Przed czym chronić gwiazdy

o "Boskiej!" i nie tylko

Okazało się, że Telewizja nie potrafiła zgromadzić w studiu nadkompletu publiczności, którą szczyci się "Boska!" na każdym spektaklu. W dalszych więc rzędach w przebraniu teatromanów siedzieli pracownicy techniczni, księgowe, inne biuralistki, a i tak nie wszystkie miejsca były zajęte.

Dwukrotnie oglądałem i słuchałem rozmów Aleksandry Kurzak w programach telewizyjnych, do których ją zaproszono. U Kuby Wojewódzkiego poddana została pytaniom i prowokacjom, którymi popisuje się gospodarz programu z kompletną ignorancją tematu. Gwiazda wychodziła z tego na ogół zwycięsko, posługując się wystarczającą czujnością, aby nie dać ośmieszyć się wyjątkowemu fachowcowi w tej dziedzinie. To samo dotyczy jej udziału w kiepskim i niefortunnym programie "To lubię". Tutaj miała do czynienia z rozmówcą, któremu powinna wręczyć niewielki napiwek w zamian za niezawracanie głowy. Aleksandrę Kurzak należy chronić przed udziałem w takich programach. Poziom konwersacji wyklucza tu jakiekolwiek informacje, problemy czy refleksje dotyczące kariery gwiazdy wchodzącej właśnie na szczyt operowego Olimpu.

Telewizja publiczna wznowiła poniedziałkowe wieczory teatralne. Dobrym pomysłem są transmisje spektakli z różnych teatrów. Teatr Telewizji pozostanie nim również wtedy, kiedy przedstawienia będą transmitowane z siedziby tych teatrów, a nie ze studia. W ten sposób oglądamy spektakl, mogąc pić herbatę, jeść kolację, swobodnie wygłaszać komentarze, siedząc w szlafrokach, pidżamach, a nawet w niczym takim. Patrząc jednocześnie na wnętrza Teatru Polonia, mamy poczucie zaoszczędzenia 120 zł biletu wstępu.

Namówienie Krystyny Jandy do transmisji "Boskiej!" było konceptem słusznym, ale bez przenoszenia przedstawienia do studia telewizyjnego. Bez pierwszych rzędów notabli, gości specjalnych, kierownictwa Telewizji i wielu takich, którzy "Boską!" znali już na pamięć, więc zaczynali się śmiać, zanim na scenie było coś do śmiechu. Okazało się, że Telewizja nie potrafiła zgromadzić w studiu nadkompletu publiczności, którą szczyci się "Boska!" na każdym spektaklu. W dalszych więc rzędach w przebraniu teatromanów siedzieli pracownicy techniczni, księgowe, inne biuralistki, a i tak nie wszystkie miejsca były zajęte. Odbiło się to na wesołości, tak bardzo zawsze dopingującej wykonawców komedii. Krystyna Janda grając rolę tytułową, nie mogła dopilnować, aby Maciej Orłoś w swym niepotrzebnym wywiadzie nie zdekonspirował postaci Melomanki, co zaszkodziło późniejszemu efektowi wtargnięcia jej na scenę.

Od kilku tygodni Krzysztof Pastor kieruje również baletem Opery w Wilnie. Panuje tam wielka radość i nadzieja związana z funkcjonowaniem na Litwie polskiej gwiazdy baletowej. Jest to jedyna oznaka sympatii do Polaków, z jaką obecnie można spotkać się w Wilnie. Dyrektor naszego Baletu Narodowego nie wypowiada się na ten temat, sugerując, że to tylko forma przejściowej pomocy dla przyjaciół znad Wilii. To błąd. Powinno się chronić Pastora przed sceptykami, fałszywą troskliwością niektórych doradców i wydumanym piętrzeniem przeszkód, rzekomo utrudniających sprawowanie tych obowiązków.

Joanna Senyszyn nie jest wprawdzie artystką, ale brzmieniem głosu i urodą przypomina pewną niegdysiejszą Halkę, zresztą ostatnio trochę niedomagającą. SLD, nie mając lepszych pomysłów, próbuje przyszłe przywództwo rozwiązać kobietami. Pani Senyszyn pomysł ten wyraźnie się podoba. Do kandydowania wydaje się również skora Katarzyna Piekarska, łudząco podobna do Małgorzaty z Fausta. Można by także postawić na Danutę Waniek, coraz bardziej podobną do Mieczysławy Ćwiklińskiej. Jest na lewicy tylko jedna gwiazda, która mogłaby wyprowadzić to ugrupowanie z trudnej sytuacji. Nazywa się Krystyna Łybacka. Nie kojarzy się z żadną teatralną postacią i zapewne się nie zdecyduje, bo jest mądra i pochodzi z Poznania.

W Poznaniu mówi się, że Grażyna Kulczyk zamierza sprzedać dzieło swego życia - Stary Browar. Niech ją Pan Bóg broni! Bez jej osobistego nadzoru nad tym unikalnym, łączącym biznes ze sztuką miejscem, wszystko się rozsypie, zgubi swój urok i wdzięk, przestanie istnieć. Dlaczego? Bo braknie talentu, determinacji i godnej podziwu kompetencji niezwykłej Grażyny.

Reasumując: nasze gwiazdy należy chronić przed tandetnymi rozmówcami (Kurzak), debiutującymi reformatorami (Janda), zawistnymi sceptykami (Pastor), pochopnymi feministami (Łybacka) i złymi doradcami (Kulczykowa).

Sławomir Pietras
Tygodnik Angora
12 listopada 2011

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia