Powrót legendy

Piwnica pod Baranami 20 lat później

Po raz pierwszy w historii Gorzowskich Spotkań Teatralnych Jazz Club Pod Filarami i Teatr im. Juliusza Osterwy połączyły swoje siły, organizując – obok festiwalu – wielką imprezę towarzyszącą. Z okazji trzydziestopięciolecia istnienia Jazzowych Filarów na gorzowskiej scenie zagościł, zaprzyjaźniony z klubem, wielopokoleniowy zespół Piwnicy pod Baranami.

Był to pierwszy od dwudziestu lat i zarazem trzeci w historii występ krakowskiej grupy przed gorzowską publicznością. Jeszcze tego samego wieczoru zarówno dziennikarze, jak i widzowie określili go mianem legendarnego.

Pomysłodawcą i głównym organizatorem spektakularnego przedsięwzięcia, jakim okazał się trzygodzinny koncert Piwnicy pod Baranami przed wypełnioną do granic możliwości salą Teatru Osterwy, był wieloletni dyrektor Jazz Clubu Pod Filarami, Bogusław Dziekański. To dzięki jego staraniom widzowie mogli usłyszeć na żywo największe przeboje krakowskiego kabaretu, takie jak „Przychodzimy, odchodzimy", „Niebieska patelnia" czy „Dezyderata". Wyśpiewane przez artystów słowa słynnego hymnu Piwnicy: „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech" wywołały na widowni prawdziwą falę wzruszenia.

Gospodarzem wieczoru był Leszek Wójtowicz, którego charyzma i dowcip hipnotyzowały publiczność z niemal alchemiczną mocą. Odsłonił on przed słuchaczami karty historii Piwnicy pod Baranami. Wyjaśnił między innymi, dlaczego artyści dawniej zakradali się do jej siedziby przez okno, wzbudzając podejrzenia Urzędu Bezpieczeństwa, który za nic nie potrafił rozwiązać tej zagadki. Na wyjątkową podróż w czasie i przestrzeni złożyły się nie tylko anegdoty i (ułożone częściowo według chronologii towarzyszących im wydarzeń) piosenki, ale także projekcja filmu z pierwszej wizyty kabaretu w Gorzowie oraz wygrany na trąbce hejnał mariacki, który naprawdę przeniósł widzów na ulice Krakowa.

W programie koncertu zatytułowanego „Nieznośna lekkość bytu" znalazły się autorskie utwory, takie jak „Zapominam" Tamary Kalinowskiej czy „Póki Mamy Marzenia" Agaty Ślazyk, wykład „przyszłego doktora honoris causa" na temat użycia słowa na literę „k", odczyt rubryki „wiadomości ze świata" z gazety „Nowy Pompon" i występ iluzjonisty, potrafiącego dematerializować baloniki przy pomocy igły. Sceną Teatru nad Wartą zawładnęli zarówno ulubieńcy publiczności, należący do starszego pokolenia: Alosza Awdiejew, Tadeusz Kwinta i Mieczysław Święcicki, jak i uzdolnieni reprezentaci młodszych szeregów Piwnicy: Kamila Klimczak oraz – ostatni dandys dwudziestego pierwszego wieku – Maciej Półtorak. W pamięci odbiorców zapisał się także bardzo żywiołowy występ Beaty Czerneckiej z piosenką o Marii Rumianowej, która „ma 75 lat i nie chciałaby się już nigdy przeprowadzać". Brakowało jedynie wspaniałego Piotra Skryneckiego, ale – jak powtarzał Leszek Wójtowicz – jego duch unosił się pośród ścian Teatru Osterwy.

Publiczność, która na przyjazd Piwnicy pod Baranami musiała czekać aż dwadzieścia lat, nie chciała rozstać się z artystami nawet po trzygodzinnym występie. Po koncercie w teatrze wielu słuchaczy przeniosło się wraz z Piwniczanami do Jazz Clubu, by razem z nimi posłuchać młodych gorzowskich jazzmanów i wieść kuluarowe rozmowy. Pozostaje nadzieja, że po takim wieczorze, na następną wizytę Piwnicy w Gorzowie nie trzeba będzie czekać kolejnych dwudziestu lat.

Agnieszka Moroz
Dziennik Teatralny Szczecin
16 listopada 2015

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...