść "Zemsty" jest doskonale znana większości z nas. Wszak spotkaliśmy się z nią w szkolnych ławach. Można jednak przypomnieć, że ten jakże polski konflikt o mur nie jest literacką fikcją. W XVIII stuleciu polscy szlachcice żyli sporami dwóch sąsiadów, postaci autentycznych, które najwyraźniej zainspirowały Fredrę.

Słowem odmalował wyraziste postaci, a w koszalińskiej "Zemście" udało się je odtworzyć. Wyrazistą kreację, pełną subtelnych niuansów stworzył Wojciech Rogowski jako Cześnik Raptusiewicz, równie dojrzałą i świadomą grę aktorską zaprezentował Piotr Krótki w roli Rejenta Milczka. Pełną charyzmy i dynamiki postać wykreował Jacek Zdrojewski, a z Papkinem zmierzyć się łatwo nie jest. Ich kreacje były... intensywne. Brawo.

Co ważne, aktorzy ci popisali się znakomita dykcją i fantastyczną emisją głosu. Gorzej na tym polu wypadli Wacław i Klara (Wojciech Kowalski i Marta Chyczewska). Różnica w ich "odsłuchu" była wyraźna.

Mocnym punktem spektaklu są znakomite stroje z epoki, w których widać kunszt krawieckiego rzemiosła. A skoro przy plusach - kolejny za humor. "Zemsta" jest tak skonstruowana, że zdawać by się mogło lamusowy tekst naprawdę dziś bawi. Kiedy Cześnik dyktuje Dyndalskiemu (świetna kreacja Leszka Żentary) list, który niby Klara ma adresować do Wacława: "Bardzo proszę... mocium panie... Mocium panie... me wezwanie... Mocium panie... wziąć w sposobie..." publiczność zanosi się śmiechem. Podobnie, kiedy Papkin czyta testament. To dowód, że nie jest to sztuka robiona po to, by uczeń zamiast przeczytać "Zemstę" obejrzał ją, ale by była teatrem klasycznym z nutą rozrywki. I świetnie! Cieszy mnie to, że BTD jest tak różny. Można w nim dotknąć awangardy i eksperymentu, można obejrzeć lekką farsę, wreszcie spotkać się z na wskroś klasycznym spektaklem. Tego części widzów w ostatnim czasie brakowało. Bo czy nie rozczula, gdy ktoś zamiast całować w rękę "ustek wyciśnienie składa na dłoni"...

Joanna Krężelewska
Głos Koszaliński
2 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...