Premiery nie będzie

"Holzwege" - reż. Katarzyna Kalwat - TR Warszawa

"Holzwege" to spektakl - próba, który tematyzuje niemożliwość stworzenia przedstawienia teatralnego. Porażką okazuje się nie tylko ujęcie wielowymiarowej historii kompozytora w ramy scenicznej formuły, ale też sam proces pracy twórczej, ograniczony wymogami czasowymi i nastawiony na ciągłą produkcję gotowych dzieł.

Kim był XX-wieczny polski kompozytor Tomasz Sikorski? Wielkim artystą, który nie poradził sobie z (mówiąc Kunderą) "nieznośną lekkością bytu"? Zwykłym alkoholikiem, który wszystkie domowe sprzęty wymieniał za butelkę wódki? Cudownym dzieckiem i nieznającym kompromisów radykalnym twórcą? Niedocenionym innowatorem i muzycznym rewolucjonistą? Natchnionym, ale romantycznie nieszczęśliwym artystą, który musiał zostać poświęcony na ołtarzu swojej twórczości? Jak umarł Sikorski: heroicznie, samotnie, dla sztuki czy poddając się życiowym wysiłkom, uciekając od świata i w efekcie popełniając samobójstwo? Jak odbierana była jego sztuka: jako oszustwo i blaga, ekscentryczne szaleństwo czy niezrozumiana za życia twórcy - według znanego skądinąd schematu - znalazła swoich odbiorców dopiero po jego śmierci? Jaka jest prawda na temat Sikorskiego, która zasługuje na teatralną interpretację? Jak "wcielić się" w artystę, jakimi emocjami scharakteryzować jego postać? Jakie wybrać momenty i kadry z jego życia, aby możliwie najpełniej zaprezentować złożoność tej postaci? Jak opowiedzieć tę historię?

Katarzyna Kalwat, wykorzystując tekst Marty Sokołowskiej ("Holzwege" to z niemieckiego "błądzenie", a także tytuł utworu Sikorskiego), postanawia te pytania w sposób bezpośredni przenieść na sytuacje sceniczne. Przyznaje się jednocześnie do tego, że nie sposób pokazać jedynej, "prawdziwej" wersji życiorysu, nie upraszczając tym samym jego bohatera do jednowymiarowej sylwetki artysty, który w okresie pełni swojej pracy twórczej nagle, w tajemniczy sposób, umiera w niewyjaśnionych (choć domniemanych) okolicznościach. Zupełnie jak Jimi Hendrix, Jim Morrison, Amy Winehouse i wiele innych gwiazd, o czym w pewnym momencie przypomina Jan Dravnel. Aktorzy (oprócz Dravnela, Sandry Korzeniak i Tomasza Tyndyka) znakomicie realizują sceniczne zadania: podsuwając kolejne scenariusze na temat życia Sikorskiego, przedstawiają jakieś ułamki, dialogi, momenty, które mogłyby w przyszłości złożyć się na spektakl o życiu wielkiego kompozytora. Znajdujemy się bowiem w procesie próby dopuszczania wszelkich możliwych interpretacji, poszukiwania scenicznych rozwiązań, a przede wszystkim kreowania rysu głównej postaci spektaklu. Akcja dzieje się gdzieś na scenie albo w garderobie, pośród lustrzanych ścian, mebli, sterty dokumentów, jakichś przypadkowych rekwizytów, gdzie stoi też fortepian - symbol twórczości Sikorskiego.

Tyndyk, któremu powierzona została rola kompozytora, nie ogranicza środków, aby jak najlepiej oddać charakter Sikorskiego - artysty, Sikorskiego - samotnika, Sikorskiego - ekscentryka, filozofa, szaleńca, nałogowca, desperata... Ogarnięty manią na temat tej postaci aktor ma świadomość, że ciągle czegoś w tych portretach brakuje, że nie oddaje całości, skazany jest na porażkę. Dravnel, który raz wciela się w muzycznego dziennikarza, innym razem jest dramaturgiem i researcherem tego procesu, podsuwa coraz to nowe fakty czy plotki na temat życia Sikorskiego znalezione w internecie. Korzeniak jest tu nikim innym jak Sandrą Korzeniak proponującą własne (nieco natchnione, "artystowskie") spojrzenie na wybitnego artystę, którego zabiła własna twórczość - jej bowiem poświęcił się całkowicie (nie bez powodu w tle pojawia się też postać Marylin Monroe, z którą przede wszystkim kojarzona jest aktorka). W rozmowach na temat tego, kim był czy mógł być polski kompozytor, zabiera głos jeszcze jedna osoba - obecny na scenie przyjaciel i współpracownik Sikorskiego, Zygmunt Krauze. Muzyk przypomina czasy, w których spotykali się w Warszawie, czyta listy, które Sikorski wysyłał mu z Paryża i Nowego Jorku, gdzie przebywał na stypendium, opowiada o młodości artysty. Ta perspektywa wydaje się najbliższa prawdy. Zresztą, dlaczego mielibyśmy nie wierzyć słowom kogoś, kto Sikorskiego znał osobiście, był z nim w bliskich kontaktach i współpracował. Pianista gra nawet utwory Sikorskiego, prezentując ich skomplikowaną i nowatorską strukturę. Dzięki obecności Krauzego Kalwat tym bardziej manipuluje uczuciami widzów, dając im poczucie ulgi (nareszcie słyszymy jakąś "prawdziwą" historię) na przemian z powątpiewaniem (przecież ludzka pamięć też może oszukiwać). Pokazując jeszcze jedną możliwą opowieść o Sikorskim, reżyserka nie projektuje finału tego spotkania. Twórcy prezentują tylko kolejne możliwości, a nie rozwiązania pytań, które mogły pojawić się w trakcie pracy. Sami mają poczucie, że nie jest możliwe stworzenie zupełnie innowacyjnej formuły teatralnej, która pomieściłaby w sobie te wątpliwości, pęknięcia i alternatywne scenariusze. Dravnel w zabawnym monologu mówi dokładnie o tym, co "już w teatrze było", wskazując choćby na elementy scenografii (słynne już pleksi), które widzimy na scenie. Z tej pozycji - świadomości powtarzalności, uwikłania w relacje i historie form teatralnych - twórcy nie proponują post-postdramatycznej formuły. Pokazują raczej, jak może przebiegać proces, który nie zostanie zakończony sukcesem i premierą. Wydaje się, że paradoksalnie ten właśnie wybór jest najbardziej świadomy, ma największy krytyczny potencjał. Porażka dotyczy nie tylko wybranej historii Sikorskiego, która wymyka się prostym scenkom i dialogom (w przesadny sposób odgrywanym przez aktorów), ale też funkcjonowania w obrębie instytucji zamykającej się w ograniczonych czasowo próbach i deadlinie, jakim jest premiera spektaklu. Może warto uświadomić sobie, że to, co stanowi efekt końcowy pracy zespołu - teatralna premiera - jest tylko jedną z wielu alternatywnych historii, które mogły pojawić się na próbach, a która wymuszona jest koniecznością zaprezentowania "gotowego" przedstawienia w danym terminie. "Holzwege" pokazuje, ile sytuacji zostaje odrzuconych po to, aby wyklarować jedną, może zbyt często zawężającą wizję. W przeciwieństwie do nich tu (na szczęście) nie musi dojść do premiery.

Karolina Wycisk
Teatralia
11 stycznia 2017
Teatry
TR Warszawa

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia