Proces Katarzyny Ch.

"Macabra dolorosa " - reż. Paweł Szarek - Teatr Nowy w Krakowie

„Macabra Dolorosa" była najlepszym spektaklem sezonu 2012/2013 w Teatrze Nowym – co zatem oznacza wystawienie go ponownie dwa lata później? Czy można uznać to za symboliczną inaugurację kolejnego sezonu? Rok 2014 dyrekcja teatru podporządkowała tematyce wolnościowej, a obecność „Macabry..." obok „Tu Wolna Europa" pozornie zaskakuje. Jednak to towarzystwo otwiera monodram w reżyserii Pawła Szarka na nowy wymiar interpretacyjny.

Dwa lata temu żywa w świadomości widowni była sprawa „mamy Madzi". Niezależnie od mniej lub bardziej bezpośrednich nawiązań, monodram dzieciobójczyni (czy dzieciobójczyń) publiczność przenosiła na grunt niedawnej wtedy tragedii z Sosnowca. W ciągu dwóch lat zmieniła się nieco recepcja afery z Katarzyną W. w roli głównej, przygotowując grunt pod mniej rozgorączkowany odbiór występu Katarzyny Chlebny, o którym swego czasu pisał nawet niebywający raczej w teatrze „Super Express". W międzyczasie kamienie rzucane w „wyrodną matkę" straciły impet. Albo odbiły się od niej rykoszetem, trafiając w końcu w polską rzeczywistość, skutkując krytyczną refleksją nad stanem społeczno-politycznym czy nawet prawnym, przywodzącym matki do desperackich czynów. Dopiero na takim tle, a nie w atmosferze skandalu, „Macabra Dolorosa" wydaje się dobrze wybrzmiewać.

W muzycznym monodramie Katarzyna Chlebny w popisowy sposób zmienia role, rejestry i emocje. Słyszane przed spektaklem stłumione wybuchy bomb umieszczają widza w bunkrze razem z Magdą Goebbels, lecz kiedy w monologach rozpoznajemy Medeę czy Katarzynę W., uświadamiamy sobie, że to nie bunkier tłumi dźwięki, lecz zagłusza je krzyk zdruzgotanej matki. Już wejście na scenę w świetle stroboskopów oraz agresywnych dźwięków sugeruje, że niezależnie od późniejszych reakcji dzieciobójstwo zawsze jest małą apokalipsą. I archetypiczną tragedią, którą stara się zwulgaryzować prasa bulwarowa. Czyn mitycznej Medei to właściwie ekstrakt – wynik skrajnego okrucieństwa, egocentryzmu i makiawelizmu – przypadki prawdziwe pokazują już większe skomplikowanie.

Czy to poślubiona Hitlerowi Matka Niemka, czy to niedojrzała Matka Polka, niemogąca odnaleźć się w nowej roli (w polskiej kulturze znajdująca odbicie w postaci Ewy Pobratyńskiej) – tak i na planie historycznym, i współczesnym brak mężczyzn jest symbolem braku pomocy państwa, rodziny czy po prostu społecznego poparcia. I samotności matki, działającej często w amoku, pod wpływem depresji czy totalitarnej psychozy, pozostawionej w okrutnej nieodwracalności czynu. Kultura nie akceptuje jednak nie tylko dzieciobójczyń, skazując na potępienie także kobiety cierpiące na depresję poporodową, opowiadające się za aborcją czy nawet rezygnujące z fartucha i niezapominające o swoich potrzebach.

Fragmentaryczna struktura spektaklu, a także gra, która momentami przypomina spazmy, próbują odzwierciedlić stan świadomości matki-dzieciobójczyni. Przy czym Chlebny i Szarek rezygnują z bezpośredniej krytyki społecznej, opowiadając się za ekspresyjną czy wręcz ekspresjonistyczną formą. Jednak szkoda, że w muzycznym monodramie stylizowanym na niemiecki kabaret forma przytłacza czasami społeczną wrażliwość. Choć wydaje się, że występy znane głównie z filmów z Dietrich, Schygullą czy Minnelli, kulturowo konotowane już jako przedśmiertne tchnienia pewnego ustroju, są odpowiednią formułą, to jednak ograniczają interpretację do systemu totalitarnego. Choć dochodzi do interakcji z publicznością, którą oznacza się „kotylionami", a następnie oskarża o taniec na grobie dziecka, za łatwo przychodzi dystans.

Potencjał spektaklu rozmywa się w łatwej krytyce dzieciobójczyń – bynajmniej nie twórców, a publiczności. A warto rozpocząć w kontekście „Macabry..." dialog właśnie nad przyświecającemu nowemu sezonowi hasłu wolności. W przypadku Magdy Goebbels bez problemu łączymy bowiem jej czyn z ówczesnym systemem społeczno-politycznym – czy nie czas zatem zastanowić się nad stanem polskiej wolności, która prowadzi kobiety do stanu, w którym plastikową beczkę widzą jako jedyne wyjście? Skoro emocje na scenie nie burzą dłużej krwi widzów, może warto wykorzystać dystans do rozmowy.

Marta Stańczyk
Dziennik Teatralny Kraków
4 października 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia