Premiera po stu latach

"Thais" - reż. Romuald Wicza- Pokojski - Opera Bałtycka w Gdańsku

Dzieło Masseneta zagościło na polskich deskach scenicznych po raz pierwszy od wieku, a na pewno pierwszy raz w Gdańsku. I dobrze, bo w dziedzinie opery francuskiej mamy duże luki w wykształceniu.

"Thais" jest operą specyficznie eklektyczną, z nawiązaniami do muzyki bliskowschodniej i egzotyki w ogóle, ale także zawiera typowo romantyczne melodie, jak słynna skrzypcowa "Medytacja", pojawiająca się kilka razy. Treść - między uduchowieniem a przewrotnością: mnich Atanael (w tej roli znakomity Marcin Bronikowski) pragnie nawrócić kurtyzanę ze swej rodzinnej Aleksandrii, tytułową Thais (Marcelina Beucher o ładnym głosie, ale tracącym urodę na wysokich dźwiękach). Udaje mu się to i prowadzi ją przez pustynię do klasztoru, czego ona fizycznie nie wytrzymuje i niedługo po przybyciu do celu umiera. Tymczasem on zdaje sobie sprawę, że naprawdę chodziło mu o jej miłość, że ta prawda, do której chciał ją przywieść, to w istocie kłamstwo. Jest to więc historia o zgubnych skutkach fanatyzmu, a więc dobra na dzisiejsze czasy.

Szkoda tylko, że reżyseria jest w gruncie rzeczy naszkicowana. Minimalistyczna, raczej współczesna scenografia i kostiumy, także współczesne, są dziełem Alicji Kokosińskiej; obecny jest też wciąż na scenie zespół baletowy (choreografia Izabeli Sokołowskiej-Boulton) - grupa "nagich" ciał symbolizujących grzeszne myśli. Może nie jest to spektakl piękny, ale na pewno ciekawy w słuchaniu.

Dorota Szwarcman
Polityka
29 marca 2019

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia