Poznać. Polubić. Powrócić

"Pan Tom buduje dom" - reż. Daniel Arbaczewski - Śląski Teatr Lalki i Aktora "Ateneum" w Katowicach

Najnajowe spektakle to coraz bardziej popularna forma teatralna przewidziana dla najmłodszych widzów. Nawet takich kilkumiesięcznych. Czytelny sygnał dla rodziców, kiedy pierwszy raz wybrać się z dzieckiem do teatru, bez obaw, że będzie przeszkadzało innym.

I nic to, że jest bardzo żywe, choć przecież taki przewidywalnie nieprzewidywalny widz w każdej chwili może zmodyfikować lub zdominować przebieg przedstawienia. Spektakle dla najnajów (jak się o nich mówi) przygotowywane są tak, by dostarczyć dziecku wielu bodźców w prosty i przyjazny sposób. Komunikując się kolorem, kształtem, dźwiękiem, ruchem, mimiką. Uwzględniając reakcje i percepcję małych widzów. Rolą aktorów jest skupić uwagę, nawiązać kontakt, elastycznie reagować i „zrobić wrażenie".

„Pan Tom buduje dom" w reżyserii Daniela Arbaczewskiego – najnowszy spektakl Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum – przygotowano stosując się do tych reguł. Na wstępie uwagę maluchów przykuwają kolorowe kostiumy aktorów i równie kolorowe, proste, bryłowe dekoracje. Katarzyna Prudło, Aleksandra Zawalska i Piotr Janiszewski robią dużo zamieszania budując tytułowy dom i szukając przeznaczenia dla poszczególnych jego elementów. Było nie było, to poważne zadanie do wykonania. Przypomina równie poważne budowy domów czy zamków w piaskownicy. Podobne, trudne do podjęcia decyzje, poprzedzone głębokim zastanowieniem i częstymi wahaniami. Do tego dochodzą, naturalne w takiej sytuacji, onomatopeiczne dźwięki kojarzone z wykonywaną czynnością lub też takie, które mają jej tylko towarzyszyć. Pomocna i intrygująca okazuje się maszyna do dźwięków przypominająca wyglądem pozostawione przez montera pudło z resztkami rur. Aktorzy panują nad tym, by zainteresować i sprowokować widza do aktywności, ale jednocześnie nie przemieszać zbytnio tych dwóch rzeczywistości, pozostawiając niezbędną spektaklowi odrębność.

Widownię usadzono z trzech stron sceny na poduszkach. Sądząc po ubiorze prawą i lewą stronę zdominowały najnajkobietki. Z jednej kilkunastomiesięczna pampersica zażarcie walczyła z mamą o możliwość wdarcia się na scenę i pełniejszego uczestnictwa w spektaklu. Wyrazy uznania dla mamy, która pozwalała i ograniczała z wyczuciem. Z drugiej strony dwulatka celnie komentująca przebieg wydarzeń i co rusz dociekliwe dopytująca: – Co oni robią? Pomiędzy – rząd poduszek z najnajmężczyznami. Ci reagowali mniej emocjonalnie, ale bardziej konkretnie. Rzeczowo pytając również: – Kiedy to się skończy? Za to dużo, dużo mniej powściągliwie uczestniczyli w drugiej części wieczoru, która przewiduje czas w przestrzeni przedstawienia wspólny dla widzów i wykonawców.

Kształt tego rodzaju przedstawień w dużej mierze uzależniony jest od widowni. Rozwija się i zmienia w oparciu o obserwację jej zachowań. Wydaje się, że spektakl premierowy trwał nieco za długo. Dzieci mocno skupiły się na tym, co działo się na scenie i w którymś momencie przyszło zmęczenie przeżyciami. Nie wszystkim starczyło sił, by w pełni uczestniczyć w drugiej części.

Cieszy, że katowickie „Lalki" wprowadziły na afisz pozycję dla najmłodszych, choć rzecz nie jest prosta, także ze względów finansowych, bo sprzedać taki spektakl jest znacznie trudniej. Nadzieja w tym, że „po mieście szybko się rozniesie" i widownia się zapełni.

Urszula Makselon
Dziennik Teatralny Katowice
27 stycznia 2018

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia