Primadonnie nie wypada pokazywać fochów!

Rozmowa z Joanną Woś

Muzyka „belcanto" wiąże się z pewną estetyką. Ważne by dbać o: frazy, piękne brzmienie głosu, który powinien być wyrównany i swobodny. Wyćwiczona, dobra technika jest podstawą do tego, żeby się za to wziąć.

23 listopada odbędzie się premiera spektaklu Viva la Mamma w reżyserii Roberto Skolmowskiego. W roli Primadonny Corylii usłyszymy i zobaczymy Joannę Woś.

Maria Krawczyk: Opera Viva la Mamma powstała w XIX w. Jak to jest, że wciąż bawi? Na czym polega jej ponadczasowość?

Joanna Woś - Myślę, że czas się nie zmienia. Zmienia się czasokres, a ludzie i mentalność ludzka pozostają te same. Jest to szalone przedstawienie, w którym możemy oglądać dużo wyjątkowych rzeczy. Akcja dzieje się na wielu planach, dlatego żeby w pełni zrozumieć ten spektakl powinno się go zobaczyć kilka razy. My czasami sami nie wiemy, co się dzieje za nami, kiedy gramy na próbach.

Wciela się Pani w kontrowersyjną postać Primadonny. Za co widz może pokochać tę postać?

-Nie wiem... Nie zastanawiałam się nad tym. Sama nie mam pojęcia, czy ją kocham, czy nie kocham. Chociaż uważam, że powinno się lubić swoją rolę.

Podobno Donizetti skomponował do tej opery muzykę, która uznawana jest za ,,smaczek" humorystyczny w jego dorobku. Nazwisko Donizettiego towarzyszy Pani od początku kariery. Wykonywała Pani inne opery tego kompozytora. Czy w partiach wokalnych znalazło się coś, co zaskoczyło Panią jako śpiewaczkę?

-To jest jedna z jego pierwszych oper. Myślę, że tematyka pociągnęła teatry i reżyserów do tego by ją ,,wygrzebać" i się nią zająć. Dwie arie wykonane dziś na spotkaniu (arie Primadonny) wydają mi się być muzycznie najciekawsze. Do tego dochodzi aria Mamy Agaty. Reszta, według mnie jest poszukiwaniem stylu kompozytora. Ja znajduję tu Rossiniego, trochę Mozarta , a w drugiej arii można poczuć charakter Donizettiego, ale ogólnie są to poszukiwania własnego stylu.

Czy obraz artystów przedstawiony w tej operze jest nadal aktualny?

-Tak jak powiedziałam na konferencji – nie jesteśmy obrzucani brylantami, a powozy z girlandami nie zabierają nas spod teatru. Myślę, że obecnie jest większa dyscyplina w teatrach. Kładzie się większy nacisk na wierność materiałom, którymi się zajmujemy, które odtwarzamy. To na pewno jest różnica. Nie skrzykujemy się jak grupa ,,Theatrale", która objeżdża pół kraju i wystawia jedno przedstawienie na kilka lat. To też jest odmienne. Inaczej potoczyły się losy teatrów. Ludzie jak ludzie... Tak jak powiedziałam – czasokres się zmienia, a ludzie pozostają Ci sami.

Czyli Primadonna nie może pozwolić sobie teraz na więcej?

- Wykluczone! Miałaby wtedy same schody do pokonania i trudności. Nikt nie chce pracować z trudnymi osobami, takimi które mają fochy. Nie ma fochów! Pojęcie PRIMADONNY ... Wydaje mi się, że w Polsce nie istnieje.

Chciałabym bardzo serdecznie pogratulować ostatniej nagrody za rolę Blanche DuBois w Tramwaju zwanym pożądaniem. Wspaniała kreacja postaci, wspaniały spektakl! Biorąc pod uwagę właśnie Tramwaj zwany pożądaniem, czy w przypadku opery buffa takiej jak Viva la Mamma można powiedzieć, że dla artysty-śpiewaka jest to praca lekka i przyjemna?

- W tym przypadku mamy zupełnie inny materiał nutowy. Trudno porównywać te dwie partytury. One są nie do porównania. Różnią się od siebie: stylem, muzyką i przede wszystkim charakterem postaci. Muzyka „belcanto" wiąże się z pewną estetyką. Ważne by dbać o: frazy, piękne brzmienie głosu, który powinien być wyrównany i swobodny. Wyćwiczona, dobra technika jest podstawą do tego, żeby się za to wziąć. Oczywiście w Tramwaju zwanym pożądaniem to też trzeba mieć. Jednak tam jest ważniejsza akcja. Ważniejsze relacje i emocje, które targają poszczególnymi bohaterami. Myślę, że jest to pozycja wciągająca jak film. Nie ma tam popisów wokalnych, a w Viva la Mamma one się pojawiają. Typowe, operowe zachowania i o nich również jest ta sztuka.

Opera została przeznaczona do śpiewania w języku włoskim. Realizatorzy spektaklu zdecydowali się wystawić ją w tłumaczeniu polskiej librecistki. Czy to oznacza, że będzie ona bardziej przystępna dla widza?

-Mam mieszane uczucia. Nie jestem przekonana do tego pomysłu. Każdy kompozytor pisał do swojego języka. Każdy język ma inną melodię i inną monodię. Zawsze, kiedy robimy tłumaczenia i przechodzimy na obcy język (w tym przypadku język polski do muzyki włoskiej), pojawia się zjawisko: ,,coś kosztem czegoś". Język włoski jest niezwykle łatwy i śpiewny, a język polski ma bardzo dużo twardych spółgłosek i wiele zbitek „ś", „ć", „dź", które muszą wybrzmieć. To nie daje swobody, lekkości tempa, które można uzyskać w oryginalnym języku. Myślę, że tu wyzwanie stoi po naszej stronie.

Po tej rozmowie nie mam wątpliwości, że czeka nas kolejna, wyjątkowa, operowa przygoda. Premiera już 23 listopada. Dziękuję za rozmowę i życzę kolejnego sukcesu.

-Nie dziękuje!

___

Joanna Woś - śpiewaczka, sopranistka, specjalistka od włoskiego bel canta. Jest absolwentką łódzkiej Akademii Muzycznej. W trakcie swojej kariery wielokrotnie została laureatką najważniejszych konkursów wokalnych. W 1986 roku wcieliła się w główną rolę w ,,Łucji z Lammermooru" i od tego czasu jest solistką Teatru Wielkiego w Łodzi. W czasie swojej kariery odbyła wiele podróży artystycznych po całym świecie. Ostatnio otrzymała nagrodę im. Jana Kiepury w kategorii: Najlepsza śpiewaczka operowa.

 

Maria Krawczyk
Dziennik Teatralny Łódź
16 listopada 2019

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia