Propagowanie antybohatera

"Puppenhaus. Kuracja" - reż. Jędrzej Piaskowski - TR Warszawa

Na najnowszą premierę w warszawskim Teatrze Rozmaitości należy spojrzeć w szerszym kontekście, nie tylko w wymiarze stricte teatralnym. Otóż coraz częściej można napotkać działania określonych środowisk będące próbą dyskredytowania postaw patriotycznych i bohaterstwa Polaków w okresie drugiej wojny światowej i okupacji niemieckiej w Polsce. To jeden z elementów toczącej się dziś walki o zachowanie polskości w jej wymiarze narodowym, ściśle związanym z cywilizacją chrześcijańską, fundamentem, na którym została zbudowana Europa.

Ogólnie chodzi o tworzenie społeczeństwa bez tożsamości. Patriotyzm zaś jest wyrazistym znakiem owej tożsamości w wymiarze zarówno jednostkowym, narodowym, jak i społecznym. Bohaterskie postawy Polaków w dziejach naszej Ojczyzny stanowią wzorzec etyczny, moralny dla kolejnych pokoleń, utwierdzając nas w naszej polskiej tożsamości. A przekaźnikiem owych patriotycznych, bohaterskich postaw, depozytariuszem tych wartości jest Kościół i nasze dziedzictwo kulturowe. Mamy skąd czerpać i na czym się opierać. Tak więc próba pozbawienia Polaków polskiej tożsamości przez ateistyczne środowiska lewicowo-liberalne jest zadaniem niełatwym. To, co udało się dotąd przeciwnikom, to ustawienie po swojej stronie większości środowisk artystycznych, w tym ludzi teatru.

Spektakl "Puppenhaus. Kuracja" w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego, którego tematem zasadniczym jest moralne wybielenie, a tym samym swoiste usprawiedliwienie, ba, wręcz promocja nieetycznej postawy antybohatera, można odebrać jako spektakl typowo propagandowy, spełniający dyktat politycznej poprawności, w ramach której lewackie środowiska narzucają teatrom (i w ogóle kulturze) własną wizję świata ateistycznego o nihilistycznej antymoralności, gdzie wszystkie działania podlegają relatywizmowi. W tej sytuacji nie istnieje pojęcie absolutnej prawdy. W scenariuszu autorka Magda Fertacz wykorzystała m.in. historię Marii Malickiej (w tej roli Agnieszka Żulewska), popularnej przedwojennej aktorki, która po wojnie została oskarżona o kolaborację z powodu występowania w teatrzykach dla Niemców i utrzymywania bliskich relacji z niemieckimi oficerami podczas okupacji. Sprawa Malickiej to jeden z wątków. Natomiast lejtmotywem przewijającym się przez cały spektakl jest temat prostytucji więźniarek w obozie Auschwitz. Twórcy spektaklu, autorka tekstu i reżyser uważają się pewnie za bohaterów podejmujących temat, który - jak twierdzą - w Polsce wciąż stanowi tabu.

Nie widzę w tym żadnej odwagi, natomiast widzę brak zachowania proporcji, a tym samym nie do przyjęcia jest nadużycie eksponowania tematu w taki sposób, jakby większość Polek i Polaków to byli kolaboranci, co - jak wiadomo - jest fałszem. Jednostkowe przykłady nie stanowią prawa do uogólnień. Ponadto nie do przyjęcia są sceny-fałszywki, których wydźwięk podważa morale polskich bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej walczących z niemieckim okupantem, jak m.in. scena przedstawiająca lubieżne homoseksualne relacje żołnierza AK, ucharakteryzowanego na powstańca warszawskiego (w tej roli Lech Łotocki), z oficerem SS (Sebastian Pawlak), gdzie Polak mówi: "Chciałbym, aby ta okupacja trwała wiecznie. [] Tańce trwające do białego rana". Czy inna sytuacja: karykatura akowskiego wyroku na kolaborantce (prześmiewczo ujęta scena z "Zakazanych piosenek"). Albo ironia i naigrawanie się z polskiej religijności w karykaturalnym śpiewaniu pieśni religijnych itd., itd. Co przez to chcą powiedzieć reżyser i autorka tekstu?

Magda Fertacz, autorka tego nieudanego, niezbornego, postrzępionego tekstu, wypowiadając się w mediach, stwierdza, iż polska pamięć zbiorowa jest zbyt zaśmiecona i trzeba ją wyczyścić. Jak rozumiem, autorce chodzi o "zaśmiecenie" naszej pamięci historycznej postaciami bohaterskimi, które na rzecz Ojczyzny dokonywały czynów heroicznych. Należy więc dokonać jak najszybszej zamiany, "wyczyścić" ową pamięć z heroizmu na rzecz propagowania antyheroizmu, czyli kolaboracji (a konkretnie seksualnej, bo o to tu chodzi), która w tym chaotycznym, nieudolnie wyreżyserowanym, przeładowanym bezsensownymi pomysłami spektaklu nie ma znamion czynu niegodnego, jest tylko alternatywną postawą wobec innych postaw.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
2 maja 2017
Teatry
TR Warszawa

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia