Pożądanie, miłość i śmierć

"Turandot" – reż. Marek Weiss – Opera i Filharmonia Podlaska

Toksyczne związki są trendy. Opowieści, w których on szuka w kobiecie ideału, a ona odpowiada na owo uczucie zniszczeniem, cieszą się wielkim zainteresowaniem wśród artystów. Jednak Giacomo Puccini wykonał w swojej „Turandot" sekcję fatalnego uczucia w sposób arcymistrzowski. Teraz po niemal wieku od premiery, losy chińskiej księżniczki i tatarskiego księcia można śledzić na deskach Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Za reżyserię odpowiada Marek Weiss, który z inscenizacją „Turandot" zmierzył się po raz trzeci.

„Turandot" wystawiana na deskach Opery i Filharmonii Podlaskiej jest próbą odpowiedzi na to, co prowadzi ludzi do fatalnego zauroczenia i w jaki sposób odbija się owo uczucie na otoczeniu. Kalaf (Tomasz Kuk), tatarski książę , widząc okrucieństwo chińskiej księżniczki Turandot (Wioletta Chodowicz), wpada w wielkie kłopoty. Z jednej strony przeklina władczynię, z drugiej zaczyna wielbić jej kobiecość. Choć wszyscy wokół przestrzegają księcia przed decyzją, ten bije w gong – by usłyszeć treść trzech zagadek. Ich rozwiązanie zagwarantuje mu poślubienie okrutnej księżniczki. Gdy nie udzieli odpowiedzi, straci życie.

W tym miejscu należy zastanowić się nad motywacją działań Kalafa. Z jednej strony, można przypisać mu archetyp romantycznego kochanka, który od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Turandot. Tworzy w swoim umyśle wyimaginowany wizerunek kobiety doskonałej i robi wszystko, by tę ułudę utrzymać, a nawet i zdobyć w rzeczywistości. Z drugiej, dostrzegam konieczność przypisania mu skłonności sadystycznych. Bowiem moment egzekucji innego amanta Turandot jest chwilą pojawienia się zauroczenia u Kalafa. Przelana krew i widok atrakcyjnej kobiety wyzwalają w tatarskim księciu pożądanie cielesne Turandot.

Potwierdzeniem upodobań sadystycznych bohatera jest też jego reakcja po rozwiązaniu zagadek. Kalaf proponuje Turandot kolejną nietypową zabawę. Chińska władczyni ma odkryć jego imię, nieznane do tej pory jej oraz żadnemu z jej podwładnych. Jakby na to nie patrzeć jest to kontynuowanie niebezpiecznej gry rozpoczętej przez kobietę, umyślne igranie ze śmiercią, mające na celu tylko podsycenie napięcia seksualnego.

Mówiąc o pożądaniu warto przyjrzeć się dwóm innym postaciom występującym w opowieści. Pierwszą jest Turandot, a drugą służąca Liu. Stanowią swoje przeciwstawieństwa, jednak obie są ważne w dyskusji na temat miłości oraz kobiecości.

Turandot została pokazana na scenie Opery i Filharmonii Podlaskiej w podwójnej postaci. Widz widzi dorosłą kobietę oraz dziewczynkę. Marek Weiss wyjaśnia ten zabieg jako chęć wyeksponowania efektów dojrzewania kobiety. Zdaniem reżysera, Turandot, przeobrażając się, musiała rozdwoić się na swoją niewinność (fundament moralny) i swoje doświadczenie życiowe. Jej niewinność uległa destrukcji, a doświadczenie życiowe to bagaż ciężkich doświadczeń. Należy przyznać rację artyście. Okrutność księżniczki jest zemstą za to, co spotkało jej przodkinię – została napadnięta i zabita z rąk barbarzyńskiego najeźdźcy. Właśnie dlatego Turandot poprzysięgła czystość i zemstę. Wspominane powyżej pożądanie, to chęć odwetu.

Tytułowa bohaterka wyzbywając się pozytywnych uczuć przypomina samicę modliszki, która pożera swoich partnerów. Oczywiście, pomiędzy nią a adoratorami nie ma aktów miłosnych. Jednak każdą chęć okazania uczucia, ta chińska femme fatale, niszczy śmiercią, jakby kolekcjonując życia zauroczonych mężczyzn.

Zupełnie inną kobiecość reprezentuje Liu. Jest to postać czysto romantyczna, wierząca w prawdę i skora do wszystkich poświęceń, ale też i wyróżniająca się z całej trójki odpowiedzialnością. W Chinach znalazła się z ojcem tatarskiego księcia, opiekując się nim, tylko dlatego, że kiedyś Kalaf uśmiechnął się do niej. Służąca darzy młodego mężczyznę prawdziwym, czystym uczuciem. Płynie ono z serca, prowadząc do zapłaty najwyższej ceny – Liu poświęca życie, by ratować Kalafa.

Liu pożąda Kalafa, ale daje mu wolną rękę do działań, nie zmusza do siebie. To wypływa z jej uczucia, ale jest też źródłem samodestrukcji.
Tu pojawia się pytanie, która z kobiecych postaw jest lepsza. Czy wyzbyć się uczuć i niszczyć w ramach odwetu, ale przetrwać? Czy iść za głosem serca i umrzeć w imię prawdy oraz swojego uczucia? Odpowiedź znajdą widzowie, którzy obejrzą „Turandot" w białostockiej operze.
Przedstawienie ogląda się jednym tchem. Dwie godziny upływają niepostrzeżenie. A to wszystko za sprawą ciężkiej pracy całego zespołu, współtworzącego „Turandot". Za scenografię i reżyserię świateł odpowiada Paweł Dobrzycki, choreografię i kostiumy Izadora Weiss, a kierownikiem chóru jest Violetta Bielecka. Warto również zwrócić uwagę na dwie inne grupy: Chór Dziecięcy oraz Tancerzy Białego Teatru Tańca. Słuchanie i oglądanie ich na scenie to czysta przyjemność.

Na koniec warto wspomnieć, iż „Turandot" wystawiana w Operze i Filharmonii Podlaskiej pozbawiona jest dopisanego przez Franca Alfana finału. Marek Weiss zadbał o to, by w czasie występu odbiorca usłyszał wyłącznie oryginalną muzykę Pucciniego.

Jakub Sosnowski
Dziennik Teatralny Białystok
20 grudnia 2018
Portrety
Marek Weiss

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia