Prawda o teatrze

„Komedianci" - reż. Mikołaj Grabowski - Teatr Polski w Szczecinie

Co się może zdarzyć, jeśli "ludzie teatru" różnej maści niespodziewanie spotkają się na scenie? Może się zdarzyć chaos. Ale może też się zdarzyć coś bardzo ludzkiego, pełnego emocji, tych pozytywnych i tych negatywnych. Emocji miotających aktorami, reżyserami, kompozytorami... W końcu "ludzie teatru" to po prostu ludzie.

„Teatr nie jest po to, by opowiadać o tym, co zdarzyło się naprawdę. O tym, co zdarzyło się naprawdę opowie najlepiej samo wydarzenie. Teatr jest po to, aby opowiedzieć prawdę o teatrze, o możliwościach człowieka, który stworzył teatr, który ten teatr ciągle tworzy i zmienia, który żyje w teatrze, dla teatru, z powodu teatru" – rozważa jedna z postaci spektaklu Komedianci, który w Teatrze Polskim wyreżyserował Mikołaj Grabowski, specjalista od twórczości Bogusława Schaeffera.

Reżyser teatralny i aktor, który wielokrotnie grał w utworach Schaeffera, wpadł na iście fantazyjny pomysł, żeby połączyć trzy utwory tego autora (Próby, Scenariusz dla trzech aktorów, Kwartet dla czterech aktorów) i przyglądać się, co z tego wyniknie. Otóż wynikła z tego szalona jazda bez trzymanki, która z minuty na minutę rozwijała tempo... aż do śmierci bohaterów. Scenicznej na szczęście.

Mikołaj Grabowski w wywiadzie tuż przed premierą mówił o tym, że Bogusław Schaeffer pozwolił mu do woli bawić się jego tekstami, dlatego po latach wystawiania trzech jego sztuk osobno, postanowił je połączyć. Mamy więc na scenie towrzystwo teatralne w różnych konfiguracjach. W pierwszej części przedstawienia poznajemy ich z osobna - fragmenty poszczególnych sztuk się przeplatają, na czym traci trochę dynamika spektaklu, ale już w drugiej części, kiedy wszyscy na siebie wpadają i zaczynają tworzyć coś w rodzaju wspólnoty teatralnej, przedstawienie zdecydowanie zyskuje na dynamice, a potyczki słowne bohaterów iskrzą dowcipem i nadają właściwe tempo, którego apogeum osiąga dwójka - Michał Janicki jako Reżyser i Piotr Bumaj jako Aktor, kiedy ten ostatni przeczołguje się ze sceny przez widownię wygłaszając tekst dramatu dopingowany przez Reżysera. Scena absolutna perełka.

Mikołaj Grabowski w tym samym wywiadzie, o którym mowa wyżej, mówił również, że królem sceny jest aktor. Że wystarczą mu dwa krzesła bez większych dekoracji i aktorzy, którzy staną na wysokości zadania. Co prawda w tym spektaklu reżyser pokusił się o więcej niż dwa krzesła, a do tego w ostatniej scenie na bogato - ze świecami i postumentami pod te świece (a nawet projekcje wideo w jednej ze scen), ale rzeczywiście postawił na aktorów. To oni skupiali na sobie uwagę od początku do końca. I dobrze ich poprowadził. Nikt nie zagrał pod siebie, byli zespołem, których jednoczy wspólny cel - dobre przedstawienie.

Akotrzy są artystami, ale są też ludźmi, więc mają swoje ambicje, swoje marzenia o wielkiej karierze, swoje rozczarowania z powodu braku tejże kariery albo znikomości tejże kariery. Mają swoje żale do świata o niesprawiedliwe traktowanie, o niedocenianie talentu, o niepowierzanie ważnych ról. Żale te wykrzykują do siebie nawzajem, do reżysera, do publiczności. Trochę nas tym bawią, ale też jest nam ich żal, bo widzimy w nich siebie. My też mamy swoje marzenia, spełnione lub niespełnione, i też jesteśmy czasami rozgoryczeni, że nikt nas nie wspiera w ich realizacji, że nikt nas nie docenia, nikt nas nie rozumie.

W teatrze, jak w każdej firmie, w której nie mamy wpływu na towarzystwo, w jakim się obracamy, relacje międzyludzkie przybierają najróżniejsze formy. Od sympatii do nienawiści. Czymże wobec tego teatr się różni od życia? W zasadzie niczym. Przynajmniej na próbach, bo na scenie aktorzy mogą sobie przez chwilę pobyć kimś innym, poczuć swoją wielkość, uwielbienie publiczności, ale co potem? To samo, co u innych śmiertelników.

Tylko że aktor nie chce być zwykłym śmiertelnikiem. Chce być podziwianym artystą, więc mówi o sobie. Mówi nawet wtedy, kiedy nikt nie słucha. Dobrze to pokazują sceny kwartetu, kiedy cztery panie opowiadają sobie, co im się ostatnio przydarzyło. Każda mówi, żadna nie słucha. Taka aktorska przypadłość.
Każdy chce być najlepszy albo przynajmniej dobry. Taka aktorska przypadłość. Kiedy bohaterowie sztuki już nie potrafią nikogo przekonać, że są najlepsi albo przynajmniej dobrzy, wyjmują swoje stare recenzje i czytają fragmenty na swój temat. Szczyt desperacji, który wzbudza śmiech na widowni, ale czy to takie naprawdę bardzo śmieszne? Trochę nam jednak ich żal.

Zespół Teatru Polskiego nie miał łatwego zadania. Tym bardziej należą się mu wyrazy uznania za grę aktorską. Zagranie tych iskrzących się zabawnymi tekstami dialogów - raz na spokojnie, raz szybko - tworzenie pozornego chaosu, przekrzykiwanie się przy dobrej dykcji, która umożliwia zrozumienie wypowiadanych słów (a dykcja w dzisiejszych czasach, szczególnie w przypadku młodszego pokolenia aktorskiego, to nie taka oczywista sprawa), emocje temu towarzyszące, wymagało talentu i pracy. A może nawet pracy i talentu, w tej kolejności.

I jeszcze mała dygresja. Piotr Bumaj przeczytał fragment mojej recenzji sprzed około 10 lat, w której pada tekst: "Wszyscy mówili o jego dupie". Historia tego tekstu jest długa i nie ma sesnu jej przytaczać, grunt, że widownia się ubawiła. Ale po spektaklu jedna widzka mi powiedziała, że po Komediantach, w których w pewnym momencie aktor paraduje w XVI-wiecznych szortach, wszyscy będą mówić o jego nogach. No naprawdę mówili. Nie ma wstydu. Nogi całkiem do rzeczy. Chociaż myślę, że wszyscy bardziej zapamiętają czołganie po widzach. Koniec dygresji.
Komedianci byli pierwszą premierą zagraną na dawnej scenie głównej, która obecnie nosi nazwę Sceny im. Jana Banuchy, wybitnego scenografa, który przez lata współpracował ze szczecińskim teatrem.

Ten wieczór był bogaty w wydarzenia. 50-lecie pracy artystycznej obchodziła Lidia Jeziorska, aktorka Teatru Polskiego, która po spektaklu otrzymała ogromny bukiet kwiatów od kolegów oraz dyrektora Adama Opatowicza.

Natomiast w górnym foyer w starej części przy Scenie im. Jana Banuchy otwarto wystawę zdjęć aktorów, którzy występowali w Teatrze Polskim w Szczecinie, m.in. Andrzeja Kopiczyńskiego, Ryszarda Pietruskiego, Romana Kłosowskiego, Jacka Polaczka i wielu innych.

Obsada: Olga Adamska, Dorota Chrulska, Lidia Jeziorska, Katarzyna Sadowska, Adrianna Szymańska, Marta Uszko, Piotr Bumaj, Adam Dzieciniak, Michał Janicki, Sławomir Kołakowski, Dariusz Majchrzak i Jacek Piotrowski.
Reżyseria, scenografia, opracowanie muzyczne: Mikołaj Grabowski, asystent reżysera: Katarzyna Sadowska, reżyseria świateł: Michał Grabowski, asystent scenografa: Daria Friedrich, zdjęcia: Włodzimierz Piątek, plakat: Andrzej Mleczko.
Premiera 26 sierpnia 2023.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
29 sierpnia 2023

Książka tygodnia

Teatr bliskiego kontaktu
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Katarzyna Kalinowska, Katarzyna Kułakowska, Emilia Zimnica-Kuzioła, Ewelina Wejbert-Wąsiewicz

Trailer tygodnia