Premiera spektaklu o pogromie

"1946" - reż. Remigiusz Brzyk - Teatr im. Żeromskiego w Kielcach

Wbrew przypuszczeniom nie jest to spektakl historyczny, chociaż odwołuje się do zdarzeń z przeszłości. Jednak jego wymowa jest aż nadto współczesna. W sobotę o kieleckim teatrze odbyła się premiera spektaklu "1946".

Tomasz Śpiewak, autor scenariusza, który powstawał niemal do dnia premiery, prowadzi widzów szlakiem swoich odkryć, zdumień, przeżyć. Chce zrozumieć, co stało się w kamienicy na Plantach 4 lipca 1946 roku, dlaczego tak bestialsko zamordowano 42 Żydów, którzy przetrwali wojnę i w Kielcach czekali na wyjazd do Palestyny.

Nie jest to opowieść linearna, autor miesza czasy i przestrzenie, płynnie przechodzi ze scen współczesnych do retrospekcji i odwrotnie, aktorzy wychodzą z ról, wygłaszają komentarze, wyjaśnienia, nie wiadomo czy kiedy mówią, że i dla nich są to odkrycia - cytują tekst sztuki czy są sobą. Mogło być tak i tak, bo temat pogromu przez lata leżał w komunistycznej zamrażarce a potem był chętniej omijany niż podejmowany.

Punktem wyjścia jest kamienica, którą zwiedzamy wraz z grupą aktorów: tu był sklep rzeźnika, stąd było widać ciała w rzece, na piętrze mieścił się kibuc dla sierot, na dole stołówka. Z wycieczką udajemy się do teatru by dowiedzieć się, że pierwszy pogrom w Kielcach miał miejsce właśnie tutaj w 1918 roku. Ale jest i inny watek: z teatru po pogromie uciekła aktorka Elżbieta Kowalewska, którą koleżanka aktorka i inne osoby wyzywali od żydówek.

Teatr raz sięgnął po temat pogromu: sztuka Andrzeja Lenartowskiego "Spotkamy się w Jerozolimie" pokazywała pogrom z punktu widzenia ofiar - spektakl został teraz przypomniany w beznamiętnej relacji, podobnie można opowiadać o wyprawie na ryby.

Śpiewak także przedstawia mieszkańców kamienicy: nauczyciela, więźnia obozu koncentracyjnego, który przygotowuje młodych do życia w Palestynie. Dowiadujemy się w jakich kryjówkach przeżyli wojnę, co chcą robić. Dramaturg posiłkuje się oryginalnymi zapiskami na przykład piszącej wiersze Bejli Gertner, która pogromu nie przeżyła. Przywraca mieszkańcom kamienicy człowieczeństwo, odbiera anonimowość ukrytą pod liczbami - 42 ofiary pogromu.

Do przedstawienia ogromu tragedii i bestialstwa tych, którzy mordowali też wykorzystał dokumenty: oględziny miejsca zbrodni, obdukcje ciał dokładając do tego oryginalne zdjęcia ofiar. Efekt jest porażający.

Żądny krwi tłum uosabia kobieta (Magda Grąziowska): matka szukająca swego dziecka, tego porwanego na macę, przetrzymywanego w piwnicy, chociaż kamienica przy Plantach piwnic nie ma. Potok nie miłości i troski, ale nienawiści wylewa się z jej ust a Żydzi oskarżani są o wszystko, nawet o fatalny stan dróg. "Bij Żyda" to przerywnik w jej wystąpieniu. Znamy taką mowę nienawiści, bo jej coraz więcej, jest przyzwolenie na to i na przemoc. Kielczanie obawiali się, że spektakl o pogromie będzie oskarżeniem ich samych. Autor ustami Joanny Kasperek diagnozuje reakcje na temat pogromu: to nie o nas, to chodzi o jakieś nieznane plemię. To milczenie ma chronić dobre imię miasta a wygodna teoria o spisku, który leżał u podstaw pogromu ma zdjąć odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Autor nie rozstrzyga jak doszło do pogromu, mówi o tym co było.

Przywołuje na przykład pielęgniarki wrogo odnoszące się do rannych, mówi, że na zdjęciach z pogrzebu widać, że nie wszyscy smucą się. I zapewne tak było, jednak wyciąganie z tłumu dwóch uśmiechniętych chłopców jest zagraniem poniżej pasa. To dzieci, nawet w takich okolicznościach...

Reżyser wciąga publiczność w coś co wydaje się zabawą: podawanie żeberek od kaloryfera - widzowie skwapliwie posyłają je na scenę by po chwili dowiedzieć się, że żeberka, tak jak kamienie, cegły, sztachety były narzędziami zbrodni. To taki namacalny dowód jak łatwo manipulować tłumem.

Z pewnością, jak mówi Śpiewak niewyznane winy i kłamstwa bardzo ciążą, radzi by to przepracować i podrzuca kilka tematów: wypowiedź biskupa Kaczmarka, który twierdził, że to sami Żydzi odpowiadają za pogrom, kazanie Piotra Skargi popularyzujące legendę o rytualnym mordzie na dziecku dokonanym przez Żydów, leżącą u podstaw mitu o porywaniu dzieci na macę. Tematów do rozmów po tym spektaklu jest bardzo wiele i z pewnością nie uda się odpowiedzieć na wszystkie nasuwające się pytania z tym najważniejszym: czy do podobnych zajść może dojść dzisiaj i co robić by tak się nie stało. Chociażby z tego powodu - zachęcenia do rozmów o rzeczach ważnych i poważnych, warto iść na spektakl 1946.

Czy to znaczy, że jest to spektakl doskonały? Nie, razić może nadmierna chęć edukowania, stawiania kropek nad i, nadmiar słów. Nużąca jest mnogość wątków, ich selekcja byłaby z korzyścią dla trwającego blisko 2,5 godziny spektaklu. Niepotrzebna była dosłowność zastosowana przez scenografów: Silnica w akwariach przed sceną i wyławianie z niej Wiersza o zabiciu doktora Kahane Juliana Kornhausera wyglądało groteskowo. To, co było na scenie wystarczająco poruszało wyobraźnię.

Te drobne mankamenty nie zmieniają jednak faktu, że reżyser Remigiusz Brzyk z zespołem kieleckiego teatru stworzyli ważny spektakl, wart przegadania. A wiersz Juliana Kornhausera teścia prezydenta Andrzeja Dudy każdy widz dostaje w prezencie, by przeczytał go w domowym zaciszu. I nie obrażał się za kielczan w tym wierszu.

Lidia Cichocka
Echo Dnia
19 grudnia 2017
Portrety
Remigiusz Brzyk

Książka tygodnia

Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Maria Rostworowska

Trailer tygodnia