Prowadź, Ganimedesie

"Ganymed goes Europe" - reż. Jacqueline Kornmüller - Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Bywa, że miejsca, nawet te wydawałoby się określone, potrafią za sprawą nowej, ludzkiej energii zmienić swój charakter. Tak się stało w przestrzeni Muzeum Narodowego - 24 maja br. Nastąpiło tam niezwykłe połączenie teatru korespondującego z wybranymi dziełami malarskimi i literaturą współczesną. Wszystko za sprawą polskiej premiery międzynarodowego projektu „Ganymed goes Europe”.

Pomysłodawcami przedsięwzięcia jest austriacka grupa „Wenn es soweit ist", która postanowiła zburzyć święty spokój ośmiu kolejnym obrazom (wśród nich „Infantka" Diego Velazqueza – dzieło sprowadzone specjalnie z Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu) wprowadzając je w dialog z siedmioma tekstami literackimi, które dały początek siedmiu intymnym przedstawieniom. Autorami swoistych scenariuszy (których inspiracją według zamysłu miały być biorące udział w przedstawieniach obrazy) są znani pisarze i pisarki: Marek Bieńczyk, Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Mariusz Wilk, Martin Pollack, Agnieszka Drotkiewicz, Thomas Glavinic, a także laureatka literackiej nagrody Nobla – austriacka pisarka Elfride Jelinek.

Od samego początku widz zostaje postawiony w nietypowej sytuacji; nie ma jednej sceny na której odbywa się widowisko, tak samo jak nie ma określonej przestrzeni, która jest tą właściwą widownią. Zaopatrzony w przenośne krzesełko (tam ma widownia gdzie me krzesełko), sam decyduje w jakiej kolejności i ilokrotnie chce uczestniczyć w danym przedstawieniu. Monodramy odbywają się równocześnie w różnych miejscach, a nad tym aby nikt się nie zagubił czuwa czujna obsługa. Aktorzy porozrzucani pojedynczo po muzeum wraz z aktualną grupą widowni tworzą hermetyczne mikroświaty, których atmosfera w znacznym stopniu uwarunkowana jest od zachowania odbiorców.

Mimo że minispektakle za całą scenografię mają dzieło malarskie, do którego się odwołują (momentami wręcz namacalnie – aktorzy zastygają w gestach takich samych jakie przedstawiają postacie na obrazach, układają podobnie ciała. Mówią do nich wprost,a nawet potrafią je spoliczkować - jak aktorka Paulina Skłodowska w monodramie „Podwieczorek" napisanym przez Agnieszkę Drotkiewicz do obrazu Alegorii zmysłu smaku i Alegorii zmysłu dotyku Johanna Glegglera) a cała charakteryzacja aktorów kończy się w większości na cielistych strojach i złotych trzewikach w bardziej kobiecym lub męskim wydaniu. Nie odnosi się wrażenia ograniczenia historii przez nich uosabianych, zostają one na tyle intensywnie przedstawione. Większość czasu cała uwaga skupia się na mimice, ekspresji ciała aktora, wypowiadanych przez niego słowach. W przedstawieniach nie występuje żadne tło muzyczne, rekwizyty, o ile są, pełnią funkcje marginalne. Skutkiem czego nie pozostaje nic innego niż otwarcie się na spotęgowany odbiór poszczególnych opowieści i szukanie swoich własnych analogii słów do widzianych w tle obrazów.

Momentami jest prowokująco i mimo tego, że jesteśmy już przyzwyczajeni do nagości w teatrze, odważnie. Aktorka wrocławskiego teatru współczesnego Marta Malikowaska (w tekście „Nago" T. Glavinica do obrazu „do Ewy" Lucasa Cranacha) bez skrępowania pokazuje widowni swoje ciało; opowiadając o nim, pytając się o nie, czekając na reakcje. Czy poszczególne części jej ciała są kształtne? Podniecające? Dobrze znane – normalne - jak u wszystkich kobiet? Jeżeli ktoś ma ochotę przyjrzeć się z bliska, to proszę, można. Ona dobrze się czuje na swoim miejscu, swobodnie. A my? Pada propozycja, że ktoś może ją zastąpić - właśnie w tej chwili.

Innym razem jest klaustrofobicznie. Nazbyt uczuciowo. Ale bywa też zabawnie. Aktorka Sophie Prusa w swojej kreacji (w 'Po lodowatym oceanie dryfuje szafa, a ja co na to?' autorstwa Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk do Tryptyku Świętych Dziewic z Pracowni wrocławskiej) snuje abstrakcyjną opowieść jak to wyruszyła w podróż zachęcona lekturą pewnego przewodnika. Jak to grzała się w skórach lwa morskiego i podmieniała siebie na jajko pingwinie – by się ogrzać. I maszeruje przed nami gdzieś na końcu świata. Zmaga się z pustynią, zimnem i uczuciem do pewnego mężczyzny – opisując swoje stany dobitnie i obrazowo.

Minispektakle w „Ganymedesie..." poruszają całą gamę problemów. Jest także o miłości ojcowskiej w „Droga Mati", o próbie rozliczenia się z nierozgrzeszoną historią w „Marszu pod chmurami" czy o stosunku do przemijania, do własnych sentymentów i starości swoich rodziców w 'Śpiącej rodzinie", o próbie definicji tożsamościowej kobiet w „Księżniczki! Płonące podszycie!" I pewnie jest o wiele więcej i zupełnie nie o tym, co można sprawdzić jeszcze sześciokrotnie w piątkowe wieczory od 31 maja do 5 lipca w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, do czego zachęcam.

Agata Suropek
Dziennik Teatralny Wrocław
28 maja 2013

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia