Premiera "Damy pikowej" w Teatrze Wielkim

"Dama Pikowa" - reż: Mariusz Treliński - Teatr Wielki w Łodzi

Podobnie, jak realizacja "Makbeta" w dramacie, ma nieść ze sobą katastrofy, choroby artystów, zmianę dyrekcji placówek, które odważą się ten tytuł wystawić.

W Teatrze Wielkim w Łodzi groźba do pewnego stopnia się spełniła... 

Od chwili, gdy ogłoszono, że Mariusz Treliński, topowy obecnie reżyser operowy, po raz pierwszy będzie pracował na łódzkiej scenie, oczekiwano wydarzenia. Nastroje rozbudzały zapowiedzi bardzo medialnego zestawu solistów zaproszonych do łódzkiej "Damy pikowej". A potem zaczęło się dziać. 

Początkowo w partiii Hrabiny miała wystąpić Małgorzata Walewska. Jednak z powodu problemów z sercem znalazła się w szpitalu. Zastąpiła ją Elena Sommer, pierwsza solistka Teatru Maryjskiego w Petersburgu. Kiedy potwierdziła swój przyjazd, drugi obok Krzysztofa Bednarka odtwórca roli Hermana złamał nogę.

Z powodu żałoby narodowej premiera nie mogła się odbyć w piątek 16 kwietnia i została przełożona na niedzielę 18. Później żałobę narodową przedłużono i okazało się, że jedyne możliwy termin przedstawienia to miniony wtorek.

Wtedy okazało się, że Krzysztof Bednarek ma na tyle poważne schorzenie gardła, że nie ma mowy, aby śpiewał. Udało się znaleźć solistę Opery Narodowej, Pawła Wundera, który zgodził się wystąpić. Artysta przyjechał do Łodzi i... okazało się, że również jemu przyplątało się schorzenie gardła i nie da rady zaśpiewać. W ostatniej chwili zaproszono solistę z Moskwy, ale tym razem na przeszkodzie stanęło zablokowanie przestrzeni lotniczej. W końcu padło na Ukraińca Viktora Lutsiuka. W niedzielę był w Hannowerze. Potwierdził swój przyjazd, kiedy udało mu się kupić bilet na pociąg. I wystąpił! W teatrze był we wtorek, nie było już próby na scenie z udziałem orkiestry, artysta miał jedynie próbę przy fortepianie na godzinę przed premierą. Należy mu się olbrzymi szacunek za to, że zaśpiewał, wpasował się w spektakl i wypadł tak dobrze.

Obok zamieszania z solistami były oczywiście i inne znaki fatum ciążącego nad "Damą pikową". Główna akompaniatorka miała poważne problemy z kręgosłupem i została unieruchomiona w łóżku. Znaleziono na jej miejsce jedną osobę w Warszawie, drugą w Krakowie, z różną dozą dyspozycyjności, przy wspomaganiu łódzkiej akompaniatorki, Katarzyny Bidery. W niedzielę "poszło" tzw. oświetlenie efektowne, które - szczególnie w przypadku tej inscenizacji - "robi" spektakl. Usterka została usunięta dopiero w poniedziałek po południu. Na dodatek pękła szyba w domowym akwarium Mariusza Trelińskiego... 

Czy fatum dotknęło też samo przedstawienie? Na pewno dobrze wypadli, niemal bez wyjątku, śpiewacy, bardzo dobrze, jak zwykle, poprowadził orkiestrę Tadeusz Kozłowski. 

Byliśmy też świadkami kilku pięknych i efektownych obrazów na scenie (łącznie z przejmującym, finałowym). Mieliśmy też okazję zobaczyć siłę i ciemność nieposkromionych pragnień, a i przekonać się, że to, co często jest ogłaszane jako jedyne, co daje nam szczęście i tworzy istotę człowieczeństwa, czyli miłość, przysparza cierpień i doprowadza do obłędu. Ale... Może od Mariusza Trelińskiego oczekiwaliśmy bardziej "odjazdowych" pomysłów? Może bardziej wyreżyserowanego przedstawienia? A może po prostu oczekiwania były zbyt rozbudzone?

Zemsta "Damy pikowej" zatem się dokonała. Za co jednak "Dama..." miałaby się mścić akurat na łódzkim Teatrze Wielkim?

Dariusz Pawłowski
Polska Dziennik Łodzki
23 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...