Przed śmiercią uciec pod stół

"Stół z powyłamywanymi nogami..." - reż. Wiesław Hołdys - Stowarzyszenie Teatr Mumerus w Krakowie

Widz jest najczęściej wygodny. Przychodzi do teatru z oczekiwaniem, że zobaczy coś ładnego, na dobrym poziomie. Może nawet śmiesznego. Co natomiast myśli sobie widz, który czeka na spektakl Teatru Mumerus? W radosnym oczekiwaniu przed sceną, znajdującą się w małym pomieszczeniu w podziemiach stoi i nie wie, czego może się spodziewać. Jest za to pewien, że przyszedł tu właśnie na spotkanie z czymś, co totalnie go zaskoczy i będzie wymagało niemałej gimnastyki wyobraźni, żeby nadążyć za „połamaną" fabułą. Najnowszy spektakl w reż. Wiesława Hołdysa nie zawodzi pod żadnym względem.

Kiedy zostajemy wpuszczeni do małej salki, pogrążonej w półmroku, na schodach stoją nieco przestraszone postaci. Na nasz widok zaczynają powoli przemieszczać się w dół, w stronę sceny. Rozbawiona i zaskoczona publiczność jest zmuszona do małych przepychanek, żeby dostać się na miejsca. Trzy postaci w strojach z epoki, z pomalowanymi na biało twarzami i w białych, arystokratycznych perukach bełkoczą do siebie i z wejścia na scenę tworzą niemal cały rytuał. Wyglądają trochę jak groteskowi wędrowcy, ponieważ jeden z mężczyzn ma ze sobą plecak, drugi torbę, a kobieta walizkę i parasol. W końcu krąg światła zawęża się jedynie do scenicznej przestrzeni akcji.

Na środku sceny stoi prosty stół, który każdy chyba skojarzy z ławką szkolną. W głębi, po lewej stronie, widzimy czarną tablicę na kółkach. Postaci porozumiewają się w dziwnym, jakby wymyślonym języku. W toku ich „dialogów" padają nagle słowa „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj!" – pierwsze zdanie w języku polskim, zapisane w „Księdze henrykowskiej". Następnie podchodzą do stołu i zaczynają uczyć się alfabetu. Powtarzają w kolejności odpowiednie litery, szukają wyrazów. Obserwujemy fascynujące „rodzenie się" języka w wykonaniu dorosłych przecież ludzi. Nacechowane emocjonalnie zbitki liter mają też formę wypowiedzi, niejakich zdań i uświadamiamy sobie, że do porozumiewania się nie zawsze potrzeba słów, bo gest i spojrzenie potrafią powiedzieć nawet więcej.

Nagle z ust jednego z mężczyzn pada okrzyk „O chlebowym stole!", po czym postaci przestają bełkotać, ich język staje się normalny – zrozumiały. Zaczynają od cytowania fragmentów wiersza Przecława Słoty, do końca widowiska natomiast z ich ust będziemy mogli usłyszeć m.in. zdania z „Rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią". Od momentu „edukacji" bohaterów wkraczają oni na dobre w świat średniowiecznego myślenia. Opowiadają o tym, że śmierć powstała w momencie zerwania przez Ewę owocu z drzewa dobra i zła, że nikt przed nią nie ucieknie, choćby schował się... pod stołem. Konsekwencją spotkania ze śmiercią jest natomiast zamienienie się w upiora, który będzie nie tylko straszył ludzi, ale też zbierał kolejne krwawe żniwo.

Aktorzy Teatru Mumerus poruszają się po scenie w sposób nieprawdopodobnie zgrany, a ich plastyczna mimika twarzy jest niemal hipnotyzująca. Niezmiennie też podziwiać możemy to, że w dobie rozwiniętych rozwiązań multimedialnych, zostają oni przy „czystej teatralności", a świat potrafią stworzyć z kilku kawałków materiału i przypadkowych rzeczy. W ten sposób tworzą też swego rodzaju „model" człowieka – mają do dyspozycji korpus szkieletu z jedną ręką, kawałkiem nogi i lampką zamiast głowy. Do klatki piersiowej wkładają zębatki rowerowe. Człowiek to precyzyjny mechanizm, który jednak nie oprze się ostatecznej sile. Widzi natomiast zwykle tyle, co sam ma przed sobą.

Nie da się opisać słowami tego, co robi na scenie Teatr Mumerus. Ich sposób konstruowania kolejnych scen wydaje się być bardzo prosty, a jednocześnie precyzyjny. Aktorzy zawsze tworzą obraz – pewną symboliczną kompozycję. W „Stole z powyłamywanymi nogami" będą na wszystkie sposoby żonglować motywem danse macabre. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy pięknie ubrani, umalowani: w ostatecznym rozrachunku jesteśmy tylko ludźmi. Nie ma też znaczenia epoka czy stopień wykształcenia, ponieważ wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. I jest to aktualne także dziś, kiedy człowiek sam sobie staje się wrogiem i jeden drugiemu może szybko przynieść śmierć. Teatr Mumerus pokazuje, że wszyscy kiedyś staniemy ramię w ramię i jak cienie na wzgórzu w ostatniej scenie filmu dokumentalnego Andrzeja Wajdy „Umarła klasa. Seans T. Kantora" pójdziemy gdzieś tanecznym krokiem. Znikniemy w ciemności, zanim zdążymy schować się pod stół.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
13 kwietnia 2016
Teatry
Teatr Mumerus
Portrety
Wiesław Hołdys

Książka tygodnia

Tragedie I: Eurypides
Towarzystwo Naukowe KUL
Eurypides

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...