Pożegnanie (26.05.1949-09.07.2017)

Bernard Hanaoka

Był człowiekiem, który całym sobą pokazywał, że wielokulturowość to wartość. Że bycie kimś, w kogo żyłach płynie zmieszana krew wielu różnych narodowości, nie płynie zaś krew polska w niczym nie przeszkadza, by to właśnie Polskę obrać za swoją Ojczyznę. Bernard Hanaoka urodził się 26 maja 1949 roku jako syn Japończyka i Włoszki z włosko-niemieckiej rodziny. Był dzieckiem, gdy wraz z matką i ojczymem-Polakiem przyjechał nad Wisłę. I pozostał tu już na zawsze.

W powszechnej świadomości zapisał się przede wszystkim jako kreator mody. Obok m.in. Grażyny Hase i Jerzego Antkowiaka należał do grona najbardziej znanych polskich twórców modowego stylu. Twierdził, że zaczęło się to wszystko przypadkiem, gdy pomógł swojemu przyjacielowi Czesławowi Niemenowi w jedną noc uszyć spodnie na występ w Opolu, kiedy te, które dostarczyła Moda Polska okazały się być nieporozumieniem. Kilka dni po występie Niemena w białych spodniach z tkaniny żakardowej chodziło już pół Polski Gdy wkrótce po tym pierwszym sukcesie uszył kostium dla jadącej na festiwal filmowy w San Sebastian Poli Raksy - odciągnęła ona fotoreporterów od m.in. Elizabeth Tayor i Catherine Deneuve. Potem były kostiumy dla Zbigniewa Wodeckiego. A później sława, której zwieńczeniem były m.in. tak prestiżowe prace, jak projekty dla Polskiego Komitetu Olimpijskiego, udział przy projektowaniu mundurów polskiej policji i wiele, wiele innych.

Moda była drugą pasją Bernarda Hanaoki. Bo pierwszą był teatr. Jako aktor debiutował w wieku piętnastu lat na deskach Teatru Żydowskiego. Grał w tym teatrze w latach 1964-73 (pod nazwiskiem Bernard Ford), a więc w najbardziej niespokojnym okresie wydarzeń Marca'68. Jak sam wspominał w okresie antysemickich rozruchów w 1968 roku był właściwie spakowany i miał w ręku bilet do Australii, ale ostatecznie zdecydował się pozostać. Pracował pod kierunkiem aż trojga dyrektorów. Kolejno - Idy Kamińskiej, Juliusza Bergera i Szymona Szurmieja. Grał m.in. Sama w "Sure Szejndł" wg Józefa Latajnera (reż. Ida Kamińska), Beni-Bera w "Skarbie cesarza" Szolema Alejchema (reż. Juliusz Berger i Chewel Buzgan), Lejwi Icchoka w "Zielonych polach" Pereca Hirszbejna (reż. Szymon Szurmiej), Chunona w "Dybuku" An-skiego (reż. Chewel Buzgan) i Salomończyka Fajna w "Wielkiej wygranej" Szolema Alejchema (reż. Jakub Rotbaum). Odszedł z Teatru Żydowskiego, by studiować reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Jako reżyser debiutował "Fircykiem w zalotach" w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie. W późniejszych latach reżyserował także w teatrach Koszalina, Legnicy, Olsztyna, Opola, Tarnowa, Wałbrzycha i Zielonej Góry. A także w Teatrze Telewizji, gdzie w zrealizował przedstawienie "Mindowe" wg Słowackiego z Jerzym Zelnikiem w roli tytułowej i wielką Ireną Eichlerówną jako Rognedą. W wielu swoich realizacjach korzystał z doświadczeń Teatru Kabuki i Teatru No.

Nie wszyscy wiedzieli, że poza teatrem i modą miał trzecią wielką pasję, a była nią polityka i sprawy społeczne, zwłaszcza te warszawskie. Był działaczem koła Śródmieście stołecznej Platformy Obywatelskiej. Kimś, kto przywracał słowu "działacz" jego właściwe znaczenie. Bo Bernard Hanaoka nie opuszczał żadnego spotkania, żadnej akcji rozdawania ulotek czy zbierania podpisów. Choć z racji swojego doświadczenia, dorobku, pozycji - właśnie On mógłby nie przyjść, zostawić to młodszym i nikt nie miałby do Niego pretensji. Ale Bernard nie ograniczał swojej działalności politycznej jedynie do akcji agitacyjnych, czy "wyżywania się" podczas dyskusji. Uważnie słuchał swoich sąsiadów, a także obcokrajowców, z którymi miał stały kontakt. Obserwował miasto i wykorzystywał swoje bycie w polityce, by pomagać, upiększać, poprawiać i naprawiać. Wiele razy, gdy trwała jakaś rozgorączkowana dyskusja na temat "wielkiej polityki", Bernard zabierał głos i spokojnie, cierpliwie, konsekwentnie upominał się o sprawy niemedialne, niesensacyjne, nieskandaliczne, a po prostu przykre i uciążliwe dla warszawiaków lub przyjezdnych. Był kimś, dla kogo polityka naprawdę oznaczała działanie dla wspólnego dobra.

Śmierć Bernarda Hanaoki to wielka strata dla wielu środowisk. Dla teatru, w którym pracował nie tylko jako aktor i reżyser, ale także jako kostiumograf. Dla warszawskiej polityki i dla Warszawy w ogóle, bo Bernard był jednym z jej najciekawszych i najbarwniejszych mieszkańców. Wreszcie - dla świata mody, któremu Bernard Hanaoka poświęcił swój talent. To wielka strata dla całej polskiej kultury.

Rafał Dajbor
e-teatr
17 lipca 2017
Portrety
Bernard Hanaoka

Książka tygodnia

Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia