Powrót Madamy Butterfly

"Madama Butterfly" - reż. Henryk Konwiński - Opera Śląska w Bytomiu

"Madama Butterfly" to dzieło Pucciniego cieszące się niesłabnącą popularnością od chwili premiery (jeśli nie liczyć artystycznej klęski prapremiery w mediolańskiej La Scali, w 1904 roku), zawsze oczekiwane przez operową publiczność. Nie inaczej było w Operze Śląskiej w Bytomiu, która postanowiła wznowić po latach nieobecności w repertuarze to arcydzieło sztuki wokalnej

Jak zawsze "Madama Butterfly" wzbudza emocje, lecz dziś na pierwsze miejsce nie wysuwa się treść ujęta w werystyczny melodramat, lecz pełne napięcia oczekiwanie na piękne głosy wykonawców (zwłaszcza w tytułowej partii), którzy uniosą wyrafinowane arie wypełniające kolejne akty, a nadto potrafią sprostać aktorsko tej w gruncie rzeczy dość statycznej fabule. Najwięcej emocji wzbudzają więc wykonawcy głównych postaci: Cho-cho-san czyli Butterfly i Pinkertona. Przykłady znakomitych wykonań można mnożyć.

Na deskach Opery Śląskiej ta opera Pucciniego miała trzy premiery (1946, 1952, 1988) i zawsze w najznakomitszej obsadzie. Najlepsze głosy, a wśród nich m.in. Wiktoria Calma, Lesław Finze, Andrzej Hiolski, Maria Vardi, Maria Kunińska, Bogdan Paprocki, Natalia Stokowacka, Stanisława Marciniak, Zbigniew Platt, Sławomir Żerdzicki, Elżbieta Mazur, Gabriela Kściuczyk, Zofia Rogala, Jerzy Mechliński, także znakomite kierownictwo muzyczne (Jerzy Sil-lich, Bolesław Lewandowski, Jerzy Salwarowski) czy inscenizacja autorstwa Bolesława Fotygo-Folańskiego - prawdziwej legendy bytomskiej Opery, gwarantowały powodzenie wśród melomanów i wielbicieli dzieł Pucciniego.

Tegoroczne wznowienie okazało się kolejnym sukcesem. Wystawiając tak znaną operę, jaką jest "Madama Butterfly", łatwo otrzeć się o kicz, o zgrane chwyty inscenizacyjne czy scenograficzne. Zawsze więc aktualne pozostaje pytanie o sposób prezentacji dzieła. Spektakl, którego kierownictwa muzycznego podjął się Piotr Warzecha, a inscenizacja i reżyseria została powierzona artyście tej miary co Henryk Konwiński, spełnił oczekiwania publiczności, która tłumnie tego wieczoru wypełniła widownię. Sukcesu dopełnił znakomity dobór wykonawców: niezrównana w partii tytułowej Ewa Biegas stworzyła - zarówno pod względem wokalnym jak i aktorskim piękną postać tytułowej Butterfly. Przekonująca, dynamiczna, tragiczna a zarazem pełna liryzmu postać Butterfly wzruszała, dając poczucie autentyzmu przeżywanych sytuacji. Biegas znakomicie wyśpiewała dramat gejszy, lokując ją tym samym w rzędzie najlepszych wykonań bytomskiej sceny. Towarzyszący Ewie Biegas Wasyl Grokholsky w partii Ewa Biegas (Butterfly) i Wasyl Grokholsky (Pinkerton) w jednej z najpiękniejszych scen najnowszej inscenizacji "Madamy Butterfly " w Operze Śląskiej.

Pinkertona okazał się znakomitym partnerem. Ze swoją aparycją amanta, świetnym głosem i wyczuciem gry aktorskiej stworzył wraz z odtwórczynią partii Butterfly rewelacyjny duet. W ich wykonaniu wspaniale zabrzmiał jeden z najpiękniejszych duetów w światowej literaturze - Bimba degli occhi. Chciałoby się częściej słuchać i oglądać tak znakomite wykonania.

Właściwie każda z postaci tego spektaklu zasługuje na uwagę: Magdalena Spytek w roli Suzuki, Stanisław Kuflyuk jako Konsul, Zbigniew Wunsch - Bonzo, Feliks Widera Góro czy jako Yamadori Włodzimierz Skalski. Także w następnych spektaklach zwrócili uwagę śpiewem i aktorstwem Hanna Wiśniewska Schop-pa - Butterfly, Maciej Komandera - Pinkerton i Włodzimierz Skalski - Sharpless.

W spektaklu wyczuwalna jest ręka reżysera - Henryka Konwińskiego, który z właściwą sobie subtelnością, a przy tym ogromną precyzją, prowadził solistów - aktorów po kameralnie zaaranżowanym wnętrzu japońskiego domu. Bez przesadnych gestów (chociaż wyróżniają one Chocho-san jako niedawną gejszę), bez uzewnętrzniania emocji, stworzył spektakl bardzo osobisty, wyciszony. Wyczuwało się w nim ulotność motyla jego kruchość, niepowtarzalność, trwające zaledwie chwilę piękno. Narastające z aktu na akt napięcie przełamywane było chwilami wyciszenia, spokoju, podkreślanego przez wzorowo użyte światło, jego natężenie i kolorystykę.

Motywom japońskim, które Puccini świadomie cytował w swoim dziele, odpowiadały elementy scenografii, której autorem był Jan Bernaś. To twórca, który posiada niebywałe wyczucie sceny, a jego projekty - funkcjonalne, nienachalne i dopełniające całości - zawsze są potwierdzeniem najwyższego kunsztu tego artysty. Przy pomocy symbolicznych elementów, współgrających ze światłem, wyczarował niepowtarzalny klimat i nastrój poszczególnych aktów. W tym spektaklu światło odgrywa ogromną rolę - wydobywa postać Butterfly z tła, nadaje jej indywidualny rys, kieruje uwagą widza, wtóruje scenom miłosnym i dramatycznym. Jest niemym bohaterem tego widowiska. Wystarczy przywołać scenę 5 z I aktu, kiedy po pełnej przerażenią scenie, w której goście w popłochu opuszczają wzgórze, a a Butterfly i Pinkerton zostają (2 nareszcie sami, mogąc cieszyć się swoją miłością. Ufna Butterfly nie wie, że to tylko ulotna chwila, kaprys amerykańskiego porucznika marynarki. Światło koloru nocy, cienie ich dwojga rzucane na pergaminowe drzwi domu, są niczym arabeski na japońskich obrazach. Jest też w II akcie niezwykła scena całonocnego czuwania Butterfly, jej służącej Suzuki i maleńkiego syna na oczekiwany od lat powrót Pinkertona - męża i ojca. Zapadł zmierzch, na dworze snuje się siwa mgła, unosząca opary znad odległego morza. Majaczące na horyzoncie światło ledwo oświetla postać Cho-cho-san. Wstające o świcie słońce przenika nie tylko zakamarki domu, ale rozbudza na nowo uczucia pięknej Butterfly.

To znakomicie skomponowane obrazy pełne ciepła, matczynej czułości, niewinności śpiącego dziecka, namiętności związanej z nadzieją spełnienia tego najważniejszego - powrotu ukochanego. Kiedy następuje najgorsze - Butterfly ma oddać syna nowo poślubionej żonie Amerykanina, śmierć mimo swego dramatyzmu - też jest pełna intymności i pozornego spokoju wypływa bowiem z rytuału, niemożności innego postępowania z całą konsekwencją tego czynu. Butterfly popełniając harakiri jest jak motyl przekłuty szpilką dla zachowania na zawsze jego piękna - o tym zwyczaju w odległej amerykańskiej kulturze opowiadała Butterfly swej służącej Suzuki.

Wszystkie - te wielkie sceny jak i poszczególne epizody zostały znakomicie zagospodarowane przez twórców spektaklu. Wspomnieć należy też o scenach zbiorowych z udziałem chóru, który stanął na wysokości zadania. Tak zaprezentowany spektakl z pewnością spełnił oczekiwania uczestników przedstawienia.

Wiesława Konopelska
Śląsk
28 maja 2011

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia