Przejmujący los pokolenia bez rodziców

"Ostatni tatuś" - reż. Michał Walczak - Teatr Lalka w Warszawie

Wizja bardzo mroczna. Chociaż dobro w końcu zwycięża zło i znikają przeszkody dla miłości, to ciężar tej opowieści jest ogromny

Można myśleć, że to wizja baśniowa, ale można też rozumieć, że współczesna. Bo oto Blada Czarownica ma przejąć wszystkich tatusiów. Czeka juz tylko na tego ostatniego, by móc nad nimi zapanować całą swą okrutną władzą. Uwięzienie (i planowane unicestwienie) w Szklanym Pałacu to kara za brak czasu, zainteresowania, czcze obietnice wspólnej zabawy składane dzieciom przez ojców. Dlaczego jednak wszyscy ojcowie mają tam trafić? Czy to tylko pazerność Czarownicy Bladej, czy może z ojcami jest aż tak źle, że w całej Warszawie (w której toczy się akcja spektaklu) nie ma „wystarczająco dobrego tatusia"? Czy to brak zaufania w możliwości współczesnego taty, czy tylko baśniowe uproszczenie, symbolicznie ukazujące problem?

Ostatni tatuś, czyli ojciec Aleksa, chłopca, którego główna bohaterka Ania spotkała na trasie swej wędrówki, wyjechał w poselską delegację. Lada chwila ma wrócić, więc trzeba szybko działać, by nie dopuścić do zagłady! Chociaż tak naprawdę to o innego ojca chodzi. Zawiedziona nieustannym brakiem taty i jego obiecankami mała Ania w końcu nie wytrzymuje. Olbrzymie pokłady złości wylewa nie tylko na swoje zabawki, ale wprost - na ojca, życząc mu, by porwało go Wielkie Czarne Ptaszysko! I słowa, i złość są naprawdę silne!

Opowieść o Ptaszysku usłyszała wcześniej od swego misia. Ten pluszowy poczciwina (który występuje w sztuce również w roli narratora) zbiera, przyjmuje, musi pomieścić silne emocje dziewczynki - dostaje mu się za ojca, słyszy wielokrotnie, że jest głupi, martwy, że jest idiotą, że dziewczynka wyrzuci go na śmietnik. Nawet swoje imię Azor zawdzięcza frustracji Ani - była zawiedziona, bo tak bardzo chciała mieć żywego psa, a tato kupił jej jako rekompensatę swojej nieobecności pluszowego misia... Mimo tak silnej dewaluacji swej „osoby", Azor chroni Anię, daje jej to, czego brakuje jej w kontakcie z dorosłymi. Co innego lalka Barbie - ta podoba się Ani w całej okazałości i wreszcie jest trafionym prezentem. Nieważne, że tej różowej piękności słowo „bliźni" kojarzy się jedynie z „blizną", a gdy pada deszcz, to wpada w histerię. Staroświeckich misiów nie kocha się tak bardzo, jak lalki rodem z reklamy.

Mocne słowa Ani przywołują Wielkie Czarne Ptaszysko, które porywa niedoskonałego ojca... Przyznam, że w tym momencie zadrżałam, obawiając się, w jaki sposób mali widzowie przyjmą tę brutalną wiedzę, że słowa mogą mieć aż tak straszną moc, że złość może niszczyć; jak zniosą ciężar poczucia winy Ani... Wybawieniem i swoistym katharsis stały się słowa Gadającej Kałuży (przypominającej kloszarda leżącego pod śmietnikiem), która mówi, że tak to już jest, że najtrudniejsze słowa i emocje wyraża się zwykle pod adresem najbliższych. W tren sposób zwalnia Anię z tej strasznej odpowiedzialności za los ojca.

Główna bohaterka choć bardzo dziecinna, pod wpływem doświadczeń musi szybko dojrzeć. Ania wyrusza na poszukiwanie Szklanego Pałacu Bladej Czarownicy (szklany pałac kojarzy się ze szklanymi biurowcami) i wyrwie z jej szponów tatę. Dziecko musi zmierzyć się z mrokiem nocy, z policjantem, który aresztuje je za chodzenie wbrew zakazom, podjąć ucieczkę z aresztu. Na Anię w mrocznej Warszawie czyha wiele niebezpieczeństw - musi zmierzyć się z rzeczywistością, od której najczęściej trzymamy dzieci z daleka. Poznaje Krwawego Zenka - chuligana, który na harmonijce ustnej wygrywa swą życiową historię i o to samo prosi Anię. Harmonijka, którą Ania dostaje od niego w prezencie ma ją odtąd chronić. I faktycznie się przydaje, gdy zaczepiają ją kibice-szalikowcy. Dostaje też wskazówki na dalszą podróż od „dobrych obiektów" - między innymi trzy sentencje od Bardzo Mądrej Książki: „spiesz się powoli", „kochaj bliźniego jak siebie samego", „miej serce i patrzaj w serce". Ania spotyka też Aleksa, bogatego i jednocześnie bardzo samotnego chłopca, który wypożycza sobie rodziców - klaunów z Domu Rodziców (skoro są domy starców, domy dziecka, dlaczego nie domy rodziców?), by o niego zabiegali i podlizywali się. Jego rodzice są nieobecni - tata w delegacji, a mama, która po rozwodzie nie mieszka razem z nim, zniknęła nawet ze ślubnej fotografii. Kolejna smutna wizja.

Nie da się tej wędrówki oglądać spokojnie. Przygody Ani i jej zabawek w mrocznym mieście to tak naprawdę zmierzenie się z rzeczywistością - brutalną, niebezpieczną, dorosłą. Może nawet zbyt dorosłą. Bo gdy w oknie pojawia się pani, która narzeka na brak tatusiów, to widzowie dorośli wiedzą, że to oczekująca na mężczyznę prostytutka. Gdy Azor masuje Barbie nogę i się przy tym czerwieni to nie dlatego, że jest upał, ale że jemu, z męskich powodów, zrobiło się gorąco i ogarnął go wstyd. Gdy dziewczynkę w nocy na ulicy zaczepia mężczyzna to nie musi wcale okazać się dobrodusznym Krwawym Zenkiem. Gdy Syrenka warszawska zstępuje z pomnika i wabi, uwodzi Azora, wcale nas nie dziwi, że Barbie to nie na rękę...

Na szczęście Ani udaje się bez szwanku dotrzeć do Pałacu Bladej Czarownicy i uwolnić tatusiów oraz całe miasto, a może i cały świat od niebezpieczeństwa. Usidleni tatusiowie, trochę przypominający lalkowych wisielców, to widok dość przerażający. Zresztą takich przerażających jest w sztuce więcej. Z widowni słychać było dziecięce prośby o to, by wyjść z sali.

Sztuka przeznaczona jest dla widzów od lat 7 i myślę, że warto potraktować to serio, nie narażając np. przedszkolaków na zbyt silne wrażenia. To, co dziecięce (np. gadające zabawki) bardzo silnie przeplata się tu z tym co realne, dorosłe, trudne. Myślę, że sztuka, której nie można odmówić poruszania poważnych problemów jest trudnym wyzwaniem dla widzów. Dzieci pewnie przepuszczą ją przez filtr swej niewinności i przyjmą jedynie to, co dla nich zrozumiałe i przystępne.

Historia kończy się happy endem i pozostawia nadzieję, że uwolnieni tatusiowie przemyślą swe działania i zmienią życiowe priorytety. Ta współczesna baśń to próba zmierzenia się z tym, co przezywają opuszczone dzieci i mimo rozbrzmiewających czasem na widowni śmiechów - to historia niewesoła, trudna i poruszająca.

Anna Lubowicka
Qlturka
7 kwietnia 2011

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia