Praca albo śmierć

"Requiemaszyna" - reż. Marta Górnicka - Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego

Trzecia premiera CHÓRU (już nie KOBIET?) jest wyjątkowa z dwóch powodów. Po pierwsze, do grupy dołączyli panowie. Po drugie, nastąpiła znacząca zmiana tematu libretta. Dwa poprzednie spektakle przygotowane przez Martę Górnicką miały bardzo mocne feministyczne przesłanie. Chórzystki wyśpiewały, wyszeptywały, wykrzykiwały odważne treści dotyczące najpierw wtłaczania kobiet w wymyślone przez mężczyzn formy ("Tu mówi CHÓR"), a potem roli i miejsca kobiety nieustannie tworzonej przez dominującą w Polsce narrację Kościoła katolickiego ("Magnificat"). Tym razem chór, już mieszany, zajął się tematem, który dotyczy nas wszystkich, bez względu na płeć.

Bo niemal wszyscy - czy tego chcemy czy nie - jesteśmy skazani na skrajności w funkcjonowaniu w codziennej rzeczywistości ekonomicznej. Szczególnie obecnie, w czasach niekończącego się kryzysu. Albo jesteśmy bez pracy i martwimy się, za co zapłacić rachunki, albo pracę mamy, ale zasuwamy jak roboty, jak tryby w maszynie, od rana do nocy. Nie mamy czasu na nic, padamy na twarz, ale przestać nie możemy. Nie ma opcji zwolnienia tempa - wolni wypadają i nie mają na chleb. "Nie mam za co jeść i pić/ trzeba robić, aby żyć/ jak robota się nadarzy/ to przystanę do murarzy/ aby jeść i pić" - pisał Władysław Broniewski, którego genialne wiersze nabierają dzisiaj, w interpretacji CHÓRU, zupełnie nowego znaczenia. Kto by pomyślał, że twórczość czołowego poety rewolucyjnego, tak mocno zaangażowanego w budowanie w Polsce socjalistycznej utopii, mogą wrócić z wielką siłą w kapitalistycznej i wolnorynkowej do bólu Polsce.

Owa siła tekstów Broniewskiego jest przez CHÓR spotęgowana, bo drzemie w nim wielka moc, moc maszyny. "Bracie bierz do ręki kielnię/ napracujesz się rzetelnie" - słyszymy ze sceny, kiedy chórzyści wykonują swoje mechaniczne ruchy (świetna choreografia Anny Godowskiej). Pytanie czy chcemy tę kielnię rzeczywiście do ręki wziąć? Chyba nie bardzo. Mamy poczucie, jak tysiące ludzi na całym świecie, że coś tu jest nie tak, że nie budujemy tu żadnego wspólnego domu, że zaharowujemy się za grosze, a profity wędrują do kieszeni tych, co kielni w życiu w ręku nie mieli.

"Requiemaszyna" (jakże przewrotny tytuł, "requiem" znaczy przecież "odpoczynek") to donośny głos przeciwko społeczno-ekonomicznej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Rzeczywistości zero-jedynkowej. CHÓR przypomina nam o beznadziei sytuacji, w której jesteśmy. Robi to sprawnie i przekonująco, choć - trzeba przyznać - nie ma takiej siły jak CHÓR KOBIET.

Mike Urbaniak
panodkultury.wordpress.com
3 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia