Pranie mózgu

"Miny polskie" - reż. Mikołaj Grabowski - Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie

Słowa "polskość", "patriotyzm" i nieodłącznie z tym związana wiara katolicka na środowiska lewacko-liberalne działają niczym płachta na byka. Owym przysłowiowym bykiem jest tutaj teatr reagujący alergicznie na wspomniane słowa. Warto się zastanowić, jaka jest prawdziwa przyczyna takiej postawy. Bo mówienie, że to tylko taka prowokacja artystyczna, jest zamulaniem widzom mózgu.

Nie tak dawno Teatr Polski w Warszawie wystawił gniota (artystycznego i intelektualnego) zatytułowanego "Miny polskie" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, specjalisty od dyskredytowania właśnie polskości, dziejów naszej Ojczyzny, Kościoła katolickiego i przywiązania Polaków do patriotyzmu. A warto przypomnieć, że te wartości, silnie spajające nasz Naród, przez wieki budowały wspólnotę Polaków nawet wtedy, gdy nasza Ojczyzna została doszczętnie rozebrana przez zaborców i zniknęła z mapy świata na długie lata.

Dzisiaj teatr próbuje wpływać na kształt naszej pamięci historycznej, starając się wymazać prawdziwy wizerunek naszych dziejów ze świadomości społecznej. Zamiast prawdy historycznej mamy do czynienia z ideologią posługującą się fałszem, jak na przykład w spektaklu "Miny polskie". Tak więc nie jest ważna prawda historyczna, lecz to, kto realizuje przedstawienie i jaki światopogląd wyznaje. Poprawnościowy politycznie czy inny. A jakim światopoglądem odznaczają się środowiska artystyczne, twórcy teatralni? W większości lewicowo-liberalnym. Toteż nasze dzieje historyczne, zarówno dawne, jak i współczesne pokazywane są, interpretowane nie z punktu widzenia polskiej historiografii, lecz z punktu widzenia szalejącej dziś polityki poprawnościowej. Dlatego prezentowane na scenach teatralnych w Polsce nasze dzieje najczęściej są zakłamywane. Cel jest wciąż ten sam: zniszczyć polską pamięć historyczną, która jest nieodłącznie związana z polską tożsamością narodową. Krytykanci nie znoszą tego słowa. Powiadają: "to uporczywe trzymanie się tożsamości narodowej sytuuje Polskę gdzieś na marginesie cywilizacji itd.".

Mikołaj Grabowski pewnie liczył na to, że jego "Miny polskie" zostaną nagrodzone burzliwymi oklaskami i że publiczność nie pozwoli aktorom zejść ze sceny. Publiczność pozwoliła, bo nuda, miernota i bełkot płynący ze sceny był już nie do wytrzymania. Toteż po zakończeniu spektaklu widzowie czym prędzej wyrywali się do szatni. Spektakl mógłby być nawet interesujący ze względu na zestaw wybitnych polskich autorów i ich wielkich dzieł wykorzystanych w scenariuszu: "Wyzwolenie" i "Legion" Wyspiańskiego, "Dzienniki", "Operetka", "Ferdydurke" i "Ślub" Gombrowicza, "Opis obyczajów" ks. Kitowicza, "Pamiątki Soplicy" Rzewuskiego, "Mimika" Bogusławskiego. Tyle tylko, że wyrwane z tych wybitnych dzieł fragmenty, wyjęte z kontekstu i wrzucone do jednego wora, tworzą jakiś niestrawny koktajl, który niczego nie wnosi. Intencje autorskie zawarte w tych dziełach, ich wymowa i przesłanie pochodzące od autorów tu nie istnieją. Silna ingerencja twórców spektaklu w tkankę utworu spowodowała, iż te wyrwane fragmenty zostały pozbawione znaczenia nadanego im przez autorów tych dzieł. Ponadto karykatura Konrada z "Wyzwolenia", ogrywanie krzyża Chrystusowego (a to szydzenie, a to ośmieszanie, a to straszenie nim), który ma tu symbolizować jakoby prymitywizm Polaków "zaczadzonych" religią (słynne opium dla ludu), porównanie zachowania szlachty do zapijaczonych kloszardów sypiających pod śmietnikiem itd. itd. Brak słów. I właśnie tym żenującym spektaklem: marnym artystycznie, nieudolnym, nieporadnym reżysersko, fatalnie zagranym, pustym intelektualnie, mającym za jedyny cel zdyskredytowanie polskości, ośmieszenie naszego patriotyzmu, wiary katolickiej i nachalną aktualizację Teatr Polski w Warszawie będący pod opieką ministerstwa kultury rozpoczął obchody świętowania stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Dodajmy, iż spektakl jest dofinansowany ze środków samorządu województwa mazowieckiego. Czy warto było wydawać pieniądze na taką miernotę?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
19 marca 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia