Problematyczna komedia o dawnych czasach i współczesnych problemach

"Strategie małżeńskie. Krotochwila" - reż. Jan Korwin-Kochanowski - Teatr Praska 52

„Strategie małżeńskie. Krotochwila" w wykonaniu Krakowskiej Sceny Klasycznej można oglądać na deskach Teatru Praska 52. Reżyser, Jan Korwin-Kochanowski, wraz z trupą aktorską starają się przybliżyć nam problematykę komedii Maxa Frischa, która mimo upływu paru dekad nadal wydaje się bardzo aktualna. Czy to się udało?


Ciężko jednoznacznie stwierdzić. W sztuce wyreżyserowanej przez Jana Korwin-Kochanowskiego nie znajdziemy, bowiem, żadnych bezpośrednich odniesień do współczesności. Jak przystało na Krakowską Scenę Klasyczną „Strategie małżeńskie. Krotochwila" zostały wystawione klasycznie, bez zmian w tekście, bez uwspółcześniania scen.

Zostajemy, więc przeniesieni w czasie do dawnych realiów, dawnych miejsc, spotykamy się z dawnymi obyczajami i dawnymi zachowaniami; choć jak oczywiście wskazuje tytuł, przejaskrawionymi. Krotochwila, bowiem, to utwór sceniczny, który posługuje się przejaskrawieniem właśnie, humorem sytuacyjnym, błazenadą nawet. I to, co dla jednych będzie siłą spektaklu – próba wiernego oddania spojrzenia autora komedii na społeczeństwo, panujące normy społeczne, zasady – dla innych może być ciężkie w odbiorze. Przez te parę dekad, od kiedy Max Frisch przedstawił światu „Strategie małżeńskie. Krotochwila", świat się zmienił; zmieniło się społeczeństwo, zmienił się sposób, w jaki ludzie się komunikują, nawiązują i utrzymują relacje, zmieniły się obyczaje. Choć ja bawiłem się przednio, mogę sobie również wyobrazić, że to, co kiedyś śmieszyło dziś pozostaje nie do końca zrozumiałe, być może nawet wcale nie trafia do współczesnego widza. Na publiczności w trakcie trwania spektaklu śmiechu było niewiele. Bywały osoby, które z utęsknieniem wyczekiwały końca spektaklu – warto zaznaczyć, że były to pojedyncze jednostki. Brakowało tak potrzebnego kontekstu, który ciężko jednak oddać bez zaburzania oryginalnego scenariusza. W żadnym wypadku nie jest to jednak, w moim odczuciu, winą Jana Korwin-Kochanowskiego. Ten chciał wystawić sztukę w sposób wierny oryginałowi, nie silił się na jej uwspółcześnienie i miał do tego pełne prawo. Max Frisch poruszył w swoim dziele, mimo wszystko, trudne tematy. Takie podejście sprawiło, że „Strategie małżeńskie. Krotochwila" wymaga, moim zdaniem, dużo skupienia i być może nawet niewielkiego przygotowania się, a nie tego możemy oczekiwać, idąc na komedię. Trzeba mieć to na uwadze.

Gdy jednak zapomnimy na chwilę o tym, że „Strategie małżeńskie. Krotochwila" to komedia, dostrzeżemy, jak istotną problematykę, nawet współczesnego świata, porusza spektakl. Historia dr Hotza, który przekonany o zdradzie żony, postanawia wziąć rozwód i dołączyć do Legii Cudzoziemskiej, to opowieść o sporze między marzeniem, a powinnością, poszukiwaniu wolności od narzuconej mu przez społeczeństwo roli. Naruszenie społecznego status quo wiązałoby się z wykluczeniem ze wspólnoty. Czy w imię wolności warto się na to narazić? Czy indywidualizm i bycie w pełni sobą jest tego warte? Max Frisch nie daje jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając widzowi pole do własnej interpretacji; choć oczywiści sugeruje swoją filozofię.

W roli dr Hotza podziwiać możemy kunszt aktorski Jacka Janosza, który absolutnie błyszczy przez całe 70 minut trwania spektaklu – znika ze sceny, bowiem, jedynie na krótkie chwile. W moim odczuciu absolutnie bezbłędnie oddaje on trud decyzji, z jakim zmaga się jego bohater. Nikt nie wierzy, że dr Hotz zdolny jest zdemolować mieszkanie, odejść od żony, czyli wyłamać się z narzuconej mu przez społeczeństwo roli. Nie wierzy w to do końca sam dr Hotz i dzięki Jackowi Janoszowi dokładnie widzimy, z czym zmaga się bohater, czujemy wagę jego decyzji, jego zakłopotanie; z jednej strony chęć bycia sobą, z drugiej strach przed wyobcowaniem, które z pewnością wiązałoby się ze stygmatyzacją. Nikt, bowiem, tak nie postępuje, jak chce postąpić dr Hotz, nikt się tak nie zachowuje. To jest inne, to jest obce, a często od tego, co obce w sposób naturalny staramy się zdystansować, nawet czasem nie dostrzegać. W większości nie lubimy zmian. Bo po co ryzykować, że nowa ścieżka może się okazać czymś innym, gorszym, niż jest w naszym wyobrażeniu? Że być może przysporzymy sobie tylko więcej cierpienia? Często, więc trwamy w niezmiennej rzeczywistości, nie wychodząc ze swojej strefy komfortu, bo boimy się tego, co nieznane. Dzięki znakomitej grze aktorskiej Jacka Janosza wszystkie te dylematy wybrzmiewają w głowie widza i zmuszają do refleksji nad samym sobą, swoim życiem. Dla niego samego warto pójść na ten spektakl.

Reszta obsady wcale jednak od niego nie odstaje. Choć w większości są to kreacje najzwyczajniej poprawne z drobnymi mankamentami, które wcale nie przeszkadzają w odbiorze całości, więc nie warto nawet się nad nimi dłużej pochylać. Czasami jednak wypowiadane, przez resztę obsady, partie zdają się być zbyt szybkie i język potrafi się poślizgnąć, przez co widz dostaje zlepek nieco przeinaczonych słów. Ale to jedyny, znaczący, minus tego spektaklu. Klaudia Szaflarska w roli Dorli Simone Hotz (żony doktora Hotza), czy Mateusz Jabczanik, jako Wilfried to postaci, dzięki którym jeszcze lepiej możemy wczuć się w sytuację, z którą zmaga się dr Hotz. Juliana Klimenko, jako Klarysa jest z kolei sztuczna. Jest to jednak absolutnie pozytywne stwierdzenie, które wynika bezpośrednio z kreacji postaci, którą stworzył autor komedii. Juliana Klimenko ukazuje nam, bowiem Klarysę, jako postać, która zachowuje się i brzmi, jakby nieudolnie kłamała, ale jej wina do końca pozostaje w sferze domysłów. Brak tu twardych dowodów, mamy jedynie przesłanki, poszlaki opierające się jedynie na słowach. Juliana Klimenko, swym krótkim wystąpieniem, pozostawia widza z niedomówieniem w kwestii winy, którą obarczona ma zostać Klarysa.

Elementem czysto komediowym natomiast są postaci tragarzy (Tomasz Ryczkowski oraz Michał Kirker). Obaj panowie, szczególnie jąkający się Tomasz Ryczkowski, niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy i dają widzowi, który spotyka się z problemami dr Hotza, chwilę na złapanie tak potrzebnego oddechu. Panowie wcielają się również na jedną, bardzo krótką scenę w Legionistów.

Spektakl grany na deskach Teatru Praska 52 przez Krakowską Scenę Klasyczną nie jest sztuką dla każdego. Jest to komedia, która wymaga od widza skupienia i myślenia. To nie spektakl, który pozwoli nam się zrelaksować i pośmiać, a postawi nas przed problematyką, która nawet po tylu latach od publikacji dzieła przez Maxa Frischa nadal jest aktualna. Warto mieć to na uwadze planując wybrać się na „Strategie małżeńskie. Krotochwila", który od czerwca 2019 roku można oglądać w Teatrze Praska 52.

Błażej Wyka
Dziennik Teatralny Kraków
9 lipca 2019

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...