Przedstawienie czerpiące z szaleństwa

Dada von Bzdülöw w Nowym Jorku

Dada von Bzdülöw z "Intro" w Nowym JorkuTeatr Dada von Bzdülöw z Gdańska wystąpił w niedzielę w Nowym Jorku na dedykowanym Vaclavowi Havlowi festiwalu The Rehearsal for Truth. Przedstawienie czerpiące z szaleństwa ruchu powstałego ok. 1915 roku, podobnie jak dadaizm, angażuje się w swoisty sposób w rzeczywistość.

Na niemal ogołoconej z dekoracji i rekwizytów scenie Bohemian National Hall na Manhattanie toczy się opowieść o uchodźcach. Czeczen, dziewczyna z Iraku, chorwacka faszystka oraz Żyd, który miał objawienie w Izraelu, chcą być w Polsce. Nowy kraj wydaje im się wyjątkowym miejscem na do życia.

Losy tej czwórki stały się to pretekstem do rozprawy z mitami, symbolami, a także fundamentalizmem, nacjonalizmem i w ogóle ideologią. Nie tylko właściwą przybyszom, ale też rodzimą. Starającą się dowieść, że nawet pragnienie zmian nie zawsze przezwycięża nabyte, zakodowane w pamięci, instynktowne zwyczaje, tradycje i zachowania.

Spektakl w reżyserii Leszka Bzdyla i Katarzyny Chmielewskiej miesza gatunki i konwencje. Wykorzystuje elementy tańca, baletu, jak też posługuje się słowem w sposób znany z tradycyjnego teatru. Oparty jest w dużym stopniu na kontrastach i kontrapunkcie. Ilustrują to dobrze m.in. zawarte w przedstawieniu piosenki zespołu "Nagrobki" rozprawiające o śmierci w wesołym rytmie.

Krytyka polska wskazywała m.in. na absurdalny, czarny humor i wszechobecną ironię "INTRO". Dopatrywała się przewrotności, prowokacji dla prowokacji, wyzwania wobec polskich mitów oraz dyskusji na temat tożsamości narodowej.

Bzdyl mówił w Nowym Jorku, że chodzi mu nie tyle o politykę, co zabawę. Publiczność w istocie co chwilę reagowała śmiechem. Po spektaklu kilkakrotnie wywoływała artystów na scenę.

- Krzyczmy, a jak nie będziemy krzyczeć, to zgodzimy się na to co jest. "INTRO" jest swoistym krzykiem. Pełnym uśmiechu i humoru. () Próbujemy doprowadzić do absurdu różnego rodzaju napięcie intelektualne, emocjonalne, w który jesteśmy zatopieni w Polsce, a myślę, że także w Europie. Wszyscy czują pewnego rodzaju dziwny oddech na swoich plecach - mówił Bzdyl.

Artysta, który jest zarazem choreografem i tancerzem za podstawę spektakli uznał dramaturgię zdarzenia oraz postaci sceniczne, które tworzą zdarzenie sceniczne. Słowo nie gra naczelnej roli, ale widzowie zachęcani są do oglądania produkcji jako przedstawienia teatralnego. By odbierali to, co widzą nie poprzez estetykę ruchu, ruch ale zdarzenie czysto teatralne.

- Najpierw bardzo mocno opieraliśmy się na literaturze już zapisanej. Pozwalało nam to łatwiej dochodzić do konstrukcji, bo mieliśmy już zapisany jakiś scenariusz w literaturze. W ostatnich latach są to już zdecydowanie nasze autorskie konstrukcje. Spotykamy się z zespołem, a nasze próby są opowieścią o temacie, wokół którego ma krążyć nasze kolejne przedstawienie - tłumaczył współtwórca teatru.

Do swoich patronów Bzdyl zaliczył Milana Kunderę. Fascynuje go to, że - jak powiada - czeski pisarz zapala najgorsze światła jarzeniowe nad człowiekiem i odziera go z całej jakby metafizyki, metafory. Ten człowiek jest bardzo konkretny. Z wolna jednak pięknieje. Staje się istotniejszy, ważniejszy, staje się nośnikiem jakiejś prawdy.

- Myśląc o scenie, o teatrze, wykonujemy podobny zabieg. Postać nie jest metaforyczna, lecz konkretna, fizyczna, bolesna, zagubiona w rzeczywistości, trochę śmieszna i heroiczna. Dzięki temu człowiek na scenie, staje się nośnikiem czegoś bardzo autentycznego, prawdziwego, co daje szanse na intymny kontakt między widzem, a aktorem. Pozwala stworzyć bardzo realistyczną rzeczywistość - streszczał reżyser założenia swej koncepcji.

Ocenił, że w działaniu scenicznym opartym na ruchu można się zbliżyć do widza. Jego wzruszenie nie jest zabiegiem estetycznym, metaforycznym, poetyckim tylko bardzo konkretną obecnością człowieka wobec człowieka.

- Chyba wszystkie momenty kiedy w życiu odczuwamy coś najistotniejszego występują w momencie spotykania z człowiekiem. Kiedy widzimy, że on nie gra, nie zakłada maski, a jest pełny, ważny dla nas. Pojawia się wtedy dialog, który każdego z nas wzbogaca i nadaje naszemu życiu wagi - przekonywał Bzdyl.

W jego opinii każde dobre przedstawienie składa się z rozmaitych warstw. Zewnętrzna jest dla wszystkich. Jeśli ktoś się przez nią przebije może wejść w kolejne warstwy.

- Filozofia, idea, zamysł spektaklu nie muszą błyszczeć na pierwszym planie. Mogą być ukryte. Nie należy atakować widza, dawać mu tezy, a potem rozwiązywać na oczach to zadanie, łamigłówkę. W widowisku na scenie są żywi, prawdziwi ludzie. Jeśli przejdziemy przez tę warstwę nagle okazuje się, że jest jakaś idea, która napędza przedstawienie, potem jego konstrukcja, a jeszcze później może zabawa jak się to odnosi do innych przedstawień tego samego autora, jak sam ze sobą dyskutuje, jak dyskutuje ze światem kultury, czy sztuki - wyjaśnił Bzdyl.

W "INTRO" autorami choreografii są i występują: Chmielewska, Katarzyna Ustowska, Bzdyl oraz Piotr Stanek. Muzyka stanowi dzieło Adama Witkowskiego i Maćka Salomona z "Nagrobków".

Jak powiedział PAP Tomek Smolarski, kurator sztuk performatywnych oraz filmu w Instytucie Kultury Polskiej w Nowym Jorku, pierwszą edycję festiwalu zorganizowały The Vaclav Havel Library Foundation i Bohemian Benevolent & Literary Association. Pośród patronów imprezy, trwającej od środy do niedzieli, z Grupy Wyszehradzkiej znalazł się Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku, oraz Instytut Teatralny, jak też Instytut Muzyki i Tańca.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

 

(-)
Kurier PAP
2 października 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski