Prawo do szaleństwa

"Historie Petra Zelenki" - reż: P. Sieklucki - Teatr Nowy w Krakowie

"Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" najbardziej chyba znane są pod swoją filmową postacią, którą nadał im sam autor. Należy jednak pamiętać, że napisane były dla teatru.

Epizodycznie konstruowana akcja, która niczym kalejdoskop oddaje absurdalny rytm pozornie zwykłych dni, kameralne, intymne sceny, bardzo wyraziście zarysowane postacie – wszystko to znajduje swoje miejsce w scenicznym idiomie, ale na teatralnych deskach otrzymuje dodatkowego dystansu, nie jestem pewna, czy preferowanego przez autora. Ekran kinowy paradoksalnie urealnia pokazywaną fabułę, dzięki czemu ów absurd zyskuje na sile: nie ma obawy przed „zagotowaniem się” któregoś z aktorów, ich cielesność w takiej odległości nie narzuca swojej obecności, nie rozprasza. Pomimo tego, że nie mamy przed sobą żywego aktora, interpretującego postać na naszych oczach, uznajemy za bardziej realne jego ekranowe wcielenie. 

Główny bohater z uporem maniaka będzie chciał odzyskać swoją Janę, ale uwikłany w szereg absurdalnych sytuacji będzie do niej szedł okrężną drogą. Jego rodzice, zamknięci w ciasnym pudełku własnego wyobrażenia o domu, rodzinie, nie będą mogli znaleźć z nim wspólnego języka, który zawiązało im na supełek uparte dążenie do normalności, pożerającej w końcu swoje własne dzieci. Tę fabułę znałam już od samego Zelenki. Co zatem na deskach Teatru na Gazowej było nowego?

Niewielka scena podzielona została właściwie na dwie części. Nad jedną z nich dominował biały ekran, ukazujący zarejestrowane monologi rodziców Piotra, głównego bohatera (Iwona Bielska i Edward Linde-Lubaszenko), swoista trybuna i ich sceniczne uobecnienie, unaoczniające brak jakiejkolwiek przestrzeni porozumienia i kontaktu między nimi. Pod ekranem niewielka zielona ławka, unieruchamiająca postacie w scenach „trójkowych”. Z drugiej strony niewielki stolik z dwoma krzesłami, za nim wielka szafa. Jesteśmy w domu Piotra. To tu toczą się jego pseudo-rozmowy z rodzicami, to tutaj spotyka się z Muchą, przyjacielem od kieliszka, tutaj obserwuje miłosne igraszki sąsiadów, którzy tylko w ten sposób są w stanie osiągnąć pełnię szczęścia.

Chyba największy potencjał wnosiły ze sobą postacie drugiego planu. W pierwszym rzędzie ekscentryczny przyjaciel Piotra, Jan Mucha w wykonaniu Adama Szarka, który na swój sepleniący sposób stworzył wybuchową mieszankę determinacji i bezradności zarazem, którą doprawiał groteskowymi wyznaniami na temat swojej kreatywności przy powielaniu onanowego grzechu. Na uwagę zasługuje także para specyficznych sąsiadów (Marzena Ciuła i Andrzej Rozmus), szukających dość niekonwencjonalnych okoliczności przyrody sprzyjających miłości.

Niezwykła opowieść Petra Zelenki od sceny wymaga o wiele więcej niż od kinowego ekranu. Chyba największą pułapką tej opowieści jest dosłowność, w którą wpadają w pewnym sensie twórcy spektaklu Historie Petra Zelenki: całe przedstawienie udowadniają, że każdy ma prawo do szaleństwa, ale kiedy na końcu mówią o tym wprost (gdyby przypadkiem ktoś jeszcze tego nie zauważył), dokładnie tymi słowami, miłośnik Zelenki chwyta się za głowę.

Magdalena Talar
Dziennik Teatralny Kraków
21 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia