Pożegnanie

Krystyna Królikiewicz (07.06.1921 - 03.08.2017)

W czwartek 3 sierpnia 2017, w godzinach wieczornych, zatelefonował do mnie Piotr Stelmaszak. Powiedział mi, że nasza wspólna przyjaciółka Krystyna Królikiewicz nie żyje.

Była wybitną aktorką i pedagogiem, wielką damą, piękną kobietą. Wychowana w kulcie i miłości do marszałka Józefa Piłsudskiego. Córką legendarnego majora Adama Królikiewicza. Wielką patriotką. Osobą głęboko wierzącą, zaprzyjaźnioną z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Osobą szlachetną i wrażliwą, znakomicie wychowaną.

Od dziecka marzyła o aktorstwie. W czasie okupacji chodziła do podziemnego PIST-u. W czasie powstania była łączniczką Armii Krajowej. Po wojnie znalazła się w Krakowie. Tam debiutowała na scenie w Starym Teatrze w roku 1945 rolą Stefci w "Teorii Einsteina" Antoniego Cwojdzińskiego, w reżyserii Juliusza Osterwy.

Nasza przyjaźń zaczęła się w roku 1946. Oboje znaleźliśmy się w zespole Państwowego Teatru Polskiego w Warszawie, zaangażowani przez dyrektora Arnolda Szyfmana. Oboje graliśmy w "Lilli Wenedzie" Juliusza Słowackiego w reżyserii Juliusza Osterwy, otwierając powojenne dzieje tego teatru. W teatrze tym Krysia spędziła lata 1946-1948. Grała znakomite role, między innymi Barbarę w sztuce Józefa Korzeniowskiego "Majątek albo imię" w reżyserii Arnolda Szyfmana i Wandzię w "Grubych rybach" Michała Bałuckieo, z legendarnym Ludwikiem Solskim.

Kolejne lata - 1949-1958 to Teatr imienia Stefana Jaracza w Łodzi za dyrekcji Iwo Galla i Teatr Powszechny za dyrekcji Jadwigi Chojnackiej. Jej wielkie role z tego okresu to przede wszystkim Maria Stuart w dramacie Juliusza Słowackiego. Wcześniej grała tę rolę w Gdyni w reżyserii Iwo Galla. Powtórzyła ją w Łodzi, odnosząc kolejny sukces. Następnie zagrała Pulcherię w "Domu otwartym" Michała Bałuckiego w reżyserii Leona Łuszczewskiego, Podstolinę w "Zemście" Aleksandra Fredry w reżyserii Iwo Galla, Jane w "Trzydziestu srebrnikach" Howarda Fasta w reżyserii Leona Łuszczewskiego, Elwirę w "Skąpcu" Moliera w reżyserii Stanisława Łapińskiego, Amelię w "Mazepie" Juliusza Słowackiego w reżyserii Jadwigi Chojnackiej i Szymenę w "Cydzie" Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Zbigniewa Koczanowicza. Potem wróciła do Warszawy. Związała się z Teatrem Ludowym i Teatrem Zbigniewa Sawana, działającym w sali garnizonu Wojska Polskiego w Alei Niepodległości. Przez dłuższy czas była wolnym strzelcem. Jeździła po Polsce z monodramami. Końcowe lata swojej działalności spędziła jako wielce ceniony pedagog w Szkole Muzycznej.

Była żoną Jana Harasimowicza, sekretarza Teatru imienia Stefana Jaracza w Łodzi. Matką aktora i jednego z najwybitniejszych scenarzystów, Cezarego Harasimowicza.

Nasza przyjaźń przetrwała lata. Jeździliśmy wspólnie na urlopy do Sopotu i spotykaliśmy się w każde Święta. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć.

Ostatni raz widziałem Krysię 7 czerwca b.r w dniu Jej 96 urodzin. Bardzo się cieszyła. Spędziliśmy razem kilka godzin, wspominając lata młodości.

Żegnaj Kochana Krysiu. Śpij spokojnie, nic Cię już nie boli. Będzie mi Ciebie brakowało.

Witold Sadowy
E-teatr
5 sierpnia 2017

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...