Prawdziwe ofiary wojny

"Wojownik" - reż. Grzegorz Bral - Teatr Pieśń Kozła

Bogowie rzucający ludzi w objęcia śmierci, rytualne mordy, ludzkie tragedie, dzieciobójstwo, upokorzenie, legenda, która przetrwała wieki, herosi, półbogowie, zwycięzcy, pięć kobiet i jedna wojna na śmierć i życie - „Wojownik" Teatru Pieśni Kozła.

Adaptacja „Trojanek‟ Eurypidesa przeniesiona na scenę przez Grzegorza Brala to przedstawienie przemyślane, spójne i domknięte. Formalnie wręcz klasyczne, o przejrzystej, pięcioaktowej strukturze. Opatrzone komentarzami dotyczącymi poszczególnych odsłon wygłaszanymi na żywo przez reżysera, przedstawia historię wojny trojańskiej przez pryzmat dramatów uczestniczących w niej kobiet.

Spektakl opiera się przede wszystkim na muzyce. Polifoniczność i wielogłosowość nadaje mu rytm, wyznacza wyraźne kontrapunkty, buduje napięcie. Równie ważne miejsce zajmuje w nim jednak słowo mówione, obraz i gra światłocieni. W jednej ze scen sprawnie wykorzystane zostały projekcje wideo, w których sceny egzekucji więźniów przeplatają się z reporterskimi ujęciami z linii frontu i animacjami o śmierci. Oprócz starannie dobranych, stylizowanych kostiumów, w warstwie wizualnej wyróżnia się również wspomniana gra światłocieni. Przestrzenną scenę Piekarnii, której domknięcie stanowi surowy, prosty mur, wypełniają podczas spektaklu zarówno aktorzy jak i rzucane przez nich długie, podwójne cienie. Efekt wzmacnia ciepłe, punktowo pulsujące światło, uderzające widza w kulminacyjnych momentach.

Rytm i budowane z wyczuciem napięcie - to najistotniejsze z przymiotów „Wojownika‟. To dzięki nim zostają zręcznie wyeksponowane walory głosowe (elektryzująca pieśń Heleny) i muzyczne spektaklu (popisowe staccato na wiolonczeli do monologu Kasandry czy zwieńczenia fraz na podwieszonych przy suficie dzwonach rurowych).

Prostotą zachwyca też scena, w której Helena stąpa ostrożnie bosymi stopami między roztrzaskanymi złotymi jabłkami, wypełniającymi jeszcze przed chwilą po brzegi wielki, wiklinowy kosz. Uderza tableau z wijącą się z rozpaczy Andromachą, której niemowlę zostało zrzucone przez barbarzyńskich Greków z murów zamku. Jej wątłe ciało jest szarpane w rytm bębnów, w które z pasją i szałem godnym bezdusznych najeźdźców uderzają miarowo mężczyźni. Obok Andromachy w konwulsjach kuli się matka Parysa, zbolała, łysa, zapłakana Hekabe, oskarżana i lżona przez żonę Hektora chwilę wcześniej i jej córka Kasandra - krew z krwi, kość z kości, ostatnia ocalała z jej potomstwa, która w późniejszej odsłonie posłuży do zobrazowania odwiecznego mariażu Erosa z Tanatosem.

Całość wieńczy ruchomy obraz, w którym Hekabe, Andromacha, Helena, Kasandra, Poliksena i bogini Atena siedzą w równym rzędzie z przodu sceny, a Menelaos wycofany w głąb rozkłada szeroko ręce. Wokół niego stoją mężczyźni dmący miarowo w instrumenty przypominające ligawki o zakończeniach rzeźbionych na kształt smoczych głów. Rozpaczliwy, wysoki krzyk kobiet zlewa się z głębokim, złowieszczym odgłosem trombit tak bardzo tutaj kojarzących się z wojną. Mężczyźni i ich instrumenty pełnią funkcję żywych przekaźników. Ciało Menelaosa przywodzi na myśl olbrzymiego golema ładującego swoje siły witalne energią płynącą z krzyków zbolałych, zrozpaczonych kobiet - prawdziwych ofiar wojny.

Tych, które opłacają tryumfy wojowników swoją godnością, ciałem, łzami, swą nadzieją, wiarą w człowieka, a w końcu swoim życiem.

Marta Tomaszek
Dziennik Teatralny Wrocław
23 listopada 2019
Portrety
Grzegorz Bral

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia