Powściągliwi tylko powierzchownie

"Bóg mordu" - reż. Henryk Adamek - Teatr Śląski w Katowicach

"Słownik języka polskiego" w jednym rzędzie stawia takie wyrażenia, jak powściągliwość, panowanie nad sobą, umiar czy opanowanie. Katowicki "Bóg mordu" pokazuje, że to nie tylko cechy charakteru, czy elementy składowe dobrego wychowania, ale również formy ochrony przed nami samymi. W sztuce, w której pada oskarżenie o "powierzchowną powściągliwość", bardzo szybko rozpętuje się prawdziwe piekło.

Konflikt rozgrywa się pomiędzy czterema postaciami – Veronique i Michelem oraz  Annette i Alainem. Te dwa  nieźle sytuowane i kulturalne małżeństwa spotykają się z powodu sprzeczki dwóch chłopców – Frederika i Daniela – która poskutkowała uszkodzeniem zębów jednego z nich.  Atmosfera kurtuazyjnej wizyty, mającej na celu szybkie i sprawne dojście do kompromisu, niepostrzeżenie jednak pryska. Inicjatywę przejmuje tytułowy bóg mordu.

Bohaterowie odrzucają wszystko to, co, wydawałoby się, krępuje nas i ogranicza. Stopniowo zapominają o wyuczonych schematach, konwenansach czy poprawności politycznej. „Bóg mordu” jednak nie tylko odsłania te mechanizmy kulturowe, ale również pokazuje, przed czym nas chronią. Wolność bywa wartością tylko na papierze – w realnym życiu okazuje się powodem, dla którego zwykłe spotkanie może przeobrazić się w najgorsze chwile w życiu. Poszanowanie bliźniego staje się pojęciem tak samo wiarygodnym, jak zawieszony nad sceną „kryształowy” żyrandol sterowany pilotem.

Nie oznacza to jednak, że katowicka realizacja sztuki Jasminy Rezy jest spektaklem ponurym. Henryk Adamek – reżyser przedstawienia – nie ruguje z niego elementów komediowych. Gromadzące się wokół postaci napięcie musi przecież od czasu do czasu odnaleźć swoje ujście – dzieje się tak, zgodnie z koncepcjami większości teoretyków, przez śmiech. 

Nieodparcie zabawny jest bowiem Alain ze swoim telefonem komórkowym, zabawne wydają się celne riposty Michela. Jest to jednak gorzki śmiech. Mamy wszak świadomość, że to, co bawi na scenie, w życiu bywa co najmniej irytujące, a przecież postaci te zbudowane zostały właśnie na „życiowym” doświadczeniu. Jak u Gogola, w gruncie rzeczy śmiejemy się z samych siebie.

Ogromną  zaletą katowickiego spektaklu jest znakomite aktorstwo. W postać  Veronique wciela się rewelacyjna Barbara Lubos-Święs, w postać  Annette – Violetta Smolińska. Partneruje im Grzegorz Przybył jako Alain i Andrzej Warcaba roli Michela. Potrafią oni wytworzyć na scenie prawdziwe napięcie związane z nawarstwianiem się codziennych przykrości i stłumionych żalów.

„Bóg mordu” to obecnie jedna z najbardziej znanych sztuk Jasminy Rezy. Ma ją w swoim repertuarze znaczna liczba polskich teatrów, do kin weszła za sprawą „Rzezi” Romana Polańskiego.  W realizacji katowickiego Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego spektakl ten przestaje być niezobowiązującą komedią opartą na sprzeczce dwóch małżeństw, lecz zmierza w kierunku przejmującej diagnozy społecznej. Pozostawia nas z natarczywym pytaniem o to, jak można dalej żyć po  przejściach, których dostarczyć może jedno niegroźne (w założeniu) spotkanie. Oraz czy (i po co?) możemy jeszcze być sobą?

Barbara Englender
Dziennik Teatralny Katowice
6 marca 2012

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia